Wróć   America's Army PL > Dodatkowe > Inne > Nic śmiesznego

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku
Stare 06-07-2004, 12:50   #1301
[LSD] SokoL PL
General
 
Zarejestrowany: 04 Nov 2002
Miasto: Gdańsk
Wiadomości: 1271
Wyślij wiadomość przez AIM do [LSD] SokoL PL
Domyślnie

Uwaga...podchodzi pod pedofilie)

http://humor.is/myndir/babybutt.jpg


Wizja nowego świata...

Kochana Mamusiu! Mam dla Ciebie wspaniałą wiadomość! Właśnie przed chwilą
dowiedziałem się że nasz Pan Prezydent Roman Giertych podpisał umowę o
wymianie turystycznej z Białorusią, Mongolią i Kubą! Tak że już niedługo
będziesz mogła z tej Białorusi do nas przyjechać bez specjalnej przepustki i
wizy! Kiedy do nas przyjedziesz bardzo się zdziwisz jakie zmiany u nas
zaszły! Nasza córka Kasia pracuje i już dostała pierwszą wypłatę! Na
początek niewiele ok. 5.000.000.000 zł. Tak! Nie przewidziało ci się! Nasz
wspaniały Pan Premier Andrzej Lepper wraz z Panią Minister Finansów Renatą
Beger odkryli że pieniądze leżą w bankach i należy je rozdać ludziom którzy
są w potrzebie. Od tego czasu pieniędzy nam nie brakuje bo jak tylko sejf
jest pusty to natychmiast pieniądze są dodrukowane. Balcerka i tą całą
resztę z tej rady pognali i teraz każdy se może wziąć kredytu ile chce.
Kasia pracuje w fabryce i wyplata koszyki z trzciny. Kiedyś miała tam być
fabryka jakichś samochodów czy cóś ale po wyborach z 14 czerwca 2004 roku
właściciel uciekł. To był jakiś Anglik czy Żyd, nie wiem dokładnie. Całe
szczęście bo gdzie by teraz nasza Kaśka pracowała przecież na samochodach
się nie zna, a matury nie zdała. Pieniądze nie są nam prawie potrzebne bo i
tak nie można nic w sklepie kupić poza chlebem, cukrem, olejami no i tymi
koszykami co Kaśka wyrabia ale to nam nie przeszkadza. W sąsiedniej wsi
produkują bimber a u nas w pegeerze hodujemy świńki i krowy. Raz na miesiąc
na jarmarku robimy wymianę i każdy jest zadowolony. Nasz Pietrek w fabryce
pracuje w Polskim Cukrze zarabia aż 8.000.000.000 zł więcej co jego szef z
mgr i inż. przed nazwiskiem, a więc tera jest sprawiedliwie nie będzie
przecież jakiś obibok, który tylko przerzuca papierki zarabiał więcej od
naszego Pietrka, który ciężko pracuje cały dzień nosząc worki z cukrem.
Fabryki też mamy teraz wszystkie państwowe, a pan Zygmunt Wrzodak Minister
Pracy dba, aby wszyscy pracowali. Mówi też, że Polska jest teraz trzecią
potęgą gospodarczą Europy zaraz za tą Unią z której wyszliśmy i Rosją, a w
produkcji cukru i koszyków to nawet ich wyprzedzamy. Prąd u nas we wsi
wyłączyli bo to przez tych ze Śląska. Powiedzieli że huta ma im dać stal a
elektrownia prąd. No to elektrownia powiedziała że da prąd jak dadzą węgiel.
A huta powiedziała że chce i prąd i węgiel. No a potem się okazało że żeby
wydobyć tonę węgla z kopalni to trzeba dać tonę dla elektrowni i dwie tony
dla huty. No i się wszyscy pokłócili i prądu we wsi ni ma. Ale to nic! Mamy
NAFTE! Bo jak tego węgla brakło to Pan Prezydent Giertych powiedział że
Polska ma NAFTE i nikogo prosić się nie musi. No i teraz mamy w domu lampki
naftowe. A jak my od razu mówili że trza do NAFTY to nas żaden nie słuchał.
Są też smutne wieści: umarła ciotka Stefka. Bo jak to te wszystkie lekarze
pouciekali w tym 2004 roku do Unii to został nom się ino weterynarz Józek no
i mu się dawki zastrzyku z koniem pomyliły... A! I umarł też ten Heniek z
sąsiedztwa i to na AIDS-a! Bo to chodził do tych panienek z Tajlandii i
Bangladeszu co to u nas we wsi mieszkają no i się zaraził! A Pan Minister
Zdrowia Gabriel Janowski ostrzegał że połowa ich mo AIDSA a połowa gruźlice
i żeby się zadawać ino z tymi co kaszlą... Natomiast tych panienek z Rosji
przy drogach już nie ma pojechały do Czech, na Węgry i na Słowację, w
głowach im się poprzewracało kiedyś to można u nich było za 50 zł, a potem
nawet za 5000000 zł nie chciały o jakiś ojro tylko mówiły. W zeszłym tygodni
pisali w gazecie że złapali na granicy z tą uniom kilku takich co to chcieli
uciec na Litwę niby to za robotom. Ale ja se myślę że to jakieś szpiegi
musieli być bo to przecież Pan Minister Propagandy Czarnecki mówił że w tej
unii to roboty ni ma a bieda aż piszczy. Zresztą Minister Sądownictwa i
Więziennictwa Danuta Hojarska powiedziała, że pracę da im u nas w
kamieniołomach. Mamo, spróbuj też przemycić prezerwatywy bo ich się w Polsce
już nie produkuje odkąd prezydent Giertych uznał je jako narzędzie zbrodni
dzieci nienarodzonych. Słyszałem, że Białoruś to bogaty kraj w sklepach mają
nawet czekoladę i banany mogłabyś z tej Białorusi przywieźć tego trochę
dzieciaki się ucieszą a może i co wyhandlujemy za to. Tylko uważaj na
granicy bo ci celnicy od Ministra Spraw Wewnętrznych Antoniego Macierewicza
mogą chcieć łapówki albo wszystko zabiorą. Muszę kończyć bo zaraz idę na
zebranie Koła Ligi Samoobrony Polskich Rodzin a jak sie spóźnię to zaś mi
zabiorą talon na nafte. Po zebraniu koła idziemy wszyscy razem, żeby nikt po
drodze się w knajpie nie zapodział do kościoła. Jak ksiądz doniesie
przewodniczącemu koła, zę kogoś nie było w kościele to też mogą zabrać ten
talon na nafte. Wiem, że polityką się nie interesujesz, ale musisz wiedzieć,
że teraz mamy tylko jedną partie Ligę Samoobrony Polskich Rodzin te z Unii
coś gadają o braku demokracji i chcą przyjechać obaczyć nasze wolne wybory,
ale my przecież już dawno postanowili na zebraniu Koła Ligi Samoobrony
Polskich Rodzin, że w następnych wyborach będziemy mieli jednego kandydata,
którego nam polecił sam ukochany przywódca Lepper. A te wszystkie z
solidarności i komuniści to podobno są w Londynie i jakiś rząd tam sobie
wymyślili. Rozrywek u nas mało jak mamy prąd to oglądamy albo Telewizję
Publiczną albo Telewizję Trwam naszego kochanego ojca Rydzyka pozostałe
zbankrutowały bo wszyscy mieli dość tych ich reklam. Daj znać kiedy
przyjedziesz to wyślemy furmana na stację."
__________________
moj PhotoSajt : http://www.sokol.rox.pl

[LoozerSquaD]
[LSD] SokoL PL jest offline   Odpowiedz z Cytatem

  #ADS
Reklama
Circuit advertisement
 
 
 
Zarejestrowany: Always
Miasto: Advertising world
Wiek: 2010
Wiadomości: Many
 

Port Lotniczy Lublin

Reklama is online  
Stare 06-07-2004, 18:05   #1302
MazioPL
General
 
Zarejestrowany: 16 Oct 2002
Wiadomości: 1615
Wyślij wiadomość przez Yahoo do MazioPL
Domyślnie

To jest ponoć prawdziwe nagranie z "Od przedszkola do Opola":

- Pan Prowadzący : Masz jakieś zwierzątko?
- Dziecko : Mam, kotka
- PP : A jak sie nazywa?
- D : Nie nazywa sie
- PP : Jak to sie nie nazywa, musi sie jakos nazywać...
- D : No nie nazywa się
- PP : Niemożliwe, a jak tatus na niego mówi?
- D : Siersciuch "PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP"ny......
__________________
+++Błąd Dzielenia Przez Ogórek. Zainstaluj Wszechświat Ponownie i Rebutuj+++
NO TRESPASSERS. Violators will be shot. Survivors will be SHOT AGAIN

MazioPL jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-07-2004, 20:48   #1303
=NaZcA=
General
 
Zarejestrowany: 01 May 2003
Wiadomości: 1270
Wyślij wiadomość przez MSN do =NaZcA=
Domyślnie

Cytat:
Napisał MazioPL
To jest ponoć prawdziwe nagranie z "Od przedszkola do Opola":

- Pan Prowadzący : Masz jakieś zwierzątko?
- Dziecko : Mam, kotka
- PP : A jak sie nazywa?
- D : Nie nazywa sie
- PP : Jak to sie nie nazywa, musi sie jakos nazywać...
- D : No nie nazywa się
- PP : Niemożliwe, a jak tatus na niego mówi?
- D : Siersciuch "PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP"ny......
Zobacz dwa posty wyzej

- Hello, do you wanna chat?
- I am busy.
- Hello Busy! I am Johny.

Sędzia pyta oskarżonego:
-Dlaczego zabił pan swoją pierwszą żonę?!
-Bo mnie nie kochała!
-Dlaczego zabił pan swoją drugą żonę?!
-Bo jej nie kochałem!
-A dlaczego zabił pan swoją trzecią żonę?!
-Z przyzwyczajenia

Na plaży nudystów chłopak mówi do dziewczyny:
-podobasz mi się
-widze

Spotykają sie 3 kobiety w barze... wypiły po 5 piwek i zachciało sie im do toalety, jednak toaleta w barze była tylko dla mężczyzn, no to jedna mówi:
-ej no przecież niedaleko jest cmentarz, możemy sie tam załatwić
no więc poszły na ten cmentarz, załatwiają sie, nagle diabeł wyskoczył!
wszystkie zaczęły uciekać a w trakcie ucieczki porwały ubrania, zgubiły majtki. Po pewnym czasie spotykają sie mężowie tych kobiet. Siedzą w barze tacy przymuleni, nagle jeden sie odzywa:
- wiecie co chłopaki stwierdziłem że moja żona mnie zdradza, ostatnio wróciła do domu komplenie pijana i bez majtek!
na to drugi sie odzywa:
-no ja musze przyznać mi sie to samo przytrafiło! moja żona wróciła do domu bez majtek, pijana i cała brudna
nagle odzywa sie trzeci:
-nie no chłopaki moja żona to napewno mnie zdradza, wczoraj wróciła do domu pijana, bez majtek, cała brudna a na ramieniu miała szarfę z napisem:,,nigdy Ciebie nie zapomnimy- chłopacy z Kalisza"

Tego na początku nie skminiłem

Myśliwy postanawia zapolować na niedzwiedzia. Wybiera więc fuzję i zaczaja się na ambonie. Nagle widzi misia, więc składa się do strzału i bach. Czeka, aż się dym rozwieje i nagle słyszy: człap, człap, człap.. na ambonę wchodzi misio i mówi:
- Widzisz myśliwy, u nas taki zwyczaj, nie trafisz dajesz d...
Po godzinie myśliwy wraca do domy zmarnowany i myśli: jutro go zabije!
Wybiera wiekszą fuzję i znów zaczaja się na misia. Bach Bach I znów szłyszy człap, człap...
Wściekły na trzeci dzień pożycza bazukę i jak nie rypnie z niej do misia. Ale za chwilę człap, człap .. na ambonie staje niedźwiedź i mówi:
- Te, myśliwy... Czy ty naprawdę przyszedłeś na polowanie

Idzie zalany gość po chodniku, a strażak przyreca wąż do hydrantu. Zalany gośc mówi
- panie, nie krec pan tak tą ulicą, bo ustać nie moge

CZAROWNICA URZADZILA KONKURS KTO NAJDŁUZEJ NIE BEDZIE SZCZAL UCZESTNICZY RUSEK NIEMIEC I POLAK I TAK RUS NIE SIKAL PRZEZ 2 TYGODNIE NIEMIEC PRZEZ 2 MIESACE A POLAK PRZEZ ROK A NIEMIEC PYTA SIE POLAKA JAK TY TO ZROBILES A POLAK CO KROPELKA SKLEI ZADNA SILA NIE ROSKLEI

Przychodzi facet do lekarza i mówi:
-prosze mnie wykastrowac, prosze mnie wykastrowac!
Lekarz zgodzil sie na zabieg. Po udanej operacji pyta sie pacjenta:
-dlaczego pan tak pilnie chcial sie wykastrowac?
-bo moja zona jest Zydówka i kazala mi to zrobic.
-no to chyba obrzezac!
-no... jakos tak...
=NaZcA= jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-07-2004, 22:47   #1304
MazioPL
General
 
Zarejestrowany: 16 Oct 2002
Wiadomości: 1615
Wyślij wiadomość przez Yahoo do MazioPL
Domyślnie

nigdy nie mierze wysoko

a to znacie?

tancz z maziem:

http://www.efd.lth.se/~e00rl/film.avi
__________________
+++Błąd Dzielenia Przez Ogórek. Zainstaluj Wszechświat Ponownie i Rebutuj+++
NO TRESPASSERS. Violators will be shot. Survivors will be SHOT AGAIN

MazioPL jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-08-2004, 05:20   #1305
ojest!
General
 
Zarejestrowany: 06 Mar 2003
Miasto: Katowice-Brynów
Wiadomości: 2350
Wyślij wiadomość przez AIM do ojest! Wyślij wiadomość przez MSN do ojest!
Domyślnie

Cytat:
Napisał MazioPL
nigdy nie mierze wysoko

a to znacie?

tancz z maziem:

http://www.efd.lth.se/~e00rl/film.avi
A znamy, znamy.
Co jest Mazio?Nie starasz sie
__________________
ojest! jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-08-2004, 10:55   #1306
[LSD] SokoL PL
General
 
Zarejestrowany: 04 Nov 2002
Miasto: Gdańsk
Wiadomości: 1271
Wyślij wiadomość przez AIM do [LSD] SokoL PL
Domyślnie

http://katalog.trojmiasto.pl/zdrowie_i_medycyna/apteki/

i sprawdzcie w katalogu publicznym nr GG


Telefon do radia.
Głos kobiecy:
Dzien dobry, chcialam powiedziec, ze znalazlam dzis rano portfel. W
srodku
bylo trzy tysiace zlotych w gotowce, oraz czek na okaziciela
opiewajacy
na
sume 10.000 euro. Bylo tez prawo jazdy na nazwisko Stanislaw Kowalski
zamieszkaly przy ulicy Koszarowej 15 m 6 w Warszawie. Mam w zwiazku z
tym
mala prosbe:
....... prosze panu Stasiowi puscic jakis fajny kawalek z dedykacja ode
__________________
moj PhotoSajt : http://www.sokol.rox.pl

[LoozerSquaD]
[LSD] SokoL PL jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-08-2004, 14:35   #1307
Gniewosz
General
 
Zarejestrowany: 02 Nov 2002
Wiadomości: 1029
Wyślij wiadomość przez MSN do Gniewosz
Domyślnie

Z forum Onetu:

Cytat:
Fragment poematu:

Reniu! Wybranko moja, ty jesteś jak gumiak
Ile cię cenić trzeba ten tylko zrozumiał
kto cię stracił i boso wdepnął na nawozu kupę
przez co w mig elegancji pokruszył skorupę.
O Ty, która piersią osłaniasz samego Leppera
i jak Pallas Atena na swój lud spozierasz
a która mnie przybitego przez powszechną nudę
dźwiękiem głosu do życia przywróciłaś cudem
gdy przymierałem struty politycznym ściekiem
włączono telewizor - senną uniosłem powiekę
gdy głos twój dał się słyszeć pośród posłów jęku
blokowałaś mównicę - odważnie, bez lęku
przerywając obrady wraz z Chamoobroną...
Tymczasem przenieś moją duszę wytęsknioną
do tej sali sejmowej sporami porytej
do ław poselskich zapchanych śmieciem rozmaitem
Gdzia pokrętna platforma, liga jak śnieg biała
gdzie komuszym rumieńcem eseldzina pała
a wszystko to splecione jakby wstęgą kasą
na której choć skłóceni tak zgodnie się pasą
I trwać tak będą mężnie do kadencji kresu
aż drzwi za nimi zamkną jak klapę sedesu
Przyjdą nowe wybory, przyjdą wilki młode
Smród historia wywietrzy a ty spuścisz wodę...



lujeran@op.pl, 2004-06-08 10:50
__________________
Ja jestem Polak, a Polak jest wariat, a wariat to lepszy gość.
K.I.Gałczyński
Gniewosz jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-08-2004, 17:46   #1308
MazioPL
General
 
Zarejestrowany: 16 Oct 2002
Wiadomości: 1615
Wyślij wiadomość przez Yahoo do MazioPL
Domyślnie

Cytat:
Napisał YaHhOo!
Cytat:
Napisał MazioPL
nigdy nie mierze wysoko

a to znacie?

tancz z maziem:

http://www.efd.lth.se/~e00rl/film.avi
A znamy, znamy.
Co jest Mazio?Nie starasz sie
dawno mnie nie bylo - dobra - najpierw sprawdze co naskrobaliscie...
__________________
+++Błąd Dzielenia Przez Ogórek. Zainstaluj Wszechświat Ponownie i Rebutuj+++
NO TRESPASSERS. Violators will be shot. Survivors will be SHOT AGAIN

MazioPL jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-08-2004, 18:17   #1309
Hunt.ER
General
 
Zarejestrowany: 03 Apr 2003
Miasto: Toruń, Ciechanów
Wiadomości: 1849
Wyślij wiadomość przez AIM do Hunt.ER
Domyślnie

OOoo pierwszy burak RP wrócił

Macie tam siakieś kawały :
Ojciec mówi do syna
-Popatrz to jest taka maszyna , z jednej strony wkładasz barana a z drugiej wychodzi kiełbaska. Rozumiesz?
-Nie
-Jeszcze raz. Z jednej strony wkładasz barana ...takie zwierze...z drugiej wychodzi kiełabska ....do jedzenie...Rozumiesz
-Nie ..hmm.. ale mam pytanie ... Czy jest taka maszyna do której wkładasz kiełbaske i wychodzi baran?
Ojciec kiwając głową- Tak synu ...Twoja matka


Student na egzaminie ma przedstawić 3 zalety mleka matki. Siedzi i myśli. No i wymyślił:
- Po pierwsze jest w 100% naturalne. Po drugie - jest ciepłe (nie trzeba podgrzewać)...
... i w tym momencie zabrakło mu inwencji. Siedzi, siedzi a czas leci. Profesor ma już oceniać, a student w ostatniej chwili wpada na genialny pomysł:
- A po trzecie - ma świetne opakowanie...


Jasio pyta ojca:
-Tato, skąd ja sie wziąłem?
-No wiesz synku..jak by ci to powiedzieć...bocian był i wogóle...
-Ale ty tato głupi jesteś!masz taką ładną żonę a ruchasz bociany
__________________
wytrzeźwiejesz odezwij sie na priwie - Gargamel
Hunt.ER jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-08-2004, 22:00   #1310
Mad_Medic
General
 
Zarejestrowany: 19 Oct 2003
Wiadomości: 2181
Domyślnie

Diabeł złapał Polaka Ruska i Niemca...
Zamknął ich w szklanej, hermetycznej klatce i dał każdemu dwie metalowe kulki.
D - Wypuszczę tylko tego, który mi pokaże najbardziej zadziwiającą sztuczkę z tymi kulkami. Macie godzinę!
Po godzinie wraca... Idzie do Ruska i patrzy co wymyślił, a rusek z dumą pokazuje jak ustawił jedną kulkę na drugiej.
D - Eeeee.... To już widziałem...
Poszedł do Niemca.
Niemiec rzucił jedną kulkę, rzucił drugą, odbiły się o wszystkie ściany i wylądowały jedna na drugiej.
D - No no... Ciekawe.... Ale już coś takiego widziałem...
Poszedł do polaka.
A Polak jedną kulkę... zgubił, a drugą zepsuł....

Leci samolotem politbiuro (to był taki radziecki rząd za komuny).
Nagle urwała się podłoga! Wszyscy wiszą, trzymając się czego popadnie.
Pilot krzyczy: Ktoś się musi puścić bo spadniemy!
A Breżniew mówi:
Towarzysze! Poświęcę się Dla Rodiny!
Wszyscy pozostali zaczeli bić brawo

Towarzysze Kołchoźnicy! Leci nad nami radziecki samolot!
- HURRAAA!
Ale się pali...
- Eeeeeee.....
Towarzysze! Pilot Wyskoczył!
- HURRRAA!
Ale bez spadochronu!
- Eeeeeeee.....
Towarzysze spada na stóg siana!
- HURRRAAAA
Ale w stogu są widły....
- Eeeeee.....
Ale Odwrócone!
- HURRRAAAA!
Ale i tak się nabił...
- Eeeeee.....
(historyjkę znały wszystkie dzieciaki w przedszkolu, pod czas stanu wojennego.... Nie dajmy zginąć historii polskiego dowcipu! )

HORROR Dozwolone od lat 5

Idzie Facet po schodach na górę, i ciągnie za nogi dziecko.
Spotyka go babcia na schodach:
- Jak Pan tak może! Temu dziecku spadnie czapeczka!
- Nie spadnie... Jest przybita...

Spotykają się dwaj maszyniści:
- Cześć co słychać?
- Ech! Stary ale mi się ostatnio na trasie do Gdańska, przygoda trafiła...
- Opowiadaj!
- Jedziemy, i koło torunia patrzymy z pomocnikiem, a przy torach babka... Nóżki cud... Figurka idealna Cycuszki jak balony... No to ją do kabiny. Najpierw ja ją jechałem, a potem pomocni, i zmian, i zmiana... I tak do samego gdańska... Ale numerków wywineliśmy... ho ho ho...
- A buzia ładna?
- A nie wiem... głowy nie znaleźliśmy...

Mamo... Jasio dłubie dziadkowi w nosie...
- JASIO PRZESTAŃ
Jasio dłubie...
- Jasio! Przestań bo zamknę trumnę

Kurs na prawo jazdy...
Kursantka - Panie Instruktorze... Proszę spojrzeć! Od pięciu minut ten facet biegnie mi przed maską! Co mam zrobić?
- Na początek; Zjechać z chodnika...

Teraz mogą już czytać dzieci

Jasio wygląda przez okno...
- TATO! TATO! Babcia do nas idzie
- No Nie! Znów tą zarazę diabli przygnali....
- Tato! Babcia gąskę pod pachą niesie...
- Widzisz Synku, jak to swój do swego ciągnie...
__________________
Przysłowia AAOwskie:
"Trafił jak noob, granatem w team"
Mad_Medic jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-09-2004, 00:34   #1311
Czajus
General
 
Zarejestrowany: 16 Oct 2002
Wiadomości: 1869
Wyślij wiadomość przez ICQ do Czajus Wyślij wiadomość przez MSN do Czajus
Domyślnie

W klasztorze nagle otwierają się drzwi i z rozpędem do środka wpada młoda zakonnica. Biegnie prosto do matki przełożonej:
- Matko przełożona, matko przełożona, zgwałcili mnie, co robić?
- Zjeść cytrynę - odpowiada matka przełożona.
- Pomoże?
- Pomoże, nie pomoże... ale przynajmniej ten uśmiech zniknie.


Przeor oprowadza świeżo upieczonego brata po zakonie. Podchodzi do pierwszych drzwi:
- Tu jest twoja cela, możesz korzystać z niej w każdy dzień, oprócz czwartku.
Otwiera kolejne:
- Tu jest nasza kaplica, możesz modlić się tu i rozmyślać kiedy chcesz, ale nie w czwartek.
Przeor otwiera kolejne drzwi:
- Tutaj mamy bibliotekę, jeśli chcesz, korzystaj z niej bez przerwy, z wyjątkiem czwartków.
Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilkakrotnie z jadalnią, siłownią, czy świetlicą, nic nie było dostępne w czwartek. Wreszcie doszli do ostatnich drzwi, które przeor otwiera z lekkim zażenowaniem. Pokój zawierał jedynie szafę dwudrzwiowa, z której sterczała goła dupa.
- To jest nasza dyżurna dupa. Wiesz, do czego służy. Możesz używać jej kiedy masz tylko ochotę, ale nie w czwartek.
Po zakończeniu obchodu młody brat nie mógł się wstrzymać z pytaniem:
- Ojcze przeorze, dlaczego nie mogę korzystać z tych wszystkich dóbr w czwartki?!
- W czwartki? Bo w czwartki jest twój dyżur w szafie.


Siedzi sobie gość na rybach, w pewnym momencie ma branie. Wyciąga, a tam taka niewielka złota rybka. Przyjrzał się jej i stwierdził, że taką malizną to on sobie głowy nie będzie zawracał i już chce ją wrzucić do wody, gdy nagle rybka się odzywa:
- Czekaj! Ja jestem złotą rybką i spełnię Twoje życzenie.
- Wiesz co, ale ja już mam wszystko o czym można tylko marzyć, więc dzięki ale Cię wrzucę do wody.
- Nie, tak nie może być, tradycji musi stać się zadość. Słuchaj postawię Ci taką chatę, że ludzie w promieniu 100 km będą Ci zazdrościć.
- Kiedy ja już mam taką chatę!
- No to dam Ci brykę jakiej nikt w Polsce nie ma.
- Też już mam taką!
Rybka chwilę się zastanawia i pyta:
- A jak z Twoim życiem seksualnym, tzn. jak często to robisz?
- Ze dwa razy w tygodniu.
- To ja Ci załatwię, że będziesz miał dwa razy dziennie!
- Eee tam, księdzu nie wypada...
__________________
Czajus jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-09-2004, 22:35   #1312
Mad_Medic
General
 
Zarejestrowany: 19 Oct 2003
Wiadomości: 2181
Domyślnie

Żeński zakon dostał od kurii, partię rowerów do użytu własnego...
Jeżdzą sobie zakonnice w kółeczku po placyku i się ciągle śmieją...
W końcu przeorsza nie wytrzymuje:
- Siostry proszę przestać się śmiać!
Siostrzyczki dalej się smieją...
- Siostry! Proszę przestać bo każę założyć siodełka...

Jeden Facet miał problem z jurnym synkiem... Co zobaczył dupę, to musiał ją "zaliczyć". W końcu facet nie wytrzymał i wysłał syna do klasztoru, licząc na powstrzymanie jego chuci.
Po roku, synek wyszedł na przepustkę.
Tatuś postanowił sprawdzić jak skuteczne były jego metody...
Idą ulicą, a synek ani razu nie patrzy na laski...
Wsiedli do tramwaju i jadą. Facet przeprowadza ostatni test:
- Zobacz Synku jak Dupa tam stoi...
- Eeee tam tato... Motorniczy jest lepszy...
__________________
Przysłowia AAOwskie:
"Trafił jak noob, granatem w team"
Mad_Medic jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-12-2004, 13:12   #1313
Ranger
First Lieutenant
 
Zarejestrowany: 09 Mar 2003
Wiadomości: 187
Wyślij wiadomość przez MSN do Ranger
Domyślnie

Depech a'la Mickiewicz

www.rangerx.republika.pl/depech.PNG
Ranger jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-12-2004, 15:10   #1314
=NaZcA=
General
 
Zarejestrowany: 01 May 2003
Wiadomości: 1270
Wyślij wiadomość przez MSN do =NaZcA=
Domyślnie

Dwa gówna oglądają telwizję ,
przychodzi do nich sraka i mówi:
- mogę z wami pooglądć koledzy
- nie bo to film tylko dla twardzieli

Przyjezdza Polak do Francuza. Francuz odbiera go z lotniska nowiutkim leusem zawozi go do wili z basenem. Polask pyta to wszystko panstwowe? Francus odpowiada. Nie moje. Polak sie pyta jak on to robi. Francuz odpowiada choc do okna to ci pokaze. Podchodza i Francuz mowi widzisz ta autostrade? Polak odpowiada tak. Francuz mowi na papierze 60 milionow a naprawde 40 i wlala.
Po jakims czasie Francuz przyjezdza do Polaka i odbiera go z lotniska jeszcze lepszym lexusem zawozi go do jeszcze lepszej wili. Zdziwiony Francus sie pyta Polaka. Ty sie mnie pytasz jak ja to robie ze jestem taki bogaty? Jak ty to zrobiles? Polak odpowiada chodz do okna to ci pokaze. Podchodza i Polak mowi. Widzisz ta autostrade za rogiem? Francuz odpowiada ze nie a POlak na to i wlala.

Dwaj faceci jadą w pociągu. Jeden z nich zagaja
- A niedwiedia ty je*ał ?
- A pacziemu sprasiwajesz ?
- A wot tak, dla padtrimania razgawora ...

Gosc chce wymeldowac sie z hotelu. Idzie do recepcji i mowi:
- Zasłałem łóżko
Na co recepcjonistka
- Dziękujemy, nie trzeba było
- Dobłanoc

dzwoni facet przez tel.i pyta czy to nr.444-44-44 (tak) to prosze zadzwonić na pogotowie (a poco) bo mi się palec w czwórke wkręcił.

Dlaczego krasnoludki idąc lasem śmieją się?
- Bo je mech w jaja łaskocze


Na przystanku wchodzi do tramwaju łysy skin w glanach i staje obok krzesła na którym siedzi staruszka, która zaczyna się mu przyglądać.
Po chwili staruszka mówi do skina:
-siadaj dziecko.Niedość że po chemioterapii to jeszcze w butach ortopedycznych.

Siedzi para zakochanych na lawce, dosiada sie do nich dziadek. Dziewczyna mowi do swojego chlopaka: "boli mnie czolo".Chlopak pocalowal ja w czolko i dziewczyna mowi, ze juz nie boli.Nastepnei dziewczyna mowi ze ja boli nosek. Chlopak powtarza czynnasc i dziewczyna znow mowi ze juz ja nei boli. A siedzacy staruszek obok sie pyta "A hemoroidy tez pan leczy?"

OBOP przeprowadza badania w Urędach Celnych.
Przyjechali na zachodnią granicę i pytają celnika.
-Jak długo musisz odkładać,aby kupić BMW ?
-Jakieś trzy,cztery tygodnie - mówi celnik.
Przyjechali na południową.
-Jak długo musi pan oszczędzać,żeby kupić sobie BMW ? -pytają celnika.
-No jakieś trzy,cztery tygodnie.
Przyjechli na wschodnią granicę do Przmyśla.
Pytają celnika.
-Jak długo musisz oszczędzac,żeby kupić BMW ?
-Jakieś pięć,sześć,góra siedem tygodni.
-Jak to ? Pana koledzy na zachodniej i południowej granicy mówili,że trzy,cztery tygodnie.
-Panowie nie przesadzajcie.....BMW to w końcu duża firma...

Facet przy okienku w banku:
- Chcę założyć konto w tym "PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP"onym banku!
- Co proszę? - pyta zdegustowana kasjerka.
- Powtarzam - Chcę założyć "PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP"one konto w tym "PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP"nym banku!
- Cooo?!
- Nie dosłyszysz szmato? To wołaj mi tu kierownika!
Kierownik przychodzi, wściekły, bo już wie czego i jak żąda ten klient.
- O co panu chodzi? - warczy.
- Powtarzam, chcę założyć "PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP"one konto w tym po"PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP"nym banku!
- A ile chce pan wpłacić?
- Dwa miliardy.
- I ta "PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP" robiła panu jakieś problemy?

Mowi Bulgar do Bulgara:
- Sluchaj Polska to jest taki zajebisty kraj, ze jak wstajesz z rana to masz seks, po sniadaniu seks, po obiedzie seks, wieczorem tez.
No a w nocy, to juz z kilkoma na raz!
- Wow! Byles?
- Nieee - moja siostra.

Jedzie gosciu nową furą 170km/h,190km/h,240km/h wyjeżdza z zza zakrętu i przyp** w furmanke wóźnica pada na ziemie z obciętymi nogami konie ledwo dyszą facet wychodzi z samochodu widzi zdychające konie więc pomyślał sobie co mają się męczyć wzioł deche i zatłukł obydwa widząc to wóźnica zakrywa nogi podchodzi do niego kierowca z pałą w ręku i sie pyta:"Nic panu nie jest""
wóźnica:"Mnie nawet nie drasneło"

Trasa: rejon Lubin - Legnica - Chojnów.
Wsiada kobiecina do PKS-u i pyta:
- Panie kierowco - w Zimnej Wodzie staje!?
- Chyba kaczorowi!

Ojciec zastaje córkę zabawiającą się wibratorem. Na oburzenie ojca córka odpowiada, że to normalne. Historia się często powtarza. Pewnego razu córka zastaje ojca w dziwnej sytuacji: na stole stoi wódka, dwa kieliszki i wibrator.
- Tato co robisz? - pyta zdziwiona córka.
- Co z zięciem się k..... nie mogę się napić?

O drugiej w nocy dzwoni telefon, zaspany Kowalski podnosi słuchawkę:
- Słucham?
- Przepraszam, czy to numer 555-55?
- Nie, pomyłka, to numer 55-555.
- Przepraszam, że pana obudziłem.
- Nic nie szkodzi. I tak musiałem wstać, bo dzwonił telefon.

Przez pustynię jedzie na wielbłądzie Arab, a obok ledwie żywa biegnie jego żona. Spotykają jadącą naprzeciwko karawanę.
- Dokąd tak się spieszysz? - pyta przewodnik karawany.
- Żona mi zachorowała, wiozę ją do szpitala.

- Czy jest mielone?
- Mielim.
- To ja poczekam.
- Nie trzeba, mielim wczoraj

- W tym stawie nie wolno się kąpać!
- Ja się nie kąpię!
- Jak to nie? To co pan tam robi?
- Ja tonę!
- Aaa, to co innego. Przepraszam

Jak się nazywasz?
- Joanna.
- A jo Andrzej. Tyż ze Ślunska.

Idzie nurek w pelnym stroju (akwalung,pletwy ,itp.) przez
pustynie ,spotyka Araba i pyta :
-Daleko stad do morza ?
-Z 500 km .
-Alescie ,kurde plaze odwalili
=NaZcA= jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-15-2004, 12:20   #1315
[LSD] SokoL PL
General
 
Zarejestrowany: 04 Nov 2002
Miasto: Gdańsk
Wiadomości: 1271
Wyślij wiadomość przez AIM do [LSD] SokoL PL
Domyślnie

http://www.alfa-system.pl/~kyob/oksana.wmv

Eeee Toooo Nooooooo Comment
__________________
moj PhotoSajt : http://www.sokol.rox.pl

[LoozerSquaD]
[LSD] SokoL PL jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-15-2004, 16:46   #1316
[LSD] SokoL PL
General
 
Zarejestrowany: 04 Nov 2002
Miasto: Gdańsk
Wiadomości: 1271
Wyślij wiadomość przez AIM do [LSD] SokoL PL
Domyślnie

Cytat:
Napisał Rzez
http://kni.pk.edu.pl/~maro/pliki/oksana.wmv - ku przestrodze
--
Rzez
Bylo przed sekunda

A ja jeszcze raz ale tutaj bo na EURO 2004 jakis mily moderator usunal.
Przed meczem Holandia - Niemcy zaspiewaja....WYGLI
http://www.lamermelculo.com/video.php?id=918
__________________
moj PhotoSajt : http://www.sokol.rox.pl

[LoozerSquaD]
[LSD] SokoL PL jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-17-2004, 21:47   #1317
[LSD] SokoL PL
General
 
Zarejestrowany: 04 Nov 2002
Miasto: Gdańsk
Wiadomości: 1271
Wyślij wiadomość przez AIM do [LSD] SokoL PL
Domyślnie

http://www.wijfzonderlijf.be/content...D=06&YEID=2004



Heheheh jak dla mnie bajerka...niezle sie usmialem az do lez Polecam heheh
__________________
moj PhotoSajt : http://www.sokol.rox.pl

[LoozerSquaD]
[LSD] SokoL PL jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-18-2004, 06:30   #1318
Mad_Medic
General
 
Zarejestrowany: 19 Oct 2003
Wiadomości: 2181
Domyślnie

Jedzie nowobogacki nowym mercem.
Nagle na drogę wyskakuje mu jakiś łachmyta...
Dał po hamulcach i staje, wyskakuje z wozu i do gościa...
- Ty Łachmyto! Łajzo bezdomna, gdzie mnie pod samochód skaczesz?
A facet spokojnie...
- Dam panu 1000$ jak mnie pan podrzucisz do domu.
Nowobogacki się uspokoił i myśłi - tysiąc zielonych piechotą nie chodzi...
- Dobra, wskakuj Pan...
Jadą, a bezodmny patrzy a tu leżą papieroski Malboro... Sięga po nie...
A tu jak się właściciell nie wydrze...
- Gdzie! Łajzo! To moje papierosy...
- 100$ za jeden zapłacę...
- Aaa! To co innego... proszę się częstować...
Jadą, a bezdomny mówi...
- Zrób mi pan laskę...
- COOO! Ja? Mam Las....
- 4000$ zapłacę....
- Eee.... Nooo..... Eee... No Dobra...
Robi bezdomnemu laskę, a ten pali sobie Malboro kupione za 100$ i mówi:
- Ech! W życiu się tak nie zadłużyłem...
__________________
Przysłowia AAOwskie:
"Trafił jak noob, granatem w team"
Mad_Medic jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-18-2004, 12:19   #1319
Janek
General
 
Zarejestrowany: 20 Jan 2004
Miasto: Warszawa
Wiadomości: 2674
Domyślnie

Historia ponoc autentyczna.

xxxxxxxxxxxx

To bylo kolokwium z Measurement Systems (makrokierunek - Pol. Śl.)

"Kolokwium zaczelo sie od tego, ze facet sie spoznial. Kolega poszedl po
niego. Wrocil, cala sala sie uciszyla, a kolega "spokojnie on tu zaraz
przyjdzie... wlasnie go obudzilem"

Po czym wykonal gest stwierdzajacy upojenie alkoholowe pana profesora.
Wszyscy w smiech. Po kilku minutach wchodzi profesor Fraczek. Widze go
pierwszy raz w zyciu, bo nie bylem na zadnym wykladzie. Tak samo 60 innych
osob na sali. (w sumie jest ze 100).

Fraczek patrzy na tak duza ilosc osob i mowi

"I didnt know that..."

No dobra bede pisal po polsku, ale wszystko co bylo powiedziane bylo do
konca kolosa only english.

"Nie wiedzialem, ze ten rok liczy tak duzo ludzi (srednia wykladu 8 osob, po
przerwie 4). Jestescie zaskoczeni? Bo ja jestem. Jestescie? Czy nie? Ja
jestem zaskoczony. A wy? Kto jest zaskoczony? Okej. Dobrze. "

Zaczyna przechadzac sie po sali. Wszyscy przygotowane materialy (pozwolil
korzystac) i kartki podpisane. Nerwowe oczekiwanie... po chwili troche
smiechu i jakies halasy. A Fraczek pyta "Czy jest ktos na sali kto wie, albo
ma jakies blade pojecie jaka jest definicja halasu w decybelach?"
Cisza.
"No kto wie?"
Cisza.
"Przepraszam, ale ja wymagam, a przynajmniej spodziewalbym sie, ze na
kolokwium z measurement systems ktos bedzie mial jakies blade pojecie. moze
nawet ze dwie osoby..."

Cisza. Kuba mowi
"to jest logarytm z czegos przez cos, ale nie wiem dokladnie..."

Fraczek: "prosze napisac na tablicy"

Kuba: "ale ja nie znam dokladnego wzor- "

Fraczek: "prosze napisac. wstac i napisac na tablicy"

Kuba wstaje i pisze na tablicy
log ----

i pauzuje. Fraczek:
"Dobrze, jest pan teraz moim pomocnikiem, moze sobie pan tu usiasc przy
biurku, ale najpierw niech pan powie cos smiesznego."

Ludziska w ryk. Kuba:
"nie za bardzo wiem co powiedziec"

smieje sie, sala grzmi. Ktos z tylu pomaga "Sing a song"

Kuba z przerazeniem slucha jak cala sala powtarza "sing a song" "sing a
song" "sing a song" "sing a song" "sing a song"
"sing a song" "sing a song" "sing a song" "sing a song"

Na to Fraczek.
"Okej, sing a song! "

Kuba sie tlumaczy, ze to by bylo niezbyt przyjemne ale moze powiedziec
smieszna historyjke. Opowiada jakas historyjke, ktora nie byla w ogole
smieszna, ale sala zlewa na calego, krzycza bis bis brawo i klaszcza.
Fraczek usmiecha sie i mowi:
"To pan jako pomocnik bedzie uciszal jesli sala bedzie za glosno" (if they
are too loud, you say them shut up!)

Nagle cisza na sali. Po chwili slychac glos Kuby:
"SHUT UP"

Nastepnie profesor poprosil ochotnika na drugiego pomocnika. Ochotnik sie
zglosil, ale 3 ochotnika juz nie znalazl. Pyta wiec:
"Czy jest ktos kto kocha MS (measurement systems)?"
Nie.
"Czy ktos lubi MS?"
Nikt.
"W takim razie czy ktos nienawidzi MS?"
Nie ma.
"A moze ktos nie za bardzo lubi MS?
Tez nikt.

"To moze ktos tak niezbyt lubi, ale jak musi zdac to by zdal?"
Wszyscy sie zglaszaja. No tak. To nie znajdzie nikogo na 3 pomocnika.
Mysli chwile.
"Czy ktos chcialby poleciec dzis na ksiezyc? Moze pan? Chcialby pan?"

"Not to the moon but to Mars maybe"

"Oh, not today but tomorrow yes? Czyli jutro by pan chcial, ale nie dzis. A
kto by chcial dzis? To pan moze? Hmm albo kto wie kto to byl Einstein? Pan
wie? Prosze wstac i powiedziec kolegom."

Robi sie halas. Fraczek patrzy na Kube, sala cichnie. W ciszy slychac
donosny glos Kuby "SHUT UP"

Profesor sie cieszy i pyta dalej.
"A kto by na ten ksiezyc chcial? Pan?"

Kolega tlumaczy, sciemnia i sciemnia, w koncu Fraczek mowi.
"Dobrze, moze pan sobie siadzie do pierwszej lawki z brzegu?"
"Okej"

Fraczek:
"a pan mnie nie zapyta dlaczego tam? Chce pan tam siasc?"

"To miejsce jest tak samo dobre jak tamto. Moge tu siasc"

"Dobrze. to moze oooooooooooooo!" (Widzi innego kolege ze zlamana
reka)
"To teraz pan nam powie co sie panu stalo. Prosze wstac i powiedziec"

Kolega tlumaczy...
".... and they have to ehm... yyy. ... y... mm..........repair my hand."

Fraczek do Kuby:
"A co to znaczy ze mu naprawiaja reke? Biora mlotek kleszcze i naprawiaja?
Jak pan mysli?"

"Mysle, ze to chodzi o leczenie reki"

"Tak pan mysli?"

"Tak"

"To prosze go zapytac, czy to mial na mysli"

Kuba pyta, a Fraczek:
"Bo ja tylko chce sobie z wami troche po angielsku porozmawiac, wiecie..."

A po chwili
"His english is good, quite good you know yes?"

Profesor zaczyna chodzic po sali, ludzie juz padaja z krzesel. Nagle Fraczek
patrzy na kube, sala sie ucisza. I wtedy pada

"SHUT UP!"
Wszyscy lacznie z Fraczkiem sie smieja.

"No dobrze, ale niektorzy ludzie chodzili na wyklady. Czy tu jest ktos kto
byl na wszystkich wykladach?"
Kilka osob sie zglasza.

"Ooooooo, a kto jest pierwszy raz?"
Nikt. (jasne, przeciez WSZYSCY byli...)

"A kto drugi?"
Pol sali.

"Nonono... to niech ci co byli na wszystkich wykladach podejda tutaj"
Podchodzi kilka osob, po chwili jeszcze kilka, juz stoi tak z 12, a
Fraczek:
"Ale ja mam dobra pamiec i tu mam liste z jednego wykladu. Kto jest na
liscie moze wyjsc. Juz macie zaliczone. Juz wyjsc. Dziekuje. No wyjsc.
Wychodzic. Prosze. Zaliczone. No wychodzic."

Kolega:
"A jak ktos ma zaliczone a chce zostac to moze?"

"You are on the list?"

"Yes"

"Then go to hell"

A potem do innego kolegi
"Tylko niech ten pan nie wychodzi. Pan byl na wszystkich wykladach i
orientuje sie w MS. Prosze, wymyslilby pan 3 pytania dla kolegow, tak, zeby
wszyscy wiedzieli jak odpowiedziec?"

"Tak"

"To prosze wstac i napisac na tablicy"

Sala krzyczy:
"Mow najpierw, a za chwile napiszesz, albo daj abc, albo 3 pierwsze
definicje z wykladow etc.

Fraczek zwraca sie do ludzi:
"Czy panstwo maja cos przeciwko takiemu przeprowadzeniu kolokwium, bo to
dosyc nowatorski sposob? ... but i love it"

I do Kuby
"Prosze ich zapytac czy akceptuja taka forme kolokwium"

Kuba:
"Do-"

Sala:
"YEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEESSSS"

Kuba:
"Chyba mamy aklamacje"

Fraczek:
"Ale nie, prosze jakos glosowanie zrobic."

Kuba:

"To niech kto jest za podniesie swoja.....(patrzy na tego co ma zlamana
prawa reke) lewa reke do gory."

Wszyscy. Fraczek:

"No dobrze, ale niech pan tez zapyta czy ktos jest przeciw."

Kuba pyta, nikt. Wszyscy czekaja na pytania, kumpel niby grzebie w wykladach
ale ma lepszy pomysl. Pisze na tablicy:

1.Units of temperature
2.Name and surname
3.Who is the lecturer?
i siada. Fraczek na to:

"Ale ale ale! Prosze pana! Prosze wyjasnic dlaczego takie pytania!"

Kolega odpowiada:

"Jednostki temperatury to jest najbardziej podstawowa wiedza z zakresu MS,
ktora kazdy powinien miec, imie i nazwisko jest wazne dla sprawdzajacego,
aby wiedziec czyja to praca, a student nie dostanie zaliczenia, jesli nie
wie do kogo isc z wpisem, stad trzecie pytanie."

Fraczek:
"Bardzo dobrze, kiedys sie tak zdarzylo, ze przyszli do mnie studenci
jakiegos innego Fraczka i chcieli wpis..."

"Bardzo dobre pytania. No dobrze. Maja panstwo zaliczone na 4.0, ci co byli
na wykladzie z lista na 5.0. Mozna wyjsc. Prosze wyjsc. Noo. Wychodzic z
sali. Mozecie isc na lody albo cos. Noo.
Prosze wychodzic. Do widzenia. AAAAALe pani! Pani byla na wykladach."

Ola:
"Tak, na wszystkich oprocz tego z lista..."

"Czyli pani sie nie chcialo wtedy przyjsc."

"nie moglam wtedy akurat..."

"no prosze, a to byl najwazniejszy wyklad"

"ale ja nie moglam i dlatego nie przyszlam"

"czyli nienawidzi pani ms"

"nie..."

"no dobrze, dziekuje, wychodzic, prosze wyjsc...."

Pozbieral indeksy i poszedl."



xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx


A teraz historia na 100% autentyczna - bylem przy tym

Egzamin z Historii Doktryn Politycznych. Dziewczyna dostaje pytanie o mysl spoleczna kosciola katolickiego i zaczyna odpowiadac.
Prof: Dobrze widze za pani umie, ale prosze mi jeszcze odpowiedzec na takie pytanie - kiedy sie urodzil Jezus?
Dziewczyna: W zasadzie w 1 roku ale jesat teoria ze trak naprawde bylo to 6 lat wczesniej...
P: Tak, dobrze, dobrze. A prosze mi powiedziec ktory to wiek byl?
D: Eeeeee...
P: No ktory? No smialo prosze mowic.
D: (cisza i kompletna konsternacja)
P: Szosty, siodmy?
D: Szosty.
P: Taaak... A prosze mi powiedziec naszej ery czy przed nasza era?
D: Eeeeeee... Przed nasza era...
Tu profesor nie wytrzymal i ryknal smiechem, podobnie jak inni odpowiadajacy

I druga historia z tego samego egzaminu (przy tym nie bylem):
P: Prosze mi wymienic ewangelistow. Zwazajac na poprzednie odpowiedzi podpowiem Pani, ze bylo ich tylko 4-rech i zaden z nich nie nazywal sie Judasz...


__________________
Janek jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-20-2004, 11:03   #1320
Elbios
First Lieutenant
 
Zarejestrowany: 25 Jun 2003
Wiadomości: 193
Domyślnie

http://www.fun.from.hell.pl/2004-05-...ity_Parody.mpg
http://www.fun.from.hell.pl/2004-05-...-Real-Life.asf
http://www.fun.from.hell.pl/2004-05-...-sie-nudza.wmv
http://www.fun.from.hell.pl/2004-01-...re-matters.mpg
__________________
Life is brutal and full of zasadzkas.
Elbios jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-21-2004, 12:07   #1321
=NaZcA=
General
 
Zarejestrowany: 01 May 2003
Wiadomości: 1270
Wyślij wiadomość przez MSN do =NaZcA=
Domyślnie

W telefonicznym teleturnieju w Polsacie padło:
- Która wyspa jest większa: Sri Lanka czy Grenlandia?
- yyyyy....Srilandia!

Pewne lokalne radio zadało słuchaczce pytanie:
- Jak się nazywa wybuch wulkanu.
Odpowiedź młodej dziewczyny była szybka i zdecydowana:
- Erekcja!

Szczuka zaszczękała:
- Kategoria jaskinia. Jakiego komina nie musi czyścić kominiarz?
Zawodnik:
- CZYSTEGO?
- Nie, prawidłowa odpowiedź to krasowego
- Jak brzmi polski tytuł serialu „Baywatch” z Pamelą Anderson?
- Naga plaża

- Jaka jest polska nazwa Kaliningradu?
- Stalingrad.

- Jak miał na imię pierwszy prezydent USA?
- Churchill

Po zakończeniu rundy, zawodniczka tłumaczy się z błędnej odpowiedzi:
- Pustka w głowie...
Kazimiera:
- Ciemność?
- Nie, ja mam po prostu skorupę zamiast mózgu...
Kazimiera (czemuś niezmiernie uradowana):
- To okropne...

Kategoria "na literę T".
- Co łączy książkę i żołądek?
Odpowiedź uczestnika (z uśmiechem na ustach)
- Trzustka!
- Nie, w pytaniu chodziło o treść.
- Od kogo mamy taki prezent jak Pałac Kultury i Nauki
- eee.. od Francji

- Nazwę jakiego polskiego zespołu tworzy działanie matematyczne?
- Trzy plus jeden.

- Jak z francuskiego nazywamy wrażenie, że coś zdarzyło się drugi raz?
- Miraż.

- Kim pan jest z zawodu?
- Jestem windykatorem...ściągam długi...
- To rozumiem, że wyłamywanie paluszków i tym podobne?
- Nie, ja stosuję perwersję słowną...
- Może chodzi Panu o perswazję?
- eee....

Dzieje się także, choćby i w takiej "Familiadzie"
Kategoria: "Znane jeziora". Start. Strasburger zadaje pytanie, kobita - łup łapką w stolik i odpowiada
- Pilićno!
Oczywiście nie ma na tablicy wyników i Strasburger pyta:
- Pilićno? A gdzie to jezioro leży?
- U mnie koło domu...
=NaZcA= jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-22-2004, 05:57   #1322
MazioPL
General
 
Zarejestrowany: 16 Oct 2002
Wiadomości: 1615
Wyślij wiadomość przez Yahoo do MazioPL
Domyślnie

Nie wiem czy bylo - nie wszystkie strony tego tematu chca mi sie ladowac...

czesc informuje - ze nie ma zadnych postow w wybranym temacie...

no ale coz:

łala
----------

L0rd of teh Ringz0r
F3ll0wsh1p of teh R1ng

[At *****'s 111th Birthday]
Merry: "Omg, I pwn"
Pippin: "Sif, I pwn"
**Rocket goes off
Gandalf: "Pwned!"

*****: "This = shiz, bai foos"
***** has left the server
Frodo: "***!?"

[later, in Bag End]
Gandalf: "Give teh ringz0r to Frodo"
*****: "Sif! It r precious!"
Gandalf: "STFU NOOB!"
*****: "ok"
Gandalf has logged on as admin
***** has been kicked from The Shire

**Later
Gandalf: "Show me teh ring, foo!"
**Gandalf rides out, does some research, comes back
Gandalf: "OMGZ, it R teh ring!"
Frodo: "***?"
Gandalf has logged on as admin
Frodo has been kicked from The Shire
Sam has been kicked from The Shire

[At Isengard]
Gandalf: "sup dawg, i r g4nd4lf da gr3y!"
Saruman: "Foo! U R teh noob!"
Gandalf: "***?!"
Saruman: "Sauron pwns joo!"
Gandalf: "Sif, I R leet"
**Sarumon beats the **** out of Gandalf
Saruman: "Pwned!"

[on the road to Bree]
Merry: "look foos, shrooms!"
Pippin: "Woot! Shrooms!"
Frodo: "Ph34r!"
Sam: "Shrooms!"
Frodo: "PH34R!1!1"
**black rider stops, sniffs, goes past
Frodo: "OMG, packetloss!"

[Bree, in the Inn of the Prancing Pony]
**Frodo is drinking and dancing on a table, then slips
Frodo has left the server
Frodo has connected to the server
Frodo: "OMGz, dc'd"
Aragorn: "OMG, noobz"

[at Weathertop]
Merry: "Mmm, shrooms!"
**MERRY IS BROADCASTING HIS IP ADDRESS!
Frodo: "Foos! Ph34r teh haxorz"

**the black riders attack
Merry: "OMG!"
Sam: "O.M.G!11"
Pippin: "***"
Frodo has left the server
**head nazgul stabs Frodo's ghost
Frodo has connected to the server
Frodo: "***... hax!"
**Aragorn lraps into the fray with a flaming brand
Aragorn: "PH34r"
Merry: "LOLOL flamed! "

[on the road to Rivendell]
Aragorn: "ZOMG!Arwen!"
**Arwen rides up
Aragorn: "A/S/L? Wanna net secks?"
Arwen: "Sif! *** is up with Frodo?"
Sam: "teh leet Hax0r "
Arwen: "Firewall?"

**Arwen rides off with Frodo, the nazgul give chase. Arwen crosses the ford at Rivendell.
Arwen: "PH34R My dad pwns urs!"
**nazgul start to cross
Arwen: "LOLOLOLO noobs1!"
**the ford rises up and washes the nazgul away
Warning: Connection Problems Detected
nazgul has disconnected
nazgul has disconnected
nazgul has disconnected
nazgul has disconnected
nazgul has disconnected
nazgul has disconnected
nazgul has disconnected
Arwen: "Pwnt"

[at the Council of Elrond]
Gimli: "dwarves pwn!"
Legolas: "Sif, Elves pwn!"
Boromir: "OLOLOL noobs, men pwn!"
Elrond: "STFU tards1!"
**Frodo puts the ring on the plinth
Gimili: "Sif ring pwns all!"
**Gimli swings his axe at it, which shatters
Elrond: "**sigh, noob"

[Frodo meets up with *****]
*****: "OLOL, me = 10th level thief!"
Frodo: "OMG, u r teh pwn!"
*****: "Do u still have teh ringz0r?"
**Frodo shows ***** the One Ring
*****: "OMG u tard, I want to TK you!"
Frodo: "sif!"
*****: "ph34r my mithril"

[The Fellowship leaves Rivendell]
**Gandalf leads the fellowship through the mountains
Legolas: "ZOMG, leet gfx!"
Gimli: "I R dropping frames! FFS"
**There's an avalanche which threatens to knock them off the shelf
Gimli: "Gandalf, teh draw distance is too far!11"
Gandalf: "**Sigh. Moria?"
Gimli votes to change map to Moria
Votes 4 of 4 required
Legolas: "lolol Gimli, time to upgrade!"

[The fellowship approaches the gates of Moria]
Gandalf: "FFS, its too hard! Anyone got a walkthrough?"
**The gates of Mordor open, but the Guardian attacks!
Frodo: "OMG! ph34r!"
Boromir: "GL HF"
Aragorn [broadsword] guardian
Legolas [arrow] guardian
Gandalf: "gg"

[The fellowship enters the mines of Moria]
Gimli: "OMG PWNED!"

**After travelling some time in the dark the Fellowship come to a chamber with a large well
Gandalf: "teh bookz0r has some clues!"
**Merry knocks a skeleton in armour down the well
Gandalf: "OMG! noob!"
Merry: "d'oh"
**The fellowship hears the ork drums
Boromir: "***?"
Aragorn: "***?"
Frodo: "..."
Gandalf: "Oh ffs >.<"
**the fellowhip shores up the doors as the orks come
Boromir: "TEAMS FFS!"
Aragorn [broadsword] ork
Gimli [axe] ork
Legolas [arrow] ork
Aragorn [broadsword] ork
Aragorn [broadsword] ork
Boromir [broadsword] ork
Gimli [axe] ork
Gimli [axe] ork
ork: "OMG! h4x!"
Gimli: "pwned"!
Legolas [arrow] ork
Legolas [arrow] ork
Legolas: "lol"
Boromir [broadsword] ork
Gimli [axe] ork
Gimli: "Foos!"
Legolas [arrow] ork
ork: "ffs, wallhax!"
**The cavetroll enters the chambers destroying the doors
Gandalf: "Oh ffs!"
Boromir: "Omg, its teh boss!"
Aragorn: "Sif noob, we're not at teh end yet!"
**Cavetroll slams Boromir and Aragorn out of the way, and then skewers Frodo
Sam: "OMG!"
Gandalf: "OMG!"
Aragorn: "omg, pwn!"
**Legolas jumps on the cavetroll and shoots arrows down into its head
Legolas [arrow] cavetroll
Ork: "OMG! PWNED!"
Gimli: "LOLOOLOL! noobs"
**The fellowship then runs through Moria, chased the whole way by a horde of orks
Boromir: "FFS! Teams, foos!"
**A flaming shadow starts to follow them, and the orks withdraw
Aragorn: "Now THIS is teh boss!"
Gandalf: "OMG!"
**The fellowship take to long flights of stairs that are starting to crumble and fall. Orks shoot at them with arrows.
Legolas: "LOL, noobs. Chex0r this out!1!"
Legolas [arrow] ork
Legolas [arrow] ork
ork: "AIMBOT!"
ork: "turn it off!"
Legolas: "lolol!"
**The fellowship crosses a bridge, Gandalf stops to confront the balrog
Gandalf: "joo shall not pass!"
Balrog: "***?"
Gandalf: "JOO SHALL NOT PASS!"
Balrog: "Sif, noob"
**Gandalf strikes the bridge with his staff, cracking it and causing it to break under the Balrog's weight
Balrog: "ZOMG! PWNED!"
Frodo: "OMG! Gandalf!"
**The Balrog falls and in a last act of defiance strikes out with its whip, entangling Gandalf
Gandalf: "D'oh"
Frodo: "OMG, joo foo!"
Gandalf: "fly u foos, fly!"
**Gandalf lets go and follows the Balrog into the crevass
Gandalf has left the server
Balrog has disconnected

[After escaping Moria the fellowship finds itself in Loth Lorien]
**The fellowship rests, and in the night Frodo speaks with Galadriel
Galadriel: "For a noob, u r teh leet!"
Frodo: "Sif. I don't want teh ringz0r. Do u want teh ringz0r?"
Galadriel: "******! SIF I want teh ringz0r. I have enough h4x of my own!1"

[The fellowship leaves Loth Lorien and sets out via river]
Saurman: "ph34r my army of uruk hai! Go outz0r, find teh hobbitz and pwnz0r them!"
uruk hai: "leet!"

[stopping at the banks of the river, the Fellowship sets up camp]
**Frodo goes off looking for firewood, Boromir follows and confronts him
Boromir: "Gimmie teh ringz0r so ** hax can fight teh boss!"
Frodo: "Sif, foo. Punkbuster will pwn joo!"
Boromir: "Naw, we play on non-pb servers"
Frodo: "STFU noob"
Frodo has left the server
Boromir: "***! FRODO! Bring teh ringz0r back, faghat!"

**A group of Uruk Hai encounter Boromir
Boromir: "OH FFS, TEAMS"
Uruk Hai [arrow] Boromir
Uruk Hai [arrow] Boromir
Uruk Hai [arrow] Boromir
Uruk Hai [arrow] Boromir
Uruk Hai [arrow] Boromir
Uruk Hai [arrow] Boromir
Uruk Hai [arrow] Boromir
Uruk Hai [arrow] Boromir
Boromir: "****ing campers"
**Aragorn comes across the battle
Aragorn: "Boromir joo noob! ***!"
Uruk Hai: "Hah, pwn!"
Aragorn [broadsword] Uruk Hai
Aragorn: "I bring joo teh pwn!"
**Aragorn goes to Boromir
Boromir: "Damn lag!"
Warning: Connection problems detected
Boromir has disconnected
Aragorn: "FFS!"

[Frodo returns to the bank of the river where he gets into a boat. Sam 'sees' him]
Sam: "Frodo! ***! Invisibility h4x!"
Frodo has connected to the server
Frodo: "Sam, STFU and FOAD!"
Sam: "Sif!"
Frodo: "Oh, ffs noob!"

End.
-----------

Inkubie - to zadanie specjalnie dla Ciebie - przetlumacz to
__________________
+++Błąd Dzielenia Przez Ogórek. Zainstaluj Wszechświat Ponownie i Rebutuj+++
NO TRESPASSERS. Violators will be shot. Survivors will be SHOT AGAIN

MazioPL jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-23-2004, 13:51   #1323
Elbios
First Lieutenant
 
Zarejestrowany: 25 Jun 2003
Wiadomości: 193
Domyślnie

http://oncol.am.lublin.pl/~zbig/audio/solo.zip
__________________
Life is brutal and full of zasadzkas.
Elbios jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-23-2004, 13:59   #1324
ojest!
General
 
Zarejestrowany: 06 Mar 2003
Miasto: Katowice-Brynów
Wiadomości: 2350
Wyślij wiadomość przez AIM do ojest! Wyślij wiadomość przez MSN do ojest!
Domyślnie

http://www.konrad.com.pl/~kava/dresslife/dress1.html
http://www.konrad.com.pl/~kava/dresslife/dress2.html
http://www.konrad.com.pl/~kava/dresslife/dress3.html
__________________
ojest! jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-23-2004, 14:29   #1325
[PL]_Wojcio
Brigadier General
 
Zarejestrowany: 07 Nov 2002
Wiadomości: 295
Wyślij wiadomość przez AIM do [PL]_Wojcio
Domyślnie

Mecz pilkarski Legia Warszawa - Lech Poznan!

Kibice Lecha wykrzykuja inwektywy pod adresem "Legionistów" - kibice Legii siedza cicho - zadziwiajaca postawa...
Kibole Lecha dostaja juz piany na ustach, rzucaja miechem, a kibole Legii siedza niewzruszeni - az sie wierzyc nie chce...
I tak dobre kilkanascie minut...

Nagle kibice Legii, w ciszy, rozciagaja ogromna biala plachte z ogromnym
napisem:

A WAS "PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP"LI DYRYGENCI

Na stadionie zrobilo sie baaardzo cicho....
__________________
Pozdrawiam wszystkich co grali od 2002r !
[PL]_Wojcio jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-23-2004, 20:10   #1326
TaS-Q
Major General
 
Zarejestrowany: 17 Apr 2003
Miasto: Aleksandrów Kujawski
Wiadomości: 342
Wyślij wiadomość przez AIM do TaS-Q wyślij wiadomość poprzez Skype do
Domyślnie

Witam

Mam dla was bardzo fajną stronkę

http://www.wagenschenke.ch

zobaczymy jak wam pójdzie :wink:
__________________


TaS-Q jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-25-2004, 13:39   #1327
Janek
General
 
Zarejestrowany: 20 Jan 2004
Miasto: Warszawa
Wiadomości: 2674
Domyślnie

http://images.optin.com.au/optusxmas/flash/penguin_tebe.swf?msg=Po%20"PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP"a%20komu%20sesja%20! %20[/url]


__________________
Janek jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-25-2004, 14:00   #1328
WOjtas
General
 
Zarejestrowany: 20 Nov 2002
Wiadomości: 3087
Wyślij wiadomość przez ICQ do WOjtas Wyślij wiadomość przez MSN do WOjtas
Domyślnie

http://gry.wp.pl/core.html?filtr=1,0...30,5343#igbody

"G – daje karabin M16A2 z moździerzem"
__________________
Kiedy wszyscy wokół ciebie równiuteńko idą
Przyjacielu ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość
I kiedy bronisz prawdy mając ją za jedynie prawdziwą
Ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość
I gdy już wierzysz, że twoja perspektywa jest jedyną perspektywą
Ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość
I zanim uznasz tych co mają ją za zbędne ogniwo
Przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość
WOjtas jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-25-2004, 14:37   #1329
Trooper_
General
 
Zarejestrowany: 06 Feb 2003
Wiadomości: 857
Wyślij wiadomość przez ICQ do Trooper_ Wyślij wiadomość przez MSN do Trooper_
Domyślnie

S – daje snajperkę M81
__________________
Trooper_ jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-25-2004, 20:28   #1330
B@RTOLU$
General
 
Zarejestrowany: 07 Oct 2003
Wiadomości: 1148
Wyślij wiadomość przez MSN do B@RTOLU$ Wyślij wiadomość przez Yahoo do B@RTOLU$
Domyślnie

http://judasz.prv.pl/
B@RTOLU$ jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-28-2004, 19:16   #1331
jolaos
Colonel
 
Zarejestrowany: 30 Jan 2004
Wiadomości: 426
Wyślij wiadomość przez MSN do jolaos Wyślij wiadomość przez Yahoo do jolaos
Domyślnie

http://www.lecia.neostrada.pl/granda.html

Refren mnie rozłożył.
__________________
tak.
jolaos jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 06-30-2004, 12:26   #1332
[LSD] SokoL PL
General
 
Zarejestrowany: 04 Nov 2002
Miasto: Gdańsk
Wiadomości: 1271
Wyślij wiadomość przez AIM do [LSD] SokoL PL
Domyślnie

http://mr-15725.mr.valuehost.co.uk/Wilkinson_Becks.jpg
__________________
moj PhotoSajt : http://www.sokol.rox.pl

[LoozerSquaD]
[LSD] SokoL PL jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-01-2004, 08:09   #1333
Trooper_
General
 
Zarejestrowany: 06 Feb 2003
Wiadomości: 857
Wyślij wiadomość przez ICQ do Trooper_ Wyślij wiadomość przez MSN do Trooper_
Domyślnie

http://strony.aster.pl/izi/dofurtki.jpg
http://strony.aster.pl/izi/gospodarz.jpg
http://strony.aster.pl/izi/zastrzele.jpg

i z innej beczki:

http://strony.aster.pl/izi/miller.jpg
__________________
Trooper_ jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-01-2004, 17:52   #1334
Janek
General
 
Zarejestrowany: 20 Jan 2004
Miasto: Warszawa
Wiadomości: 2674
Domyślnie

Poniewaz ostatnio uceielo mi czesc opowiadania a temat jest zablokowany - Piwem i Mieczem raz jeszcze:

Piwem I Mieczem cz.1



Słońce stało w zenicie i jego promienie padały poprzez gałęzie na ściółkę leśną, na której leżał skacowany zezwłok Kopalnego. Kolejna szyszka rzucona przez leśnego skrzata siedzącego na gałęzi pobliskiego drzewa trafiła w nieogoloną szczękę śpiącego. Kopalny otworzył przekrwione oczy i... kolejny pocisk trafił go w czoło.

- Co jest, kurden balans? Kto chce klapsa w dziąsło?

Rozejrzał się wokół i ujrzał małego stworka na drzewie mierzącego w niego szyszką.

- Ej ty, nawet nie próbuj bo oberwiesz. Maminsynku jeden zaraz ci natrę u... UAAAAAA! - kolejna szyszka wylądowała precyzyjnie na nosie.

- Dobra sam tego chciałeś, idę po ciebie. gdzie twoi rodzice ty smarkaczu?

Skrzat patrzył z politowaniem na Kopalnego i gładził swoją siwą brodę płynnym ruchem dłoni.

- Zatrzymaj się czubku niewydarzony, chyba że chcesz żeby spotkała cię kara.

- Co, jeszcze mi się odgrażasz? Zaraz cię stamtąd ściągnę i zrobię kotlet mielony.

Skrzat wyciągnął w jego kierunku palec wskazujący i wyszeptał kilka słów. To co nastąpiło po tym przeszło wszelkie oczekiwania Kopalnego. Wśród dzikich dźwięków, syczenia i wycia, powietrze wokół nóg nieszczęśnika zawirowało szalonym kręgiem i ku swojemu przerażeniu Kopalny stwierdził że właśnie lewituje około pięciu metrów nad ziemią przybierając komiczne pozy ciała.

- Co jest kurza stopa? Nieważkość czy jak?

- Kara - padła odpowiedź - Teraz mnie wysłuchasz, a jeżeli spróbujesz być niegrzeczny to popatrz w dół i pomyśl co cię może spotkać po takim upadku.

- No co ty, nie puszczaj mnie. Będę grzeczny jak aniołek.

- Tak lepiej. No to teraz słuchaj, za to że tak źle obszedłeś się ze mną zostaniesz ukarany...

- Dwa razy za to samo się nie ka...

- Popatrz w dół.

-...

- Zostaniesz ukarany czasowym przeniesieniem w inny strumień czaso - przestrzenny.

- Że co? Nie rozu... AJ! - zetknięcie z poziomem gruntu było wyjątkowo nieprzyjemne.

Kopalny zerwał się na równe nogi rozcierając tę część ciała gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Rozejrzał się wokół, skrzata nigdzie nie było.

- Chromoenie smutów - splunął na ziemię, otrzepał się z igliwia i ruszył na północny - zachód przez las. Po kilkunastu minutach spaceru wyszedł nad brzeg jeziora. Woda leniwie lizała brzeg, pieniąc się w przybrzeżnych sitowiach niczym piwo. Skojarzenie to dodało Kopalnemu sił w nogach i wyciągnął krok chcąc jak najszybciej dojść do drogi, która nieomylnie poprowadzi go do miejscowości Jeleń. Minęła niespełna godzina od drobnego incydentu ze skrzatem leśnym, gdy wyszedł na drogę.

- O psia go w ząb. Asfalt zwinęli, czy jak?

Droga była w tym miejscu, tylko brakowało słupków, twardej nawierzchni i słupów telefonicznych. Wzruszył ramionami i poszedł na wschód gdzie miał niewątpliwie dojść do wsi Jeleń. Zapewne doszedłby bez przeszkód gdyby nie rozwiązało mu się sznurowadło w REEBOK'u. Schylił się aby je zawiązać i w tym samym momencie coś ze świstem przeleciało nad jego pochylonymi plecami i - SZTUMBRRRR (Wiewiór) - wbiło się w pobliskie drzewo. Chwilę potem z krzaków po przeciwnej stronie dało się słyszeć ludzki głos :

- Czarownik jakowyś?

Kopalny podniósł wzrok i zauważył że w jego stronę podążają dwie postacie ubrane w resztki łachów i skóry zwierzęce. Wyższy z nich trzymał w rękach ogromną maczugę najeżoną żelaznymi kolcami, a niższy, ale za to zdecydowanie szerszy w ramionach, coś co kiedyś Kopalny widział w Muzeum Wojska Polskiego z etykietką "ŚREDNIOWIECZNY OBOSIECZNY MIECZ PÓŁTORARĘCZNY".

- O kurden balans. Psychiczni, czy tu film kręcą?

Obawy co do zdrowia umysłowego okazały się całkiem nie na miejscu. Obaj dżentelmeni patrzyli teraz z odległości nie większej, jak zamach maczugą i całkowicie trzeźwym wzrokiem na Kopalnego. W dodatku okazali się ludźmi nie lubiącymi trwonić czasu i od razu przeszli do interesów.

- Oddajcie nam panie mieszek i idźcie zdrowi.

- Co? Jaki mieszek? - Kopalny wybałuszył oczy ze zdziwienia.

Przybysze popatrzyli po sobie a jeden z nich wykonał niedwuznaczny gest wskazującym palcem na czole.

- Dawaj pieniądze dobrodzieju, a czerep wyniesiesz cało.

Kopalny wytrzeszczył jeszcze bardziej oczy i już chciał zaprotestować, ale zdecydowana postawa rozbójników mówiła sama za siebie o konsekwencjach takiego czynu.

- No dobra już daję. - wystękał gdy niższy przysadził się do miecza i wyciągnął z portfela banknoty. Rozbójnikom opadły szczęki.

- Pergaminy jakie - rzekł niższy.

- Ani chybi znaki magiczne - wyszeptał wyższy.

- Pewnie wam mało. Dam wam jeszcze zegarek elektroniczny z dwunastoma melodyjkami. Wodoszczelny.

Wyższy wziął do ręki elektronika z którego popłynęła muzyczka.

- Ratuj się kto może!

- Ani chybi czarownik, w nogi. - wydali z siebie obaj okrzyki zgrozy i krzycząc na zmianę: diabeł, czarnoksiężnik, rzucili wszystko co mieli w rękach na ziemię. Po czym nie zwlekając ani chwili uciekli.

.- Świry. Jak boniedydy, jednak świry. - parsknął Kopalny, po czym schylił się i pozbierał swoje rzeczy. Jego uwagę przyciągnął miecz. Podniósł go i zwarzył w rękach.

- Zabiorę go do Warszawy i powieszę nad biurkiem na ścianie w redakcji. - pomyślał i znów ruszył w drogę.

Było już po południu, gdy gościńcem do sioła Jeleń dotarł jakiś człowiek. Dwóch parobków siedzących przed gospodą spoglądało na obcego.

- Patrzajcie kumie, rycerz jakowyś. Zbóje go musi złupili bo ostało mu się jeno mieczysko.

- Ej tam rycer. Pewnikiem sam zbójec.

- Co wy kumie ględzicie? Spojrzyjta na przyodziewek, skoro widok że to rycer zamorski.

Tym czasem zamorski rycerz herbu "REEBOK" z rodu Kopalnych z Warszawy dotarł do nich powłócząc nogami. Na kmieci spojrzały spod brwi dwa kufle.

- Piwo. Macie tu piwo?

Kmiecie popatrzyli na rycerza.

- Wejdźcie panie rycerzu do izby. Tu karczmę mamy co się "Pod Baryłką" zowie. A tam i piwa dostać i posilić się możno.

Rycerz Kopalny pchnął niskie drzwi i schyliwszy się wszedł do środka.

- Wszystko mi jedno jaki to strumień czaso - przestrzenny, ale chcę się napić piwa. - pomyślał rozglądając się po słabo oświetlonej izbie.

We wnętrzu, przy surowo ciosanych stołach i ławach siedziało kilku miejscowych kmieci, zaś w kącie przy samym szynkwasie zajmowało miejsce dwóch mężczyzn którzy wyróżniali się spośród ciżby ubiorem. Kopalny skierował się właśnie ku nim uważając że będą dla niego odpowiednią kompanią do wypicia kilku kufeleczków piwka.

- Czołem waszmości. Siądnijcie z nami panie rycerzu. Widać po przyodziewku co wy nie tutejsi. Pierwszy raz zapewne w tych stronach? - spytał pierwszy z nich na powitanie.

- Cześć. Jestem redaktor Kopalny z TOP SECRET. Przyjechałem pociągiem z Warszawy a wy tu mieszkacie?

- Ho, ho. To chyba kawał drogi mości dobrodzieju. Nigdy my nie słyszeli o Topsecretlandzie. Ja jestem Sir Gawronek a to jest Sir Haszak. Obaj my służbę pod jedną chorągwią dzierżymy u kasztelana Emiliusa Trzaska Pierwszego i Ostatniego co nam tu miłościwie panuje nad nami. Pójdźcie z nami mości panie Kopalny do kasztelana, on bardzo lubi słuchać o zamorskich krajach i każden obcy który tu zawita mus co by go odwiedzić i w gościnę wstąpić. - rzekł Sir Gawronek.

- No nie dajcież się molestować waszmość. Kasztelan nie skąpy i suto was podejmie a za gędźbę o obcych i dalekich landach trzosem ciężkim zapłaci. - dodał rycerz zwany Sir Haszakiem.

- Co mi tam. Aby piwo było to mogę i pogadać. - odparł dziarsko Kopalny.

- Więc nie psowajmy czasu i ruszajmy w konie co by na wieczerzę zajechać. - skwitował Sir Haszak i zaczęli się zbierać do drogi.

Po jakże bolesnej i ciężkiej drodze Kopalny znalazł się na dworze kasztelańskim w Lidzbarku. Jakich to odważnych i przedziwnych sposobów zsiadania z konia przez zad, przez łęk, na boki i między nogi pokazał swoim nowym znajomym. Obydwaj rycerze nie mogli wyjść z podziwu jak to rycerstwo z TOP SECRET'landu opanowało konną jazdę do perfekcji.

- Musisz waszmość nas nynie nauczyć tego wyskoku przez łeb koński z dwudziestometrowym lotem. Toż to fortel w każdej potyczce doskonały. Każden rycerz da się na to podejść. - Sir Haszak nie mógł ochłonąć z zachwytu.

- Uf. Tak, oczywiście. Panowie to dla mnie drobnostka. Lecz skoro jesteśmy na miejscu to może odłożymy naukę na inny dzień bo te sztuczki okropnie mnie zmordowały i spróbujmy dostać tu jakiś choćby mały kufel piwka.

Kopalny z ulgą nie dającą się opisać pozbył się pożyczonego w gospodzie konia i kontynuował podróż na własnych jakże potłuczonych nogach.

- Więc chodźmy do stołapa kasztelańskiego aby zasiąść przy stole i przy piwie i jadle wysłuchać twych opowieści które już mnie męczą ciekawością wielką.

Sir Gawronek wskazał ręką wieżę stojącą w głębi grodziska. Ruszyli dziarskim (oprócz Kopalnego) krokiem w stronę schodów prowadzących do środka stołapu. Gdy weszli do gościnnej izby na pięterku, przybyłych powitał kasztelan Emilius Trzask Pierwszy i Ostatni.

- Witajcie moi dzielni woje. Rzeknijcie mi kogóż to Bogi niosą w moje progi?

- Wasza miłość gość to nie byle jaki a sam redaktor Kopalny rycerz z dalekiego TOP SECRET'landu, mistrz miecza i konnej akrobacji napowietrznej jakiego u nas jeszcze nie bywało. - rzekł Sir Gawronek chyląc nisko głowę przed kasztelanem. - czynów dokonywał na naszych oczach niebywałych.

- A jakby mało tego było wasza miłość to sam jeden nieużywszy żadnej broni bandę Krwawego Mścikryka przegonił, chłopi gadali. - dodał Sir Haszak również chyląc głowę.

- Ale jak pokazał nam jak skacze ponad dwadzieścia jardów bez łęk siodła, my poznali jaka moc straszliwa w tym rycerzu. - dodał Sir Gawronek i ukłonił się raz jeszcze.

- Toż w rzeczy samej rycerz z waszmości musi być okrutny co nie zna strachu ani w boju ani przy kielichu. Kasztelan wskazał ręką na ławę przy długim stole.

- Siadajcie a wy rycerzu z rodu Kopalnych gędźbę jakową zaczynajcie, bom okrutnie ciekawością męczony o zamorskich krajach. Hej, pacholęta! Piwa i jadła a przedniego co by nam w gębach się nie nudziło przy gędźbie!

Kopalny popijając piwo, opowiadał co mu ślina na język przyniosła a czym więcej pił piwa tym jego opowieść stawała się bardziej fantastyczna. Opowiadał o swoich bohaterskich a nie byłych czynach, godnych Conana barbarzyńcy, Draconusa z podziemi a przynajmniej Kapitana Klossa. Trójka wójtów słuchała tej lipnej opowieści jak bajki o Beholderze. Gdy Kopalny już zaniemógł i procenty skondensowane w krwiobiegu pozbawiły go władzy w jakimkolwiek członku ciała zaczynało wschodzić właśnie Słońce. Kasztelan i jego dzielni woje również posnęli potwornym tempem spożywania piwa jakie narzucił gość. Nie przeczuwając nawet że przez głowę dzika która stanowiła trofeum wiszące na ścianie patrzyły oczy i słuchały uszy będące osobistą własnością (baczność) naczelnika cechu złodziejskiego w Lidzbarku i nie tylko.

- Karamba! Takiego faceta mi potrzeba. Pora zacząć działać bo czas bieży okrutnie szwartko. - pomyślał Król Złodziei Borekiusz i pognał do cechu niczym Indiana Jones.

- Do licha! Ależ z tego Kopalnego to prawdziwy heros. - zamyślił się kasztelan. - Trzeba go wykorzystać z rozumem, bo taka okazja nieprędko się wydarzy po raz wtóry. Niech zgładzi tego smoka co nam tu już od pięciu lat życie zatruwa i potem wrzuci się bohatera do lochu.

A stamtąd nikt nie wraca. Hm, już wiem! Obiecam mu pół zamku i rękę mojej córki. A ponad to skrzynię srebra której i tak nie ujrzy nigdy na oczy. Ha, ha, ha!.

Kopalny po doprowadzeniu swojego ciała do stanu trzeźwości i ponownym "włączeniu filmu" został doprowadzony przed oblicze kasztelańskie w celu złożenia mu propozycji godnej jego sławy rycerskiej.

- Waszmość redaktorze Kopalny z dalekiego TOP SECRET'landu, czy bywają tam u was smoki? - zapytał w pierwszych słowach kasztelan.

- Och wasza miłość to u nas rzecz powszednia. Sam usiekłem ich co najmniej ze dwa tuziny. Dla nas smoki to nie nowość. - przechwalał się Kopalny nie przeczuwając wcale jakiego piwa sobie nawarzył.

Kasztelan uśmiechnął się szeroko.

- To świetnie się składa bo właśnie mamy tu smoka który okrutne szkody nam wyrządza w plonach i zwierzętach. Mniemam mości rycerzu, że to nie będzie dla was żadnym problemem zgładzić go (w tym momencie Kopalny zakrztusił się

piwem) lub przegnać stąd na cztery wiatry, co by nam się spokojnie i dostatnio żyło (Kopalny opanował kaszel). A nagrodą za ten czyn będzie ręka mojej córki, pół zamku i kufer pełen srebra. Hę? - Kasztelan odwrócił się do służby - Hej!

- Ależ wasza miłość to zbyt wielki dla mnie zaszczyt. - Kopalny dopiero teraz zrozumiał co grozi jego pięknej fizjonomii i nie mógł opanować drżenia rąk. - Kasztelańskiego smoka bić? Na pewno wśród twoich wojów znajdzie się godniejszy rycerz ode mnie. Lecz Kasztelan był człowiekiem nad wyraz uprzejmym.

- Ależ waszmość do tego zadania widzę tylko jedną osobę, która może podołać. Ciebie mój drogi.

Do izby weszła Mira.

- O kurtka na wacie. MAŁOLATA! - wysapał Kopalny.

A rzeczywiście było na co popatrzeć no i nie tylko. Po dwóch godzinach Kopalny wyszedł przed stołp kasztelański całkiem zabujany w córeczce kasztelana i przekonany, że jedyną metodą na zdobycie Małolaty jest wykonanie zadania naznaczonego przez jej ojca. I tak z

mieczem u lewego boku i małym trzosikiem srebra Kopalny stanął przed wyjściem z grodu zastanawiając się czy od razu ruszyć na poszukiwania straszliwego gada przez miejscowych zwanego niewinnie smokiem, czy udać się do karczmy.



Piwem I Mieczem cz.2



Kopalny nie wahał się zbyt długo w podjęciu decyzji o historycznym bez mała znaczeniu. Jego nogi zdecydowały za niego same i skierowały go do tawerny "Pod Śpiącym Trollem". Wnętrze gospody było zadymione i wypełnione gwarnym tłumem ludzi wszelakiego pokroju. Nasz bohater schylił głowę w niskich drzwiach wejściowych i ruszył do szynkwasu. Z tłumu obserwowały go oczy ukryte pod szerokim rondem kapelusza. Jedno i drugie było osobistą własnością naczelnika cechu złodziejskiego w Lidzbarku. Kopalny ciężko opadł na ławę, przy kolebiącym się stole, dzierżąc w garściach dwa potężne kufliska piwa. Obok na tej samej ławie zasiadł olbrzymi osiłek o mocy tura, a na przeciwko drobny pryszczaty facet, wyglądający na zbója.

- No mości rycerzyku, jesteś tu nowy i zapewne nie wiesz kto tu rządzi - rzekł pryszczaty jegomość o zadartym nosie.

- Jestem nietutejszy, ale o ile mi wiadomo to rządy tu trzyma jaśnie pan kasztelan Trzask Pierwszy i Ostatni - Kopalny zrobił przerwę w sączeniu piwa.

- Ejże, od razu widać żeś to od niedawna. Prawdziwe rządy w tym mieście trzyma król złodziei i naczelnik cechu złodziejskiego, mistrz Borekiusz Przebiegły. Wiesz li co to złodziej rycerzu?

- Eeee, tak to taki łobuz co starym babciom bieliznę kradnie ze strychu - odpowiedział roztropnie Kopalny.

Pryszczaty poczerwieniał ze złości i z zakamarków płaszcza wydobył długi nóż o szerokim ostrzu.

- Urwę ci łeb i nasikam do szyi rycerzyku! - wysyczał przez zaciśnięte zęby, a następnie starym saraceńskim sekretnym pchnięciem w serce zaatakował Kopalnego. Ten nie tracąc zimnej krwi, grzmotnął złodzieja tradycyjnym starym i sekretnym uderzeniem barów piwnych

kantem kufla w nasadę nosa. Pryszczaty jęknął cicho i nieprzytomny poleciał pod najbliższy stół.

W tawernie zaczęła się zabawa.

- Biją naszych! - wykrzyknął jakiś dziesiętnik wskakując na stół i wywijając zydlem nad głową. W odpowiedzi z głębi sali nadleciał kufel bojowy, który skutecznie zgasił jego zapał na kilka najbliższych godzin. Reszta gości złapawszy co poręczniejsze narzędzia do bójki, rzuciła się do walki. Borekiusz przezornie wycofał się poza tawernę. Zaczęła się zaciekła bitwa. Ponad tłumem unosiły się okrzyki wojenne i przelatywały kufle, puste butelki i wybite zęby, a pod nogami walczących przemykał się na czworakach Kopalny. Kiedy dotarł do drzwi, wyskoczył na zewnątrz i pognał jak oparzony w stronę bramy wjazdowej do Lidzbarku. Już spokojnym krokiem opuścił miasto i ruszył traktem na wschód. Pogoda była

wprost wymarzona na pieszą wędrówkę. Słoneczko grzało cudownie, a wiaterek chłodził oblicze. Idąc traktem na Jeleń Kopalny pogwizdywał sobie pod nosem i trzymał ręce w kieszeniach. Zapewne droga do sioła obyłaby się bez niespodzianek, gdyby uważając na drogę nie zboczył z niej, nie wszedł na teren który każdy inny człowiek mający choć trochę oleju w głowie ominąłby dużym łukiem, aż w końcu... nagle stracił grunt pod nogami ,poleciał głową w dół, po czym upadł na coś miękkiego, ciepłego, falującego równym rytmem. Z góry padał snop dziennego światła oświetlający podłożę pieczary zasypane przeróżnymi odpadkami. Wśród potrzaskanych gnatów walały się połamane miecze, porozbijane zbroje i tarcze, oraz wiele innych śmieci. Gdy Kopalny zaczynał dochodzić do siebie po przebytym szoku, coś na co był upadł zaczęło siadać i Kopalny sturlał się na zaśmiecone podłoże.

- Co jest? Kto tu się mniota? Aaaa, tu cię mam!

Ruchome podłoże okazało się być potworem o obrzydliwym wyrazie pyska i zielonobrunatnej, pooranej głębokimi bruzdami skórze.

- Co bhatku? Wpades hycezyku. Skhabów sie zaciewa, co? Zahaz stoczemy sthaszne bithe o skhaby hycezyku.

Kopalny rozdziawił szeroko usta i patrzył na trolla w niemym podziwie.

- Juz tu eden tahi bul, alem mu cehep joy'em hozcepił. Jeheli ces sobroć skhaby mus tobi phac se zemno na pały - poinformował troll z groźną miną i podniósł z ziemi swoją maczugę nabijaną krzemieniami.

- Hej, zaraz, zaraz! - Kopalny opanował się na tyle aby móc cokolwiek wykrztusić.

- Zahaz to taka oghomna baktehia - odpowiedział roztropnie troll.

- Mam gdzieś te twoje skarby i pranie się na pały!

- Co ty? Ne bedemy sa phali? Necesz skhabów? O psia khew. To co ja ma z tobo zhobić?

- Mam nietuzinkowy pomysł. Napijmy się piwa - zaproponował Kopalny.

- Hmmm...

- Pomyśl tylko, po co mi twoje skarby skoro mam zgładzić smoka i za to kasztelan ma mi dać swoją córkę za żonę.

- Smoka powadah. To cuś inhego.

Okazało się, że troll ma u siebie spory zapas trunku o złocistym kolorze i czas do rana naszej dwójce minął miło przy pijackich piosenkach. Gdy nad światem wzeszło słońce, troll z Kopalnym byli już w dobrej komitywie.

- Wies, jo sezwom Bed, a to je mój joy - troll wskazał na swoją ogromniastą maczugę - a te skhaby to taken bajeh co by miać phace.

- To po co ty tu siedzisz? Przecież nie ma czego tu pilnować.

- Wies to taka thadycja. No, mój phadziad sedzal, dziad sedzal, otet sedzal, to i ja sedzal.

- Wiesz co Bed, rzuć to zajęcie bo ludzie zaczęli się ciebie bać. Jak nie masz co robić, to możesz kosić trawniczki. Żebyś wiedział jakie to rozwijające zajęcie. Albo chodź ze mną, mnie będzie raźniej a i ty będziesz miał do kogo gębę otworzyć.

Południe zastało ich na drodze prowadzącej na północ wzdłuż brzegu jeziora. Bed niósł swoją ogromną maczugę i olbrzymią baryłkę z pięknie rzeźbionym szpuntem w kształcie łba kaczora, wypełnioną piwem. Kopalny niósł swój miecz i cały czas konwersował ze swoim

nowym kompanem.

- Wiesz, taki gad co to ludziska go smokiem nazywają to nie byle kto. Na pewno ogniem umie przysmażyć, albo co jeszcze gorszego.

- Et tam. Smahne go w czhehep moim joy'em i thyle go widziali.

Droga ubywała im w miłej atmosferze i nie zauważyli jak zaczęło się zmierzchać. Tuż przed zachodem dotarli do miejscowości Dwór w której na szczęście była karczma "Pod Śpiącym Rycerzem". Nie tracąc czasu zameldowali się na nocleg w tym właśnie miejscu. Kopalny śmiało wkroczył w progi gospody i zamówił piwo dla siebie i Beda, oraz coś na ząb. Przybycie nowych gości do oberży dało temat do rozmów.

- Widzieli wy kumie? Rycer a z trollem się kuma.

- Jo rasistą nie jestem, ale nie pozwolę co by troll, lebo elf w naszej karczmie siedział niże u się.

Rozmowy przybierały na temperaturze i coraz częściej kmiecie spoglądali na Kopalnego i Beda. Troll zauważył wrogie spojrzenia skierowane w ich stronę i nachylił się do swego kompana.

- Coś na nas za bahdzo łypią. Zda sie że bede mus kogo sphać moj joy'stick.

- Eeee, zdaje ci się. Tutaj są po prostu takie a nie inne obyczaje - ledwie Kopalny skończył, kiedy do ich ławy podeszło kilku osiłków.

- No mociem pan. My tu takich to nie chcewa, my lud spokojny i draby so tu u nas niwidziane ładnie. Prosiem po dobroci, idźta se dzie inszej bo zlejem okrutnie - przemówił młodzian wyglądający na przywódcę tłuszczy.

- Mówił że cóś łypią nie tak - zauważył Bed.

Kopalny spojrzał na Beda i na kmieci.

- Ależ panowie co jest? To spokojny okaz trolla, w dodatku melancholijny i lubi śpiewać. Bed zaśpiewaj coś tym facetom, bo gotowi nas stłuc na kwaśne jabłko.

- Wynocha! - powiedział ktoś z ciżby.

Bed podniósł się z ławy na całą swoją dwumetrową wysokość.

- Zphywajta. Co to ghostynosty nie znata hamy jedne? Nie wyjdemy nim zjemy za co my placyli shebhem. Zhozumieli?

Miejscowi jakby na to czekali.

- Lać ich chłopy. Nie bedą psie syny nas tu lżyci obelgować - zakrzyknął młodzian i ruszył na Beda mocno pochylony. Troll zgarnął go jednym zamachem prawej łapy i wpasował w zamknięte drzwi wejściowe. Kolejny przekroczywszy barierę dźwięku opuścił gospodę poprzez okno. Kopalny wykorzystał stary fortel, który kilkakrotnie ratował go z podobnych opresji i opuścił gospodę na czworakach. Dookoła przelatywały kufle, puste... Bed nie opuścił placu boju i postanowił nie oddać pozycji za żadną cenę. Jego olbrzymie ręce zwinięte w pięści spadały z głuchymi pacnięciami na głowy nacierających. Kiedy tylko ustały odgłosy bitwy, Kopalny zebrał się na heroizm i zajrzał do gospody. Na środku sali stał jedyny cały stół przy którym siedział Bed i opróżniał kolejną miskę z kasą, a wokół walały się porozbijane sprzęty i niezdatni do czegokolwiek miejscowi kmiecie.

- No hycezu i po awantuze. Mozem tehas skoncyć posyłek.

- Ano możemy. Wiesz Bed wszystko pięknie i ładnie tylko ja nie wiem gdzie szukać tego smoka.

- Je to phoblem do hozhyzienia. Znam takeho edneho dhuida, on nam pomohe.

- To świetnie. Chodźmy spać, a jutro skoro świt poszukajmy druida.

- OK - powiedział troll i ruszył w kierunku wyjścia z gospody.

- Dobhanuc.

Kopalny popatrzył za Bedem.

- Ej, łóżka są na górze.

- Jo woleh czesthwe powiethe - odparł Bed.

- No cóż. Ja wolę zdecydowanie łóżko i pierzynkę - pomyślał (brawo!) sobie nasz bohater i poszedł spać w ciepłym i miękkim łóżku.

Nastał świt następnego dnia. Zapowiadała się urocza pogoda. Kopalny przekręcił się na drugi bok i otworzył oczy. To co stwierdził po przebudzeniu, to po pierwsze brak miecza pod zagłówkiem, po drugie w izbie na jednym z dwóch zydli stojących przy stole siedział

jakiś delikwent i popijał piwo, po trzecie i ostatnie na stole stał cały antałek tego napoju.

- Nareszcie się obudziłeś - powitał Kopalnego nie kto inny jak sam Borekiusz Przebiegły, Mistrz Cechu Złodziejskiego w Lidzbarku i nie tylko. - Długo trzeba było czekać. Mam dla ciebie propozycję, korzystną dla nas obu.

- Dobra, dobra, dzisiaj jest niedziela i nie koszę żadnego trawniczka - odpowiedział zaspany jeszcze i lekko skacowany Kopalny.

- Nie wiem o jakim trawniczku mówisz, ale nie o to mi chodzi. Chcę żebyś wiedział, że kasztelan Trzask Pierwszy i Ostatni chce sobie przy twojej pomocy umyć ręce. Jak tylko wykonasz robotę jaką ci zlecił i pojawisz się na dworze w Lidzbarku, to zaraz myk do lochu - Borekiusz nalał sobie piwa do kufla i wypił jednym haustem.

- Jak to? Przecież miał mi dać Mirę za żonę, jak pokonam smoka.

- Terefere, obiecanki macanki a głupiemu radość.

- No to co ja mam teraz biedny zrobić? - Kopalny przyssał się do trzeciego już kufla piwa. Powoli zaczynało mu się rozjaśniać w głowie.

- Zrób tak jak polecił ci kasztelan, a potem odezwij się do mnie, to damy tęgiego łupnia temu Trzaskowi. Co powiesz na tę propozycję?

- Chyba się dogadamy - Kopalny odstawił od ust pusty kufel już po raz siódmy.

- Więc słuchaj, zrobimy tak...

Trochę później Kopalny pogwizdując wesoło szedł za Bedem, prowadzącym do druida. Już po kwadransie marszu dotarli do grobli prowadzącej przez bagno. Na wiodącej grzbietem grobli ścieżce stał jakiś koleś ubrany w powłóczystą czarną szatę, oraz szpiczastą czapkę tegoż koloru haftowaną w srebrne gwiazdy i księżyce. W lewej ręce trzymał kostur.

- Stójcież, bo kulę płomienistą cisnę - zaskrzeczał koleś i podniósł prawą rękę do góry. - Jam wielki adept czarnej magii, Wiewióriusz Bezlitosny. Przez groblę przejdzie tylko ten kto zgadnie moją zagadkę. Czy jesteście gotowi?

- Te onyś to czahownik. Co tehaz?

- Poczekaj, mam pomysł - Kopalny uśmiechnął się słodko. - Mości czarodzieju ja też znam zgadywanki.

- To świetnie, powiedz mi zaraz jakąś.

- Zgoda, ale jak nie zgadniesz to nas przepuścisz.

- No dobra, niech i tak będzie.

- Jak to pijesz to od tego tyjesz?

- Eeee, nie wiem.

- Piwo! - krzyknął Kopalny i ruszyli z Bedem dalej.

- Hej! Ale to ja miałem zadawać zagadki! - Wiewióriusz złapał się za głowę. - Poczekajcie! Co ja mam teraz zrobić?

- Zmień zawód. Zostań zabójcą smoków.

- Ale gdzie mi szukać smoka? - zafrasował się magik.

- My idema na smoha - rzucił Bed. - Choda s name - i poszli razem.

Po sforsowaniu bagna dotarli do lasu i już po kilku minutach trafili na chatkę druida. Siwy facet ogromną chochlą mieszał w wielkim garze, mrucząc cały czas coś pod nosem. Gdy ekspedycja zbliżyła się do niego, podniósł głowę.

- Czego się tu szwędacie, nie macie innego miejsca? Idźcie sobie stąd, bo zawołam niedźwiedzia.

Kopalny podszedł bliżej i na wszelki wypadek ukłonił się nisko.

- Szanowny panie druidzie...

- Nazywam się Kaczoramix - żachnął się druid.

- Szanowny mistrzu Kaczoramixie, przybyliśmy tu abyś nam pomógł odnaleźć smoka, który pustoszy okolicę i sieje postrach - Kopalny zwietrzył zapach wywaru i poczuł okropny głód. Gdy druid odwrócił się na chwilę, aby podnieść z ziemi kolejną porcję ziół nasz bohater

zaczerpnął całą warząchwie i wypił jednym tchem. - Ale jestem przebiegły. - pomyślał sobie. Gdy Kaczoramix wrócił do kotła i wrzucał zioła do wywaru Kopalny zapytał

- To zupka grzybowa?

- Nie. To nasiadówka na "wilka". - poinformował druid.

Kopalny zbladł i wytrzeszczył oczy.

- To co z tym smokiem? Chcecie go znaleźć? Są dwa miejsca gdzie gad może teraz przebywac. Pierwsze to jaskinia w górach a drugie południowe rubierze moczarów. Jest jeszcze jedna możliwość, ale mało prawdopodobna. Smok poleciał na górę zwaną "Szczytem tajności".

- O chohoba. To ono hesce lata. - Bed nie był najwyraźniej uszczęśliwiony tą wieścią.

- No cóż, takie są smoki. W dodatku nie tylko latają ale i zieją ogniem - druid starał się pocieszyć jak tylko umiał. - Od biedy mogę z wami iść i pomóc.

- Dobra - powiedział na głos Kopalny, a po cichu pomyślał "przyda się kucharz". - Tylko gdzie iść?

- Dla mnie sphawa je phosta idziewa...




Piwem I Mieczem cz.3




Wstał właśnie świt, gdy grupa awanturników pod komendą Kopalnego dotarła do podnóży góry. Zza szczytów wychylało się słońce i jego promienie spływały po zboczach w dół. Zanosiło się na spokojny dzień.

- Panowie - rzekł Kaczoramiks - pamiętajcie, że w górach nie wolno krzyczeć, bo można poruszyć lawinę.

- A co taki lawina robi jak się poruszy? - zapytał jak zwykle rezolutnie Kopalny.

- Toczy się w dół i niszczy wszystko na swojej drodze. A tak w ogóle to nie on, tylko ona.

- Hmm, jak Małolata - pomyślał (brawo!) Kopalny.

Ruszyli w milczeniu pod górę i pewnie doszliby do celu, gdyby Wiewióriusz nie nadepnął na jeża.

- AŁAŁAŁO! - wrzasnął na cały głos.

- Lawina - pomyślał druid.

- Małolata - pomyślał Kopalny.

- Czego ta se dhe? - pomyślał Bed.

- Gdzie ten palant kolczasty w kulkę zwinięty?! - krzyknął Wiewióriusz. - A, tam jest! - i po krótkiej inwokacji cisnął w jeża zaklęciem swędzących stóp.

- Ej, ty! Czego się na zwierzętach wyżywasz! - zapienił się druid, który widział całą tę scenę. - Trzeba było w butach chodzić.

- Chodziłem. Tylko ktoś mi w nocy zwinął jak spałem - rozindyczył się Wiewióriusz Okrutnik.

- Phece mus mi cuś jeść - pomyślał z błogim uśmiechem na gębie troll Bed.

Całej tej scenie z mieszanymi uczuciami przyglądała się banda krasnoludów.

- Nynie ludzie kasztelana - powoli wycedził słowa najniższy z grupy.

- Ano. Ani chybi kasztelańscy - rzekł ryżawy drapiąc się w rudą brodę.

- To może ich zlać? - zapytał rezolutnie najniższy.

- Zamknij się. Nie znasz się - powiedział ten z wielkim i wypchanym mieszkiem u pasa.

- To może z nimi pogadamy? - odezwał się znowu najniższy.

- Zamknij się, głupi jesteś i się nie znasz - odparł znów ten z wielkim i wypchanym mieszkiem u pasa. - Idziemy do nich - dodał i cała grupa ruszyła w dół ku Kopalnemu i jego drużynie.

- Zlejemy ich i ograbimy, he, he - znów zabrał głos najniższy.

- Zamknij się. Głupi jesteś - odezwał się ten co zwykle.

Tymczasem druid Kaczoramiks zauważył jakieś ruchy na pobliskiej grani.

- Hmm... Tam coś się rusza. To chyba miejscowe krasnoludy, a przewodzi im ich poborca Alex Chytra Rączka.

- Będą nas bić? - zapytał jak zwykle rezolutnie Kopalny.

- Nie sądzę, ale na wszelki wypadek rzucę czar braterstwa. To powinno osłabić ich wrogie uczucia względem nas - wyjaśnił druid, a potem rzucił czar. Działanie zaklęcia okazało się niezwykle mocne, gdyż krasnoludy nie dość, że straciły ochotę na spuszczenie lania drużynie, to jeszcze rzuciły się ściskać Kopalnego i jego kompanię. Nie da się ukryć, że reakcja krasnoludów całkowicie zaskoczyła druida.

- O psia kość. Już zaczynałem wątpić w swoją moc - oznajmił Kaczoramiks.

Pozdrowieniom i uściskom nie było końca. Wreszcie gdy zaczął zapadać zmierzch skończyło się piwo i uczucia. Nareszcie można było pogadać o czymś innym niż o pogodzie i przebytej drodze, lub zdrowiu najbliższych.

- Ha, mości krasnoludzie Alex. Smoka wy tu nie widzieliście gdzie w okolicy? - zagaił wreszcie rozsądny temat Kaczoramiks.

- No a jakże, ze dwie tyżnie temu, krążył w powietrzu nad Złamanym Kutanym, wschodnim szczytem łańcucha gór Zgubizębowskich, tuż nad jarem Połamszkitki - poinformował uprzejmie poborca Alex.

- Z tego co wiem, krasnoludy znają doskonale drogę do jaru Połamszkitki. Może byście nas zaprowadzili tam chłopaki, co? - druid uśmiechnął się bardzo życzliwie.

- A co nam się z tego dostanie prócz batów? - zapytał z ociąganiem Alex.

- Nie bądź śmieszny, przecież smoki mają skarby jak diabli - wtrącił się jak zwykle rezolutnie Kopalny. - Potem się podzielimy.

- A, to co innego. Idę z wami - zadecydował błyskawicznie Alex.

- Ja też - wtrącił najniższy. Już sekundeńkę po tym Alex prawą nogą pomógł mu wykonać bardzo długą serię fikołków w dół zbocza.

- Rozmyślił się - powiedział poborca.

- Tak, tylko dlaczego tak krzyczy?

- Zapewne z radości - uśmiechnął się przemile krasnolud. - Szybko nie wróci, chodźmy spać, bo czeka nas długa droga przez góry.

- Dobra, ma kurdupel rację. Chodźmy spać bo jutrzejsza droga na pewno nas zmorduje - Kopalny poparł decyzję krasnoluda.

- Zamknij się, nie znasz się - odparł krasnolud i usnął.

Skoro świt, kompania Kopalnego wzmocniona przez dzielnego krasnoluda Alexa, poborcę podatkowego, ruszyła na spotkanie swojego przeznaczenia. Droga byłaby długa i nudna gdyby nie drobny fakt, który miał wpływ na dalszy przebieg wydarzeń. Górska ścieżka, którą podążali, nie wyróżniała się niczym spośród innych górskich ścieżek poza jednym - przechodziła bezpośrednio koło sławnej krasnoludzkiej oberży "Pod rozsieczonym goblinem". Drużyna pod wodzą naszego bohatera zatrzymała się właśnie przed tą tawerną i rozpoczęła naradę. Temat narady dotyczył bezpośrednio gospody, czy zatrzymać się tu na popas, czy wziąć piwo ze sobą na drogę. Po kilkuminutowej kulturalnej

wymianie zdań i ciosów, silniejsza część drużyny przegłosowała, pozostawiając obitego i siedzącego w błocie Wiewióriusza Okrutnika, pozostanie na króciuteńkim popasie w gospodzie. Wejście kompanii do cichej gospody, w której właśnie ryczała krasnoludzka kapela,

było spektakularne. Łomot wypadających z futryny drzwi, tupot biegnących, odgłos wbijanych sobie nawzajem łokci i podstawianych nóg, przekleństwa i dzikie okrzyki "piwa!" i "Ja byłem pierwszy!" doskonale podkreśliły gwałtowne wtargnięcie wypuszczonej ekipy pod przywództwem nieustraszonego spijacza kufeleczków rycerza Kopalnego. Gdy drużyna zajęła miejsca i złożyła zamówienia, które powinny

w normalnych warunkach wystarczyć im do samego wieczora, do tawerny wgramolił się postękujący czarnoksiężnik Wiewióriusz Okrutnik.

- Panowie - zaczął już od drzwi, bardzo oficjalnie. - To był ostatni raz kiedy miałem inne zdanie niż reszta naszej kompanii - przysiadł się do reszty drużyny.

- O! Gorący pasztet i zimne piwo! Fantastycznie, podali nawet tłustą pieczeń baranią. - resztę wywodów Wiewióriusza zagłuszyło głośne mlaskanie i ciamkanie.

Troll Bed właśnie zakończył zwycięską walkę z pieczonym kozłem i przysunął sobie olbrzymi półmisek ciepłego jeszcze pasztetu.

- To jest dobhe..., pyhuś..., dhuid podah piwho.

- Doskonały nastrój przerwało podejście do stołu karczmarza, barczystego krasnoluda z ogromnym toporem za pasem.

- Panowie raczą zapłacić bo inaczej nic już więcej nie podam - poinformował uprzejmie, patrząc z nieukrywanym podziwem na możliwości przyswajania pokarmów przez Beda.

- Tak, oczywiście - powiedział druid i spojrzał na Kopalnego.

Kopalny odstawił pusty kufel, otarł usta i spytał rzeczowo:

- Ile?

Karczmarz zagiął u ręki kolejne trzy palce.

- 18 sztuk srebra.

Alex, nie tracąc orientacji, szybko oddalił od siebie podejrzenia.

- Oni mnie zaprosili, ja tylko jadłem - wskazał ręką w stronę towarzyszy.

Kopalny rzucił sakiewkę w stronę oberżysty. Ten złapał ją w locie i szybko przeliczył zawartość.

- Tutaj jest tylko 15 sztuk srebra, brak jeszcze 3 sztuk - skrzywił się i pogłaskał ostrze topora rzeźnickiego.

Kopalny popatrzył w kierunku wyjścia w celu ustalenia ewentualnej drogi ucieczki, ale niestety ten akurat kierunek był obstawiony przez dwóch rosłych krasnoludzkich pachołków. Bed ścisnął mocniej swoją wielką maczugę. Druid zaczął pod nosem mruczeć zaklęcie. Wiewióriusz skrycie, pod stołem, przygotował swoją czarnoksięską różdżkę. Alex schował się za Kopalnego, a Kopalny próbował schować się pod stół. Zapanowała napięta atmosfera. Każdy z członków drużyny zrozumiał, że musi dać z siebie wszystko, aby unkinąć tęgiego trzepania skóry.

Wiadomo przecież, że z krasnoludami nie wolno nawet próbować głupich żartów. Kopalny zebrał się na niebywały w jego wykonaniu heroizm - wskoczył na stół z dobytym mieczem i krzyknął:

- Teraz! Na nich! Na pohybel! Za trzy srebrniki! - i wykonał straszliwy zamach. Jego miecz wbił się w powałę i pozostał tam już do końca. Wiewióriusz Okrutnik zerwał się z ławy i podniósł swą różdżkę, aby cisnąć zaklęciem w karczmarza, lecz poślizgnął się i w efekcie czar poleciał bezpośrednio w półki, na których stały butelki z trunkami. Półka zamieniła się w detonującą drzazgami i odłamkami szkła bombę. Sala pokryła się alkoholowym opadem. Kilku krasnoludów, którzy siedzieli dotąd spokojnie, na widok niezwykłego zachowania się półki z trunkami, zawyło

przekleństwami zgodnym chórem. Kaczoramiks sięgnął za pazuchę. Dwaj parobkowie krasnoludzcy, pilnujący do tej pory drzwi, ruszyli w kierunku Beda. Bed zamachnął się maczugą, zamieniając parobków w dwa samoloty ponaddźwiękowe. Grupę nacierających wściekłych krasnoludów, ciskających przekleństwami, przywitał druid rzucając im pod nogi stare i wysuszone gniazdo os.

- O kurde! Zapomniałem jak się tym steruje! - krzyknął, gdy stare gniazdo zaczęło się zmieniać w rozwścieczony rój.

Wiewióriusz chciał poprawić zaklęciem sytuację na polu bitwy, ale w momencie, gdy zamachnął się różdżką, z głębi sali nadleciał kufel klasy "ręka - głowa" i trafiając go bezpośrednio w czoło przewrócił znów na ziemię. Czar ponownie nie trafił w cel, tym razem poleciał w powałę rozbijając belkowanie sufitu i dachu. W efekcie dachówki pokryły okolicę niczym jesienne liście. Kolosalna część sufitu zawaliła się pozbawiając przytomności kilka osób, przebywających w gospodzie w sali głównej. Wielki komin znajdujący się do chwili rzucania przez Wiewióriusza zaklęcia na dachu zajazdu, rozpadł się na czynniki pierwsze, sypiąc cegłami jak dach dachówkami. Jedna z cegieł spadła pionowo w dół, trafiając w głowę walczącego z rozjuszonymi osami karczmarza, który poleciał jak długi na jeden ze stołów, budząc przy tym śpiącego kapłana krasnoludzkiego. Ten spojrzał zapitymi oczkami na spustoszenie i cisnął potężnym krasnoludzkim zaklęciem ognia. W koło zapanowało istne piekło. Grupa krasnoludów ciosami toporów z okrutnym zawzięciem na spuchniętych twarzach, próbowała pozbyć się wściekłego roju os.

Karczmarz jęczał pod stołem. Bed wyrzucał kolejnych przeciwników przez jedyne ocalałe okno. Kopalny wydał z siebie okrzyk mrożący krew w żyłach - Uś! - i trafił pełną butelką jednego z parobków w głowę. Parobek zapadł w głęboki sen, a butelka sypnęła odłamkami. Krasnoludy i osy zdecydowanie nacierały. Troll rozdawał okrutnickie razulce swoim Joy'em. Ponad tłumem walczących przelatywały pociski w postaci pustych butelek, kufli i wybitych zębów oraz eskadry rozjuszonych os. Nadszedł wreszcie czas, gdy osy odleciały i ucichły okrzyki bitewne, a na miejscu walki zapanował spokój. Zewsząd dobiegały ciche jęki pokonanych i stek przekleństw tych, z których na odchodne Alex odciągnął podatek od spania w nierozsądnym miejscu. Opodal dopalały się zgliszcza obórki, w którą poleciało zaklęcie ognia. Górską drogą w jedną stronę oddalała się spuchnięta, lecz zwycięska drużyna, z drugiej strony zbliżało się do resztek zajazdu dwóch konnych. Byli to sir Haszak i sir Gawronek, którzy wkrótce zatrzymali się na wprost tego, co pozostało po krasnoludzkiej gospodzie.

- Hej, gospodarzu! Co tu się stało? - zapytał krasnoluda sir Haszak.

- Było tu panie kilku takich obrzympałów z trollem w bandzie. Nie zapłacili za piwo, a potem obili i zrujnowali mi karczmę - odpowiedział zapytany.

- A jak wyglądały te obrzympały? - zapytał sir Gawronek.

- Jak żywo, tak jak ludzie panie, ino jeden miał taki głupi pysk - odparł karczmarz.

- Miał przy sobie miecz i pił piwo w okrutnych ilościach?

- Tak, panie.

- Na pewno Kopalny! Gdzie oni są?

- Nie wiem, dopierom się ocknął - krasnolud pokazał ogromny guz na czubku czaszki.

- Ten Kopalny ma siłę jak tur - powiedział sir Haszak, pochylając się w stronę sir Gawronka.

- Tak, smok będzie miał sporo kłopotów z naszym bohaterem - odparł sir Gawronek. Obaj zawrócili konie i pojechali poinformować o wszystkim Kasztelana.

Tymczasem nasza dzielna kompania podążała w kierunku jaru Połamszkitki.

- Uff. Nie wiedziałem, że piwo może być tak szkodliwe - powiedział Wiewióriusz obmacując obitą głowę.

- Tak, jest szkodliwe, ale tylko wtedy gdy się nie płaci - odparł, jak zwykle rezolutnie, Kopalny. Alex liczył sztuki srebra i złota, które pozbierał w formie podatku od spania w niemądrych miejscach. Bed próbował pogwizdywać, a druid złorzeczył pod adresem os. Nie wiedzieć kiedy droga doprowadziła ich do niewielkiego strumyczka z kryształowo czystą wodą. Kompania postanowiła obmyć rany i napełnić worki na wodę. Gdy

wszyscy już zakończyli swoje czynności i zbierali się do odejścia, ze środka strumienia wynurzyła się głowa o zielonej skórze i włosach w straszliwym nieładzie.

- Hej! Moi mili, a kto mi za wodę zapłaci? - odezwało się straszydło.

- Jaką wodę. Co to saturator, albo wodociągi miejskie? - odpalił jak zwykle rezolutnie Kopalny. Druid popatrzył na straszydło, po czym zmarszczył brwi i pochyliwszy się do ucha Kopalnego wyszeptał.

- Słuchaj, lepiej z nim uważaj, to wodnik Szuwarek. Jeszcze nam lany poniedziałek urządzi.

- Co tam mędrkujecie? Płacicie mi za wodę, czy nie? - wodnik wykrzywił się straszliwie.

- Dobrze, panie wodniku, już dobrze. Nie omieszkamy Ci zapłacić jak należy - druid próbował złagodzić sytuację jak umiał tylko najlepiej.

- Dobra, dobra nie fanzol, bo utopców zawołam i wam zaraz z nosa pędzel zrobią. Płacić bo siem zeźlem. - wodnik Szuwarek najwyraźniej tracił cierpliwość. Troll Bed oglądał z zainteresowaniem swojego Joy'a i rozpatrywał możliwość ewentualnego grzmotnięcia wodnika w czerep. Kopalny mimo przestrogi druida nie wytrzymał i zadał konkretne pytanie.

- Ty, nurek, a kto ty właściwie jesteś?

Wodnik wytrzeszczył ze zdumienia oczy.

- No jak to? Jestem wodnik Szuwarek, właściciel tego strumienia.

Alex jakby na to czekał.

- A certyfikat własności masz? - zagadnął wodnika.

- Jaki certyfikat?

- To proste, certyfikat własności na ten strumień w którym siedzisz - Alex zaczął fachowo wyjaśniać. - Wiesz, jak nie masz i przyjdzie kontrola, to siedzisz.

- No co ty? To co ja mam biedny teraz zrobić? - wodnik zbliżał się do załamania nerwowego.

- Nie jest tak źle, przez przypadek mam tu formularz, ty go wypełnisz a ja przystawię pieczęć i wszystko gra.

- Dawaj szybko.

- Masz, tylko nie kapnij żyda, bo to ostatni egzemplarz.

Wodnik chwycił chciwie papier i jął z przygryzionym językiem wypełniać punkt po punkcie formularz. Mniej więcej po godzinie skończył to męczące zajęcie i podniósł głowę znad dokumentu.

- Hej, krasnoludzie: już skończyłem, przystawiaj pieczątki! - odpowiedziało mu echo i pusty brzeg strumienia. Drużyna właśnie dotarła do jaru Połamszkitki i nie znalazłszy smoka naradzała się, co czynić dalej. Czy iść od razu na moczary, czy spróbować poszukać smoka na górze zwanej szczytem tajności?



Piwem I Mieczem cz.4


Narada członków drużyny właśnie dobiegała końca. Kopalny w zamyśleniu drapał się po nie ogolonej gębie.

- Chodźwa na mocharły. Tamuj smuk zalegnuł - troll Bed uznał to za pewnik.

- E tam, ględzisz niczym kataryniarz. Zastanów się ciemna pało komu by się chciało na bagnisku żyć moczyć - nadął się Wiewióriusz Bezlitosny. Troll popatrzył na na czarnoksiężnika i pogłaskał swojego Joya.

- Dobra panowie, postanowione. Idziemy na górę zwaną Szczytem Tajności - zadecydował druid.

Nie myśląc więcej wprowadzili słowa w czyn. Z przodu szedł Alex krasnolud, jako że znał drogę, a za nim cała reszta. Droga wiodła przez góry, czasem opadając w dół a czasem pnąc się wzwyż. Zdążali w kierunku północno - wschodnim z każdą chwilą zbliżając się do celu. Nie minęła godzinka tej wycieczki kiedy zza zakrętu wyszedł im na spotkanie hobbit. Niziołek był uzbrojony w drewnianą pałkę i krótki nóż zatknięty za pas.

- Dzień wielce parszywy, łaskawcy - przywitał ich serdecznie.

Drużyna zdumiona spojrzała na pogodne niebo.

- Jak to parszywy? - Zapytał druid. - Przecie przecudna pogoda dobrodzieju.

- Być może, ale ja tak zawsze - odparł uprzejmie hobbit, po czym ukłonił się na tyle, na ile pozwalała mu jego tusza, i ruszył dalej. Z dala było słuchać jego przykre narzekanie.

- Świat jest ścierwem. Kurcze, gdzie to było napisane, no nie pamiętam...

- On tak zawsze - potwierdził druid. Poszli dalej. Droga zdecydowanie zaczęła piąć się do góry, co - jak stwierdził Alex - było nieomylnym znakiem, że zbliżali się do miejsca przeznaczenia. A tym czasem przeznaczenie.

- Spojrzyjta no kumie. Troll we dzień lizie, jakby Słońca na niebie nie było - zagadnął chłopek do kamrata.

- Ano aj. Rzeczy samej.Nie może być! Chodźwa oglondniem to z bliskości - odparł kamrat chłopka.

Obaj zeszli na drogę i czekali aż drużyna zbliży się do nich. Grupa nie zawiodła ich oczekiwań i w chwilę potem doszło do spotkania drużyny z chłopkiem i jego kamratem.

- Ej, panoczku! Z trole łazita, a przecież ta bestyja w Słońcu ino w kamień się obrata - zagaił chłopek.

- Ano aj, panoczku. Jakże to tak? Dlaczego ten trol żyw je? - Dorzucił kamrat chłopka.

Troll spojrzał w Słońce podrapał się po głowie i wzruszył ramionami. Chłopek i jego kamrat wykrzywili gęby z dezaprobatą.

- No juże grubasie, kamieniej! - Nalegał chłopek.

- Nie daj się prosić - poparł chłopka kamrat.

- Spadawta - odparł Bed. Druid widząc, że sytuacja staje się gorąca niczym kaloryfer w okresie zimowym, próbował uratować sytuację.

- Starajcie się nie zwracać na nich uwagi, to tylko chamki pańszczyźniane - powiedział półgłosem do członków drużyny.

Trochę za głośno. Chamki odwróciły się w stronę gór i skrzyknęły swoich, ukrytych do tej pory wśród porozrzucanych głazów walających się nad drogą. Zza kamieni na drużynę wybiegło kilkudziesięciu chłopów uzbrojonych niczym pospolite ruszenie, w osadzone na

sztorc kosy, widły i cepy.

- O kurde! Chyba nas zleją - wystraszył się nie na żarty Kopalny. - Druid, ratuj!

Druid nie tracąc czasu zainwokował modlitwę do swoich duchów. Troll w tym czasie zmiótł z drogi jednym morderczym zamachem maczugi chłopka i kamrata.

- Sami se kamienieta! - Rzucił za nimi, gdy szybowali wzdłóż zbocza.

Wiewióriusz zamachnął się różdżką i rzucił zaklęcie "Przyzwanie". Chłopi nacierali biegiem z przewagą wysokości i zbliżali się w zastraszającym tempie. Druid skierował swą inwokację na chłopów i poprawił czarem "przekleństwo kauczuku". Chłopki zaczęli się zachowywać niczym gumowe piłeczki. Odbijając się wszystkimi częściami ciała od ziemi kontynuowali swoje natarcie aż zniknęli w dole zbocza. Powietrze obok Wiewióriusza rozdarł huk i pojawił się demon. Rozejrzał się po obecnych, a gdy dostrzegł czarnoksiężnika powiedział - A pocałujże mnie w d.... - po czym zniknął i tyle go widzieli. Wiewióriusz skrzywił się, jak po skwaśniałym piwie.

- Ha ha, pokicali niczym żaby do sadzawki! - ucieszył się Kopalny. Troll nie podzielał jego radości.

- Kuhde, thola nie widzieli, czy co?

- Nie martw się, pewnie naczytali się Tolkiena - pocieszył go Kopalny.

Po całodziennej wędrówce drużyna dotarła wreszcie do Szczytu Tajności.

- Jesteśmy na miejscu. Teraz pozostało już tylko wdrapać się na sam szczyt - poinformował wszystkich Alex.

- Panowie, żarty się skończyły. Idziemy na smoka! - zapiał Wiewióriusz Bezlitosny.

- Chyba, że go tam nie ma - uśmiechnął się pod nieogoloną górną wargą Kopalny.

Kompania zachowując najwyższą ostrożność ruszyła pod górę na spotkanie gada. Wkrótce rozglądając się uważnie dotarli na szczyt i nie wysilając zbytnio wzroku dostrzegli... budynek. W otaczającym go murze nie było żadnego otworu - ani bramy, ani furtki, ani choćby najmniejszej strzelnicy. Obeszli całość dokoła i zaczęli dyskutować.

- Choroba, kto tu mieszka? Jak myślisz, druid? - Zapytał jak zwykle rezolutnie Kopalny.

- Hm, może harpie?

- Co ty chrzanisz druid, przecież harpie są tylko w bajkach - żachnął się Wiewióriusz.

- Ty jak zwykle jesteś najmądrzejszy - rzucił Alex.

- A może jakieś anioły? - kontynuował druid.

- Co ty chrzanisz druid, przecież anioły... - próbował oponować Wiewióriusz.

- Zamknij się. Głupi jesteś i nie znasz się na niczym - warknął Alex poparty przez Kopalnego.

W powietrzu rozległ się czysty, kryształowo brzmiący męski głos.

- Czego chcecie?

Alex, przekonany, że to znów czarnoksiężnik zabrał głos, rzucił sakramentalne:

- Zamknij się. Głupi jesteś i nie znasz się na niczym.

- Kto ma się zamknąć, hę? - zapytał zdziwiony głos.

Tym razem zdziwiła się drużyna.

- Co jest, kurza stopa? Kto tu gadulca zapuszcza, a go nie widać?

- Brat Marcin - padła spokojna odpowiedź. - To Świątynia Wielkiej Tajności, kmiotki.

- O psia kość, my tu tylko szukamy smoka proszę księdza - próbował się tłumaczyć druid.

- Tylko bez księdza, bo wami zamiotę cały szczyt. Nauczcie się grzeczności. A ty Kopalny uważaj! - Brat Marcin był najwyraźniej zbulwersowany.

- Brat Marcin, tutaj? - Kopalny stał z opuszczoną na wysokość pasa żuchwą.

- Tutaj i wszędzie.

- Ależ przepraszamy, już się wynosimy - Kopalny odwrócił się do kompanii i cicho rzucił - Spieprzamy!

Drużyna nie oglądając się na nic ruszyła nie okiełznanym galopem tą samą drogą, którą przybyła na górę.

- I oduczcie się chamstwa! - rozległ się za nimi dźwięczny głos Brata Marcina. - Jak dzieci!

W drodze powrotnej kompania wypytywała Kopalnego o Brata Marcina.

- Ty, kto to właściwie jest? - Druid był dociekliwy jak nigdy.

- Wiesz, niby nikt, ale lepiej go nie drażnić. Potrafi być gorszy od smoka - odpowiedział Kopalny, po czym zaczął unikać dalszej rozmowy.

Drużyna posuwała się w milczeniu. Doszli w ten sposób do strumienia i przekroczyli go w bród. Chłodna woda sięgała im do

kolan. Gdy wyszli na drugi brzeg, Kopalny dał upust swojemu zwątpieniu.

- Kurde, chyba nigdy nie znajdziemy tego smoka...

- Nie martw się, znajdziemy sposób na gada! - pocieszał go jak umiał druid. Wiewióriusz zasępił się i wbił wzrok w ziemię.

Troll Bed co chwilę drapał się po głowie i stękał z wysiłku, a Alex międlił w zębach zerwaną przy ścieżce trawkę. Atmosfera przez jakiś czas była nerwowa, ale powoli napięcie opadło i wszyscy leniwie uwalili się na ziemi. Pewnie siedzieliby tak do dziś, gdyby koło południa nie

przypętał się jakaś pokraka. Pokraka wyglądałaby całkiem nieźle, gdyby była nieco mniejsza i miała kończyny dolne.

- Dżemdubry, estem Dżin. A to jest Tonic - powiedział pokraka z arabskim akcentem wskazując na kindżał zatknięty za szeroki pas okalający talię.

- Dżin z Tonikiem? - powiedział jak zwykle rezolutnie Kopalny. - To interesujące.

- Tak. Własznie Dżyn z Tonykem - przedstawił się dżin, poprawiając turban na głowie.

- Czy to prawda, że dżiny potrafią wszystko? - zapytał druid.

- Prawie wszysztko - odpowiedział skromnie dżin.

- To może potrafisz powiedzieć, gdzie teraz jest smok?

- Teraz nie wiem, ale jakieś pół godziny temu widżałem go w jarze Połamszkytky - poinformował dżin.

- Co? - zaperzył się Kopalny. - To my szukamy tego huncwota po jarze, a on się z nami w chowanego bawi!

- A może jak byliśmy w jarze smok polował w górach? - zastanawiał się Kaczoramiks.

- W rzyci mam taką robotę. Ten gad bawi się z nami w ciuciubabkę. - Kopalny okrutnie się zdenerwował. - Idziemy na moczary. Albo tam go dupniemy, albo nigdzie - zadecydował i ruszył na południe.

- Hej, zaczekaj na nas! - zakrzyknął krasnolud Alex. Drużyna, nie żegnając się z Dżinem z Tonikiem pognałą za Kopalnym.

- Czo ża czasy. Dżyn szę sztara jak może, a tu szę obrażają i uczekają! - powiedział za nimi Dżin z Tonikiem, ale nikt go nie słuchał.

- Jasny gwint, ale ciemno! - złościł się Kopalny, idąc starym górskim szlakiem. Tuż przed nim maszerował, potykając się co chwila, Alex.

- Ciemno, bo ciemno, ale droga przynajmniej róóóóóóóó... rwa. Choroba.

- Jestem ciekaw, komu przyszło do głowy, żeby iść na skróty - złościł się Wiewióriusz.

- Sameś chciał, żebyśmy tędy szli - odparł natychmiast Alex.

- Cicho chłopy, coś się przed nami czai w tych zaroślach!

- W rzeczy samej, jakby coś szumiało i pluskało - poparł Kaczoramiksa Alex.

Ostrożnie przybliżyli się do krzewów.

- A, krasnolud Alex! Długo czekałem na tę okazję. Nie widzieliśmy się ze dwa dni! - ucieszył się jakiś skrzekliwy głos.

Alex i odpowiedział z przerażeniem szczękając zębami.

- A, wróciłem, bo widzisz, zapomniałem ci przystawić pieczątkę na formularzu...

- Wsadź sobie gdzieś ten formularz i pieczątkę. Teraz sobie z wami zatańcuję!

- Ależ Szuwarek, co ty! Tak nie można, ludzie cię oszkalują - Alex chciał wypaść przekonywująco, ale nie wyszło mu to za dobrze.

- Do roboty, utopce moje, do roboty! - zawołał Szuwarek. W krzakach coś zabulgotało niczym czajnik.

- Kurde balans, chłopaki, spadamy w try miga! - Alex rzucił się do ucieczki w tempie jakiego pozazdrościć mógłby Zorro.

Drużyna nie dała sobie tego powtarzać dwa razy. Resztę nocy przeczekali w krzakach z dala od strumienia.

Nastał ranek. Słoneczko oświetliło okolicę i bohaterów. Cała kompania Kopalnego miała poobijane nosy i podrapane ręce po nocnej eskapadzie.

- Słuchajcie chłopy, dużego wyboru nie mamy. Albo idziemy zlać wodnika, albo szukajmy innej drogi - druid był niezadowolony z obrotu sytuacji. - Chyba, że ktoś ma inną propozycję.

W całym gronie zapadła głucha cisza. Wszyscy wykazali nagłe zainteresowanie paznokciami i czubkami butów, a Kopalny jął się z natężoną uwagą przyglądać formującym się chmurom. Kłębiastym.

- No co jest, żaden nie ma odwagi podjąć decyzji? - zdenerwował się Kaczoramiks.

- Chodźmy na hufahka, łupniem go w czehep - zaproponował Bed.

- Zamknij się, głupi jesteś - obruszył się Alex.

- Może by tak do domu? - zapytał nieśmiało Wiewióriusz.

- Zamknij się...

- Wiem, głupi jestem - skończył płaczliwie Wiewióriusz.

Miła rozmowa została przerwana pojawieniem się kilku gremlinów.

- Co jest chłopaki? - zapytał najbardziej kudłaty i paskudny. - Kłopoty z wodnikiem?

- Tak, tak - podchwycił skwapliwie temat Kopalny. - Musimy przejść przez strumień, a ten nurek poluje na nas ze swoimi utopcami.

- E, to nie problem. Chodźcie z nami. Tu niedaleko jest jaskinia, którą można przejść pod strumieniem. Tylko trochę kapie.

- Hura! - krzyknął Wiewióriusz.

- Zamknij się!

- Wiem, wiem - czarnoksiężnik oklapł jak przekłuty balon.

- Nie kłócić się, idziemy - powiedział rzeczowo druid.

Wkrótce cała drużyna przeciskała się przez jaskinię. W końcu doszli do rozwidlenia.

- Hej, gremlin, gdzie dalej? - spytał Alex.

- W lewo jest droga do ludzkiego sioła Wąpiersk, w prawo dojdziemy do Jelenia - poinformował gremlin, grzebiąc w kudłach.

- W Jeleniu jest dobre piwo - rzucił Wiewióriusz.

- W Wąpiersku jeszcze nie byłem - dodał od siebie Kopalny.

Pochodnie słabym blaskiem oświetlały oba korytarze.

- Jeśli pójdziecie na prawo możecie trafić na bandę koboldów, po lewej jest podziemne jeziorko ze złośliwą nimfą.

- Niech decyduje Kopalny - powiedział Alex, głaszcząc swój topór.

- Mnie ta wszyho samo - ziewnął szeroko Bed. - No więc zdecydowałem - powiedział Kopalny po chwili w czasie której udawał, że myśli. - Powinniśmy skręcić w...


Piwem I Mieczem cz.5





- ...w lewo i idziemy na piwo do Wąpierska.

Drużyna przyjęła to z dużym aplauzem:

- Brawo Kopalny! Niech żyje nasz wspaniały, dzielny przywódca! - zakrzyknął Alex.

Troll Bed poklepał się po swoim okrąglutkim brzuchu i zatarł łapska.

- Je O.K. Kopahny phowadż na piwho!

Druid Kaczoramiks pokręcił głową i podrapał się w czubek głowy z podziwu godnym rozmachem.

- Chłopaki, pamiętacie gospodę "Pod rozsieczonym goblinem"? Drugi raz może nam tak łatwo już nie pójść. Może zrezygnujemy z tego piwka na rzecz odnalezienia wreszcie smoka i zgładzeniu bestii która pustoszy naszą prowincję.

- Patriota się znalazł, psia krew! - rozzłościł się nie na żarty Alex. Troll Bed popatrzył z niesmakiem na druida i pogłaskał swojego joya.

- Te dhuid. Ces w cehep?

- Dobra. Ale pamiętajcie, że lojalnie was ostrzegałem. Żebyście potem nie mieli do mnie pretensji, jak się stanie coś złego - druid zmarszczył czoło i odwrócił się plecami do trolla.

- Mówiłem, że patriota, choroba jasna! - zaperzył się krasnolud Alex, przygryzł rudego wąsa i popatrzył w stronę druida z nie skrywaną niechęcią.

- Dobra chłopaki! Kłócicie się, czy idziecie ze mną? - zapytał poirytowany Kopalny.

- Ma chłop rację! Nie ma co się kłócić tylko ruszamy w drogę, bo nam całe piwo w Wąpiersku wypiją - oświadczył pojednawczo Alex i wszyscy ruszyli zgodnie korytarzem prowadzącym bezpośrednio pod sioło Wąpiersk.

Gremliny pomachały drużynie na pożegnanie i zawróciły z powrotem do domu. Kopalny przyświecając sobie znalezionym łuczywem prowadził drużynę jak po sznurku. Po pewnym czasie, który niestety mijał bezustannie i bezlitośnie, dotarli do olbrzymiej podziemnej komnaty, wyglądającej na naturalną grotę. Na jej środku znajdowało się niewielkie podziemne jeziorko, a na nim wyspa. Leżała na niej pięknej urody kobietka i przyglądała się drużynie. Kopalny również zauważył panią o pięknej fizjognomii (i całej reszcie też) i wiedziony typowo samczym instynktem próbował ją podrywać.

- Hej, siema! Co słychać? Słyszałem, że tu potworno nudziarsko u was w tej piwnicy. Może skoczymy na piwko maleńka? - mimo że Kopalny potrafił się znaleźć w sytuacji, panienka, nie wiedzieć czemu, rozgniewała się bardzo, ale to bardzo mocno:

- A żesz ty! Takiś ty milusi? Na piwko pójdziemy, co?! Ty chyba nie wiesz z kim masz do czynienia? Już ja ci wybiję te głupawe podrywy z głowy! - panienka rozsierdziła się niemiłosiernie, dając drużynie dużo do myślenia.

Kopalny nie tracił czasu. Zauważywszy że nimfa szykuje jakieś czary, zakomenderował:

- O kurde! Ale nieprzystępna baba. Spływamy i to w try miga! - po czym nie czekając na efekt odpalanych czarów, pognał prosto przed siebie niczym Indiana Jones. Bieg, jak się okazało nieco później, skrócił radykalnie czas podróży podziemnej do Wąpierska.

- Patrzcie! Widzę wyjście! - wrzasnął na cały głos Alex.

Reszta drużyny pobiegła oczyma za wskazującym paluchem krasnoluda. Rzeczywiście, w dali korytarza jaśniało słabe światło. Dzielne chłopaki ruszyły naprzód, mając w perspektywie szybkie wydostanie się na świeże powietrze. Drużyna doszła do źródła światła i jej członkowie spojrzeli w górę, gdzie zauważyli otwór, przez który mógłby się przecisnąć swobodnie Bed.

- No co? Nie ma co się dziwować, tylko trza się brać za wyliz stąd. I to jak najszybciej, bo kiszki marsza mi grają - wystąpił ze wspaniałą propozycją Alex.

Drużyna pomagając sobie nawzajem wygramolić się z dziury, opuściła szybko mało przytulne miejsce, jakim była podziemna grota.

- Uf! Nareszcie Słońce - ucieszył się szczerze Kopalny.

- Gdzie ten Wąpiersk? Jakaś knajpa by się przydała, bo umieram z głodu - oznajmił Alex reszcie kompanii. Chór zgodnych głosów poparł go z entuzjazmem.

- Tak, tak, jak najbardziej przydałaby się gospoda.

- Ma kurdupel rację.

Wkrótce troll Bed zwrócił uwagę drużyny na pobliski budynek zapowiadający się na karczmę.

- Hej! Patta tamuj. To chybaś jakha obheza.

- Ano rzeczywiście to jest gospoda. Chodźmy tam póki jasno jeszcze - zaproponował Alex i cała drużyna ruszyła w kierunku budynku.

Kopalny pchnął niezbyt wysokie drzwi i wszyscy weszli do środka zachowując milczenie i niebywałą powagę. Szybko zajęli miejsca przy wolnej ławie i rozglądali się ciekawie po wnętrzu tawerny. Wkrótce podszedł do nich karczmarz i ukłoniwszy się grzecznie zapytał.

- Czym mogę waszmościom służyć? Na pewno waszmościowie zmordowani i głodni.

- Jakbyś trafił w sedno sprawy - uśmiechnął się Alex przecudnie niczym James Bond. - Podaj no tu zaraz, co tam masz najlepszego z trunków i jadła.

Oberżysta nie dając się długo prosić uwinął się z zamówieniem i w krótkim czasie na stole, przy którym siedziała drużyna, stanęły przeróżne potrawy i trunki, a najwięcej było piwa. Drużyna dziarsko zabrała się do pałaszowania, gdy do ich ławy podszedł jakiś obdartus.

- Waszmość panowie raczą wybaczyć, że zakłócam spokój podczas uczty, ale widzę że panowie zbrojni. Sprawa, którą chcę wyłuszczyć silnej ręki wymaga - po czym ukłonił się z szykiem, jak iego nie można się spodziewać po obdartusach.

- Mówże jaśniej o co chodzi, dobry człowieku - ponaglił przybysza druid.

Człowiek pochylił się jeszcze bardziej i kontynuował swoją opowieść.

- Hmm, widzicie drodzy podróżnicy, u nas w Wąpiersku osadziła się straszna bestyja i żyć nam nie daje.

- Cóż to takiego was tu gnębi? - zapytał, jak zwykle rezolutnie, Kopalny.

- Jakby wam tu powiedzieć...to jest taka bestyja, co się wampir zowie - chłop z nieudawanym przerażeniem na twarzy rozglądał się dookoła.

- Mówże dobrodzieju! - Alex pomiędzy kolejnymi kęsami najwyraźniej zainteresował się całą tą sprawą.

- Ano, o północy wyłazi ze swej kryjówki i poluje.

- A gdzie jego kryjówka?

- Ot tu, w starym dworzyszczu panie, o północy wylizuje.

Kopalny spojrzał na elektronika:

- No to jeszcze mamy trochę czasu i możemy spokojnie skończyć ten posiłek.

Gdy nadeszła godzina 11:30, drużyna wymknęła się cichutko z gospody i ruszyła w kierunku cedrowego dworu.

- Jak mówił chłopek, ten wampir to niezłe ziółko. Swoich wysysa do ostatniej kropli, a jak trzeba płacić, to wtedy go nie ma - zagaił rozmowę Kopalny.

- Wiesz co Kopalny, podobno on tam jakąś dziewuszkę siłą trzyma - dorzucił pikantną wiadomość Alex.

- Nie może być! - Kopalny aż przystanął.

- Ciszej! Choroba jasna z wami! Zaraz usłyszy nas cały Wąpiersk - druid skarcił rozgadaną parę.

Troll Bed idąc z przodu rozglądał się uważnie. Wkrótce zauważył drzwi wejściowe do dworu i poinformował o tym lojalnie drużynę.

- Ej. Tamuj je otwora.

Grupa zwróciła swoją uwagę w kierunku, który wskazał Bed. Zbliżyli się bezszelestnie do odrzwi, przystanęli i druid zaczął nasłuchiwać odgłosów dobiegających z drugiej strony. Po chwilce krótkiej niczym plaśnięcie w natrętnego komara, druid się wyprostował i szepnął.

- Tam nic nie słychać. Wchodzimy.

Cichutko zaskrzypiały drzwi i drużyna weszła ostrożnie do środka. Pomieszczenie, w którym się znaleźli, było bardzo obszerne. U sufitu wisiało koło żyrandola. Świeczki paliły się i oświetlały lekkim blaskiem posadzkę wyłożoną ceramicznymi kafelkami. Alex cichutko zagwizdał.

- Fiu fiu fiu. Ale przepych.

- E tam. U nas w redakcji... - Kopalny próbował oponować.

- Zamknij się. Na niczym się nie znasz. To jest właśnie przepych - Alex zmarszczył brwi.

Druid machnął ręką i ruszyli wgłąb sali. Gdy osiągnął jej środek ujrzał dziwny obrazek. Pomiędzy kolumnami stała młoda dziewczyna i smutno spoglądała w jego stronę. Druid przywołał resztę i pokazał im znalezisko.

- Ach! To chyba ta piękność, o której wspominał chłopek - rzekł Kopalny.

Alex podszedł bliżej i szeptem zadał pytanie.

- Ej, panna, co ty jesteś? Czyżbyś była u wampira w niewoli?

Dziewoja spojrzała na Alexa i cichym pięknym głosem odpowiedziała:

- Jestem więziona przez mego dręczyciela, okrutnego wampira. Pomóżcie mi się stąd wydostać.

- Spokojnie dziewczyno, zaraz się tym zajmiemy jak tylko znajdziemy tego skurczybyka - Kopalny zapałał rycerskim zapałem.

- Tylko gdzie u diabła szukać tego oseska?

Dziewczyna kiwnięciem główki wskazała na drzwi na antresoli.

- Tam jest mój dręczyciel.

Kopalny spojrzał na zegarek. Był już kwadrans po północy.

- Spóźnia się gagatek. Jak nie chce wyleźć, to bierzmy dziewczynę i chodźmy stąd... - Alex nie zdążył był dokończyć swojej myśli, gdyż drzwi na antresoli zaskrzypiały.

Ukazał się w nich osobnik o bladej cerze, czarnej brodzie i takich wąsach.

- O, widzę, że robi się tłoczno! Panowie pozwolą do mojego gabinetu - wampir wydawał się być nad wyraz uprzejmy.

- No i co robimy? - zapytał, jak zwykle rezolutnie, Kopalny.

- Nie mamy dużego wyboru, idziemy - druid nie wahał się ani chwili. Szybko weszli po schodach na górę.

- Proszę, proszę, sam rycerz Kopalny. Proszę do gabinetu - wampir nie tracił inicjatywy.

Ukłonił się lekko i gestem ręki zaprosił ich do pokoju. Drużyna weszła do pomieszczenia, a za nimi zaraz wszedł gospodarz. Drzwi zrobiły SLAM i wampir pokazał z przemiłym uśmiechem klucz.

- No to wpadliśmy jak profesor Dżemik do maszyny sortującej - stwierdził z rezygnacją Kopalny.

Wampir otworzył szeroko usta uzbrojone w dwa potężne kły i ruszył do ataku lewitując nisko nad ziemią. Kopalnemu wszystkie włosy stanęły na głowie. Druid sięgnął do swojej przepastnej sakwy i to, co z niej wyjął, natychmiast rzucił w usta wampira. Efekt przeszedł wszelkie oczekiwania. Mister krwiopijca oklapł na podłogę i zaczął z uszu i nosa wypuszczać kłęby dymu z parą wodną, jednocześnie próbując złapać

powietrze ustami. Troll ruszył pochylony do przodu na udającego karpia upiora. Alex wydobył zza pazuchy zaostrzony osikowy kołek.

- He, he cwaniaczku! Zaraz sobie z tobą inaczej pogadamy! - Wiewióriusz Okrutnik Bezlitosny wyjął manierkę i podał wampirowi. - Masz i napij się, bo się udławisz!

Wampir jednym haustem opróżnił manierkę i spojrzał zdziwiony na czarnoksiężnika, a potem zaczął wyć jak syrena okrętowa. Troll Bed potrząsnął głową, podszedł do siedzącego potwora i trzasnął go w potylicę swoją maczugą. Wampir padł jak długi gulgocząc jeszcze przez chwilę niczym młody indor, po czym znieruchomiał leżąc na wznak.

- No bratku! Teraz będziesz cienkim głosem śpiewał - powiedział Alex kończąc wiązać wampira w baleron.

Sporo czasu upłynęło zanim wampir doszedł do siebie i jako tako rozumował. Otworzył oczy i zauważył nad sobą pochylone, ale bynajmniej nie zatroskane twarze.

- Panowie, co to ma znaczyć? Jakim prawem pytam?! - oburzył się bladolicy delikwent.

- Prawem jazdy! Teraz cwaniaczku jesteś na naszych prawach i nie masz innej nadziei - tu Alex pokazał osikowy kołek - jak nasza litość nad tobą serdeńko.
__________________
Janek jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-01-2004, 17:55   #1335
Janek
General
 
Zarejestrowany: 20 Jan 2004
Miasto: Warszawa
Wiadomości: 2674
Domyślnie

Tu uśmiechnął się tak paskudnie, że aż bez szczących skrzatów skwasiło się całe mleko w okolicznych obejściach. Wampir popatrzył na kołek potem na Alexa i prawie się rozpłakał.

- Ależ nie możecie tego mi zrobić. Przecież nie może istnieć Wąpiersk bez wampira. To by była strata dla Instytutu Zabytków. Poza tym ludzie by wam tego nie wybaczyli. Oni potrzebują czegoś złego, aby mogli sami przed sobą być dobrzy.

- Widzieliście go! Sapkowskiego się naczytał, choroba jasna i teraz nas pod włos bierze - zadrwił Kopalny.

Alex popatrzył na niego z niedowierzaniem.

- Skąd ty znasz Sapkowskiego? - zapytał Kopalnego jednocześnie zezując na wampira.

Kopalny wypiął dumnie pierś.

- Czytało się, kurde. A co? - i spojrzał z wyższością na Alexa. Alex nie zauważył tego i kontynuował temat.

- Tak mi się zdaje, że widziałem go dziś, Wiedźmina jednego, w gospodzie. A słyszałeś ty, wampir, że on na takich jak ty, to poluje? A wiesz co on robi takiemu jak ty, jak go złapie - Alex nachylił się do ucha wampira i objaśnił mu szeptem, co Wiedźmin mu zrobi.

Wampir rozszerzył oczy i cicho jęknął, co mogło być oznaką przerażenia. Następnie popatrzył błagalnie na Kopalnego i rzekł:

- Panie Kopalny pan jesteś rycerz, ulituj się pan nad biednym wampirem. Jak mnie puścicie to pomogę wam jak tylko będę umiał. Słowo wampira, jak bonie dydy - powiedział wampir z wielkim przekonaniem kiwając głową na dowód tego, że mówi prawdę. Drużyna popatrzyła na siebie i...

Tuż po wschodzie słońca przed dwór cedrowy wyszła grupka podpitych bohaterskich facetów. W drzwiach za nimi ukazał się ledwie trzymający się na nogach wampir.

- No to cześć, chłopaki! Wpadnijcie jeszcze kiedy. Hyyyyp! Aha, jeszcze jedno. Powiedzcie mi, co to było co Kaczoramiks rzucił mi w gębę?

Druid uśmiechnął się szeroko i powiedział.

- Kanapka z czosnkiem, mój drogi.

- Na szczęście dałem mu popić ten czosnek wodą święconą, bo inaczej by się wykończył. Przecież wampiry nie lubią czosnku - dodał od siebie Wiewióriusz czarnoksiężnik.

Wampir pobladł na i tak bladej twarzy jeszcze bardziej i czknął głośno.

- Idźcie na drugi koniec Wąpierska. Możecie znaleźć tam sławnego alchemika albo pójść do lasu, gdzie znajdziecie leśne elfy. Ich czarownik wam pomoże w tej sprawie - poinformował wampir mrużąc oczy od światła świtu.

- Hej upiór, a jak ty się właściwie nazywasz, co? - Kopalny przeszedł samego siebie.

Wampir cofnął się w cień sieni chroniąc się przed światłem poranka i odpowiedział:

- Żlebosław Niestarzycki. Hrabia, oczywiście.



Piwem I Mieczem cz.6


Po krótkiej naradzie drużyna ruszyła w stronę niedalekiego lasu gdzie mieli spotkać leśne elfy. Czas wędrówki wypełnili sobie rozmowami o hrabi Niestarzyckim, jego cedrowym dworku i nie wiedzieli kiedy stanęli przed ścianą lasu.

- No teraz trzeba uważać, coby nam lania nie sprawili. - powiedział Alex.

- Niby dlaczego nas mają bić? - zapytał jak zwykle rezolutnie Kopalny. Alex spojrzał z wyższością na Kopalnego i odparł :

- Zamknij się, głupi jesteś! Przecież żaden elf nie lubi krasnoludów.

- Acha! To tak jak w Tolkienie.... - dodał Kopalny. Alex nie wytrzymał. - Miałeś się...

-... zamknąć. - dokończył za niego z inteligentnym uśmiechem Wiewióriusz.

Alex i Kopalny popatrzyli na niego z nieskrywaną niechęcią.

- Dobra panowie. Czy będą nas bić czy nie i tak musimy tam iść. - Kaczoramiks zakończył głupawe dysputy.

- No to chodźwa! - zaproponował Bed.

Drużyna ruszyła szurając butami w głąb lasu. Po mniej więcej godzince przedzierania się przez leśne ostępy drużyna wyszła na wielką polanę, na której pośrodku rósł olbrzymi dąb. Na dębie zaś stał pięknie skonstruowany domek z żywych gałęzi, ponaginanych i szczepionych ze sobą u wierzchołka.

- Kurde! czyżby chata Baby Jagi? - zastanowił się przez momencik krótki niczym strzał z bata Kopalny. Druid zmarszczył czoło i pokręcił głową.

- Wiesz raczej wydaje mi się że tak właśnie mieszkają elfy.

Ekipa podeszła bliżej do żywego domku i zaczęła oględziny.

- Hej! Jest tam kto żyw? - okrzyknął domek Kaczoramiks.

- Na pewno nie ma tam nikogo. - odpowiedział mu Wiewióriusz.

- Żebyś się przypadkiem nie zdziwił. - odpowiedział Wiewióriuszowi ktoś z wnętrza domku.

- Kto tu i czego chce?

- Nazywam się Kaczoramiks. Niejaki hrabia Niestarzycki powiedział, że możecie nam pomóc w sprawie nie cierpiącej zwłoki.

- Kaczoramiks? Słyszałem o tobie. - z domku na dębie wyszła postać smukła, niewysoka i o pięknym obliczu - Wejdźcie proszę, porozmawiamy o waszym kłopocie pod dachem.

Drużyna wgramoliła się po kolei na górę do żywego domku. W te radosnej wspinaczce przyszła wreszcie kolej na trolla i cała konstrukcja zaczęła niebezpiecznie trzeszczeć, jako że Bed do najlżejszych nie należał. Elf wskazał wszystkim miejsca przy długiej wspólnej ławie.

Największe wrażenie na elfie zrobił troll, gdyż gospodarz wybałuszył oczy na jego widok i nie mógł ich wrócić na miejsce przez kilka minut. Kopalny widząc niezwykłe zachowanie się gospodarza nachylił się konspiracyjnie w stronę druida i zapytał:

- Ty słuchaj, czy te no... elfy mają coś wspólnego z płazami? - i wskazał na elfie oczy.

Kaczoramiks popatrzył ze współczuciem najpierw na elfa, potem na Kopalnego i przemilczał sprawę. Elf wreszcie doszedł do siebie i bardzo zdziwiony zapytał:

- Co, wy z trollem chodzicie w bandzie?

Na to Alex odpowiedział szybko wskazując na Wiewióriusza.

- Ba. Nawet mamy tu jednego czarnoksiężnika! - i szeroki uśmiech rozlał się po jego twarzy. Elf wzruszył ramionami i ze względu na swoje serce postanowił więcej się nie przejmować tym, co usłyszy z ust drużyny i próbował rozpocząć rozmowę:

- No więc drogi druidzie, co was sprowadza do naszego lasu? Jakiż to macie problem, który nie cierpi zwłoki?

- Czcigodny elfie. Nasz problem lata sobie od trzech tygodni po okolicy, morduje bydło i owce, no i robi nas w konia zmieniając codziennie miejsce pobytu. A my jak te głupole drałujemy za nim to po górach, to po jarach lub nad rzeką, a ten gagatek zawsze nas wykiwa i zrobi w kołowrotek.

- Czyżbyś mówił drogi druidzie o smoku?

Troll poruszył się niespokojnie aż domek zatrzeszczał ostrzegawczo, a Kopalny podskoczył na ławie i dodał:

- No, no właśnie o smoka, o smoka. Wiecie gdzie on jest? No wiecie czy nie? - i wbił nerwowy wzrok w elfa.

- Smok. Hmm... ? Ależ oczywiście, że nie wiemy. Przecież to nie nasz kumpel tylko sługa tego okrutnego Czarnego Maga Szurumbura, który mieszka w swojej wieży na południu naszego lasu.

W drużynie zaległa grobowa cisza i tylko podłoga budynku pod zadem trolla znowu zatrzeszczała ostrzegawczo. Kopalny zapytał nieśmiało, ale rezolutnie jak zwykle:

- A gdzie to jest?

Cała reszta drużyny popatrzyła z przerażeniem na Kopalnego. Elf odchrząknął znacząco i patrząc w sufit zaczął mówić z ociąganiem.

- A więc on... ale czy jesteście pewni że chcecie z nim się napewno spotkać? - Drużyna milczała uparcie więc elf kontynuował - Hmm... widzę, że jesteście uparci, więc wam powiem gdzie mieszka, a nawet wskażę drogę do jego zamku. Bo widzicie, on dał się we znaki naszemu klanowi i z chęcią byśmy usłyszeli o tym, że jakiś nieznany bohater... albo kilku bohaterów dało mu po łbie. Ostrzegam was, że on jest bardzo przebiegły i niebezpieczny - elf popatrzył znów po wciąż milczącej drużynie. - Jednak widzę, że jesteście bardzo uparci więc... - tej kwestii elf już nie zdążył zakończyć, gdyż lekceważone dotychczas ostrzegawcze trzeszczenie pod tyłkiem trolla wreszcie zaowocowało katastrofą. Podłoga elfiego domku przybrała nagle pochyłe położenie a potem z wielkim hukiem zwalił się cały budyneczek z dębu. Nastąpiło wielkie TRACH! i zaległa nagła a niespodziewana cisza. Kiedy opadł pył, spod resztek domku zaczęli wydostawać się członkowie drużyny.

- O jasny grom! - zaklął szpetnie Alex - ten głupiec załatwił nas na cacy.

I resztę swojej reprymendy skierował w stronę trolla.

- Ty głupcze! Ty grubasie chędożony! Teraz przez ciebie musimy spadać stąd jak najszybciej, bo jak ten elf wydostanie się na wierzch to będzie z nami krucho!

Troll podrapał się po głowie i rozejrzał się po gruzach budyneczku, kiedy zauważył wychylającą się z pod desek elfią głowę, wziął zamach i trzasnął ją maczugą, po czym powiedział do Alexa.

- Ni wyliźnie za chybko.

Alex i reszta drużyny (z wyjątkiem Kopalnego) złapała się za głowy i jęknęła cicho. Zapadła kilku minutowa cisza. Nagle druid rzucił.

- O kurde! Bed, coś ty narobił?! Cłopaki spływamy zanim elf dojdzie do siebie!

Drużyna niczym galopujące stado centaurów oddalała się w zbawienny las. Wieczór zastał ich zmartwionych na jakiejś leśnej polance kiedy próbowali ustalić plan na przyszłość. Druid wpatrywał się we wschodzące gwizdy, Alex zawzięcie ostrzył swój topór, Kopalny dłubał w

nosie, troll Bed stukał się rytmicznie w głowę swoim Joy'em, a Wiewióriusz zawzięcie na środku polany kreślił pentagram. Czas płynął nieubłaganie, a nikt nie umiał wpaść na jakiś dobry pomysł. W trakcie zajęć terenowych na polanie nagle zjawiła się znana już postać

dżina.

- Dżindobry. Jakiesz klopoty? Dżin jeszt dobry, dżin pomaga swoim kolegi. - powiedział dżin i ukłonił się nisko.

Druid przerwał obserwację astronomiczną i z uśmiechem powitał dżina, a następnie opowiedział mu historię, która przytrafiła się w domu elfa.

Dżin zmarszczył czoło i podrapał się za szpiczastym uchem.

- Wiecze, czo ja wam powem? Zalatszcie tszego Szurumbura to elfy wam pszebaszo.

- Geniuszu! Uratowałeś nam życie! - ucieszył się druid - Tylko jak załatwić Szurumbura?Na pewno z niego jest lepszy czarnoksiężnik od Wiewióriusza i nie będzie się z nami pieścił ani grał w zgadywanki.

Dżin klasnął w dłonie i szeroko się uśmiechnął.

- Nie ma shrawy! Ide z wszami i wszam pomoszem. No cszo wszy na to?

- Dobra. - powiedział Kopalny - Ale podział łupów po połowie równej dla każdego z nas - było to nad podziw rezolutne.

Skoro świt ekipa prowadzona za tym razem przez dżina ruszyła przez las na południe. Około wieczora tego samego dnia dotarli do olbrzymiej równiny, na jej środku wznosiła się góra, a na górze szczyt ginął w nisko przepływających chmurach. Dżin wskazał w stronę monumentalnej budowli i powiedział do członków drużyny:

- Oto wiesza Szurumbura. On tu szedzi - pokiwał głową dżin.

- O rany! Jak tam się dostać? - wykrzyknął Alex. Kopalny potarł (w zamyśleniu?) nieogoloną brodę.

- A może by tak z katapulty? - zaproponował nieśmiało.

Reszta popatrzyła z powątpiewaniem w stronę wyniosłej budowli. Wreszcie dżin uśmiechnąwszy się uprzejmie zaproponował:

- A może na latającym dyszanie dżina?

Tę propozycję wszystkie zuchy oprócz trolla Beda, przyjęły z dużą aprobatą. Bed stwierdził, że w jego rodzinie nikt jeszcze nie latał, a on nie chce być pierwszym wariatem w swoim rodzie. Po niezbyt długich nagabywaniach, troll usiadł wreszcie na dywanie i na wszelki wypadek

zamknął oczy i zatkał uszy. Dywan z załogą uniósł się w powietrze i okrążając wieżę na około zaczął wspinać się w górę. Wreszcie gdzieś w połowie wysokości zauważyli duże okno wychodzące na południową stronę świata. Dywan zaparkował natychmiast na wysokości parapetu tego okna i Kopalny ze swoją kompanią wskoczyli do środka.

- Krucafiks! Ale odjazd - powiedział Wiewióriusz, widząc jak bardzo bogato była w środku wystawiona wieża Szurumbura.

- Szkoda czasu. Idziemy szukać tego lumpa - powiedział Alex.

- Dobsze, ja tu na wasz poszekam - powiedział dżin.

- O.K. Idziemy na górę. Trzeba go zlać i kwita - powiedział jak zwykle rezolutnie Kopalny.

Drużyna zaczęła się wspinać po kręconych schodach w górę. Krok za krokiem nastawiając uszu i wytrzeszczając oczy weszli kilka pięter wyżej. Zatrzymali się przed okutymi żelaznymi sztabami podwojami. Druid i Kopalny przyłożyli do nich uszy i zaczęli nasłuchiwać. Z drugiej strony dobiegł ich głos szybko zbliżających się wielu kroków.

- Musimy ich zaskoczyć i zlać - powiedział jakiś skrzekliwy głos z drugiej strony.

Kopalny wskazał palcem w stronę drzwi i powiedział:

- Musimy ich zaskoczyć i zlać.

Drużyna zajęła natychmiast pozycje przy ścianach po obydwu stronach wrót. Drzwi nagle się uchyliły i do sali wkroczył oddział dwunastu goblinów zakutych w zbroje i uzbrojonych po mleczne zęby.

- TERAZ! - krzyknął Kopalny i drużyna rzuciła się do ataku.

Alex zamachnął się straszliwie toporem na jednego z goblinów i trafił w linę podtrzymującą arrasy na ścianie. Tymczasem troll Bed rzucił w nieprzyjacielską grupę ciężką dębową ławą, powalając na ziemię co najmniej sześciu przeciwników. Kopalny trafił swoim mieczem w czerep szefa bandy, zmuszając go tym do przyjęcia pozycji horyzontalnej i rozbijając mu w drobne kawałki hełm. Wiewióriusz wyskoczył na środek komnaty i jednocześnie wykrzykując zaklęcie, wymachiwał w okrutny sposób rękami zupełnie tak, jakby chciał się unieść w powietrze niczym nietoperz. Podcięty przez Alexa arras zwalił się na resztę goblinów i trolla. W czasie gdy z pod arrasu dobiegały głuche odgłosy ciosów, Wiewióriusz skinął różdżką i rzucił zaklęciem w kłębiący się kilim. Efektem tego czaru było wywalenie wraz z framugą drzwi i zerwanie się olbrzymiego żyrandola, który gruchnął w walczących pod arrasem. Z otworu po drzwiach wyszło jeszcze czterech goblinów zataczając się i tratując leżący

na ziemi kilim, z pod którego dało się słyszeć dosadne przekleństwa Beda i reszty. Kaczoramiks wreszcie skończył przygotowania do czaru i skierował w swój kostur w stronę nieprzyjaciół. Z kija niczym z miotacza trysnęła struga ognia obejmująca czterech frajerów. Alex ze starym krasnoludzkim okrzykiem na ustach "Ach żesz ty!" walnął zelówką jednego z goblinów, który próbował wydostać się z pod arrasu. Goblin popatrzył na Alexa i z płaczem powiedział "Szefie! A on się bije!". Alexa rozjuszyło to jeszcze bardziej i kopiąc goblina w wystające kły wycedził przez zaciśnięte zęby "Maminsynek, psia krew". Troll Bed wydobył się wreszcie z pod kilimu i sprytnymi ciosami Joy'a pozawieszał resztę

goblinów na drugim żyrandolu. Kopalny tłukł z zapamiętaniem pomykającego na czworaka w kółko szefa goblinów. Wreszcie gdy żaden przeciwnik nie był w stanie stawiać skutecznego oporu, drużyna pobiegła przez otwór poddrzwiowy. Sadząc wielkimi susami po schodach dopadli do otwartego portalu, a drogę zastąpił im ryczący i przewracający oczami demon. Drużyna stanęła jak wryta.

- I co teraz? - zapytał rezolutnie Kopalny

- Trzeba wydelegować Wiewióriusza. - poradził druid.

- Dlaczego mnie? - zbuntował się Wiewióriusz.

- Zamknij się i do roboty! - wrzasnął Alex wypychając czarnoksiężnika przed front grupy.

Wiewióriusz nie widząc innego wyjścia wzruszył ramionami i zaczął czarować. Demon zauważywszy działania Wiewióriusza zaśmiał się złośliwie.

- Nie masz szans człeczyno! Jestem arcydemonem z szóstego planu. Mogę cię zabić jednym ruchem palca. Lepiej odejdźcie stąd, a daruję wam za tym razem życie. - ryczącym głosem powiedział demon.

Wiewióriusz stanął jak wryty i zaniemówił. Druid zszokowany upuścił swoją laskę, a Alex nerwowo szarpał brodę. Kopalny widząc załamanie się ducha bojowego swojej kompanii próbował ratować sytuację. Nie namyślając się długo zakręcił swoim mieczem nad głową i skoczył na demona ten widząc bohatera uśmiechnął się szeroko szczerząc kły. Niestety nie przewidział sytuacji i miecz Kopalnego wyrżnął go w uśmiech, zęby demona sypnęły po posadzce. Kopalny widząc zniszczenie krzyknął do demona:

- Już czas na "Corega Tabs"! - i poprawił drugi raz po brzuchu.

Demon nie wytrzymał siły ataku i zwalił się z hukiem na podłogę. Troll Bed jakby tylko na to czekał, skoczył na bestię, przygniótł do podłogi i zaczął wykręcać prawy róg.

- Aaaa! Zostaw, to nie twoje! - krzyknął powalony i wyrwał się spod trolla.

Niestety Bed zdążył już uporać się z gwintem i róg trzymał teraz w prawej łapie.

- Dawaj to grubasie, bo cię rozedrę! - wrzasnął jednorogi teraz demon i skoczył w stronę trolla. Bed ze spokojem na pysku rzucił róg za okienko strzelnicze wieży. Demon zawył strasznie i skoczył za swoją własnością, ale niestety okazał się zbyt duży i przez strzelnicę przeszła jedynie głowa. Drużyna pozostawiła szarpiącego się arcydurnia w strzelnicy i wkroczyła do pomieszczenia, w którym zastała dwoje drzwi. Jedne złote, drugie srebrne. Na złotych był wyobrażony nieszczęśnik ze strzelnicy, a na drugich scena z życia smoków. Kopalny stanął pomiędzy nimi i zastanawiał się kiedy ostatni raz napił się piwa, gdyż wcale nie miał zamiaru podejmować decyzji, w którą stronę iść dalej. Wiewióriusz podszedł do niego i powiedział:

- To oczywista sprawa. Szurumbur siedzi za drzwiami....


Piwem I Mieczem cz.7



Kaczoramiks popatrzył na smoczy ornament i mruknął pod nosem coś, co mogło być równie dobrze potwierdzeniem lub zaprzeczeniem. Alex przyjął to za dobrą monetę i rzucił:

- No to idziemy do tego dupka. Szkoda czasu.

Troll nie zastanawiał się dłużej i popchnął drzwi potężną łapą. Drzwi ustąpiły pod jego naporem i drużyna mogła spokojnie wkroczyć do otwartego już pomieszczenia. W powietrzu dało się wyczuć zapach kadzideł i jałowca . Pomieszczenie tonęło w półmroku i widoczność była ograniczona. Lecz mimo zaciemnienia, oczy drużyny wyłowiły z ciemności łoże z baldachimem. Wszyscy jak na komendę skoczyli naraz na "kojko" i z przerażeniem stwierdzili, że jest to bezczelna pułapka zastawiona przez szczwanego czarnoksiężnika. Podłoga pod łożem otworzyła się szeroko i dzielne chłopaki poleciały na zbity pysk w dół.

- Aaaaaaaaaaaa! - wrzasnęła zgodnym chórem spadająca drużyna.

Wiewióriusz klapnął na posadzkę niczym kłoda drzewa, zaraz obok Kaczoramiks wypróbował wytrzymałość swoich zębów na kamiennej posadzce. W moment potem, krótki niczym walnięcie "morgenszternem" w potylicę, zleciał na Wiewióriusza Kopalny, wydając z siebie stęknięcie godne Conana Barbarzyńcy. Alex nadleciał siedząc okrakiem na swoim toporze i grzmotnął w Kopalnego niczym pała w bęben. Kopalny stęknął po raz wtóry. Alex spojrzał w górę i zdążył uskoczyć przed ogromnym cielskiem, które plasnęło niczym gigantyczna żaba na

resztę drużyny. Alex zdążył odskoczyć na bok i wskazując paluchem w stronę kłębowiska ciał powiedział:

- Kurde! To wszystko wa.... - resztę wykładu Alexa została brutalnie przerwana przez trollowego Joy'a, który właśnie spadł na głowę krasnoluda.

Przez krótki moment zaległacisza przerywana jedynie stękaniem powalonych spadochroniarzy. Wreszcie Kopalny doszedł jako tako do siebie i rozejrzał się. Jedyną rzeczą jaką mógł stwierdzić to to, że nic nie widzi.

- O w morde, ale ciemnica! Zupełnie jak w piwnicy u Naczelnego! - Wiewióriusz zapalił magiczne światło na swojej lasce i sala rozwidniła się na tyle, aby cokolwiek zobaczyć. Sala, w której się zdesantowali, była kwadratowa, na oko pięć na pięć metrów, a w górę tak wysoko, że nie widać było sufitu w ciemnościach. Na jednej ze ścian zauważyli przejście zamknięte żelazną kratą i Kaczoramiks zadecydował.

- Coś mi się zdaje, że nie ma stąd innego wyjścia. Bed czy mógłbyś otworzyć to coś? - i wskazał na kratę. Troll bez zbędnych słów złapał się za pręty i szarpnął z całej siły stękając przy tym srogo. Szarpał do siebie około pięciu minut i wreszcie usiadł na ziemi dysząc niczym lokomotywa. Wiewióriusz podszedł do kraty i pchnął ją lekko, a ona cichutko piszcząc zawiasami otworzyła się na oścież,

- Trzeba mieć tu - powiedział wskazując na głowę - a nie tu - dodał pokazując na biceps.

Troll zgrzytnął zębami. Gdy czarnoksiężnik odwrócił się, aby przejść przez drzwi, troll grzmotnął go w głowę swoją maczugą. Następnie pochylił się nad leżącym i powiedział:

- Trza miać tuta - wskazał na biceps - a tuta trza miać hełm.

Druid wskoczył pomiędzy nich i wrzasnął:

- Dobra! Kurde balans, spoko spoko! Starczy!

Troll Bed spojrzał na niego i warknął.

- Starczy to jest uwiąd, kurde balans - rzucił Kopalny i ryknął śmiechem klepiąc się po udach. Wiewióriusz podniósł się z posadzki, spojrzał w górę i powiedział.

- Uważajta chłopy, bo tu jest niski strop.

Po czym wyczołgał się z komnaty na czworaka. W chwilę po tym dało się słyszeć jego przerażony krzyk. Cała drużyna wybiegła za nim z pomieszczenia i zawtórowała mu swoimi głosami również krzyczeć ze strachu. Korytarzem w ich stronę maszerował oddział kościotrupów. Wszystkie były uzbrojone w kości piszczelowe, noże i krótkie miecze. Pierwszy przestał krzyczeć troll Bed, ryknął niczym niedźwiedź, któremu zabrali baryłkę z miodem i skoczył w ich stronę wywijając swoją ogromniastą maczugą. Wyglądał niczym wiatrak. Gdy tylko dopadł wroga, odrazu pięciu z nich wkleił w ścianę, a następnie dwóch wysłał na wycieczkę lotniczą w dal korytarza. Drużyna podbudowana tym zwycięstwem, rzuciła się do prania kostuchów.

- Kiepski dowcip, udają martwych!

Wrzasnął Alex waląc toporem na prawo i lewo, aż sypały się w koło gnaty. Wiewióriusz słał co chwila błyskawice, za każdym razem powtarzając zaklęcie

- Palulu, gamoniu!

- Palulu, gamoniu!

W czasie kiedy jegio pociski spopielały kościotrupy, druid rzucał w szkielety czarem "OSTEOPOROZA", likwidując nim co chwila jednego z nich. Kopalny w tym czasie wsadził palce w oczodoły nacierającemu na niego szkieletowi, Alex pracowicie trzaskał czerepy, a troll wykonywał czysto baseballowe uderzenia.

- Kurde, ale się głupio uśmiechają! - zauważył rezolutnie Kopalny i gwizdnął najbliższego w żuchwę, aż ta znalazła się na jego plecach.

- Te ażurowy! Trzymaj! - krzyknął Alex rzucając w kościotrupa 25 - kilogramowym kamyczkiem. Kościotrup złapał i tyle go widzieli. Dwa szkielety skoczyły równocześnie na Kopalnego ten potknął się i poleciał na ziemię powalając tym trzech innych. Dwóch skaczących zderzyło się czaszkami i potoczyli się w dwie różne strony straszliwie grzechocząc gnatami o posadzkę. W tym momencie Beda opadło kilkunastu szkieletów i zawiśli na nim niczym kiść winogron. Reszta kościotrupów atakowała ze zmiennym szczęściem Kopalnego i Alexa. Alex stękając okrutnie zadawał zamaszyste ciosy w czerep jednego z wrogów, a ten za każdym ciosem robił się coraz niższy. Kopalny poszczerbił już

sobie miecz na gnatach przeciwników, ale mimo to nie zwalniał w zadawaniu ciosów z góry, z boku i na odlew. Po kilku minutach ostrego starcia, w którym żadna ze stron nie dawała pardonu, grupa Kopalnego ruszyła dalej szerokim korytarzem pozostawiając za sobą

pobojowisko zasłane stertą gnatów. Nie wiedząc, co robić dalej, poszli najszerszym tunelem w celu znalezienia wyjścia na wyższy poziom lochów lub do wieży Szurumbura. Korytarz wiele razy rozdzielał się i skręcał, minęli wiele razy schody, które prowadziły raz w górę raz

w dół. Kiedy wszyscy już mieli dosyć i przestali wierzyć w możliwość wydostania się z tej opresji, Wiewióriusz zauważył sączące się przez szparę w niedomkniętych drzwiach światło.

- Panowie! Widzę światło, o tam!

- Trzeba to koniecznie zbadać.

Powiedział druid. Drużyna podeszła do drzwi i bacznie obserwowała je w świetle pochodni. Drzwi jak drzwi, nic nadzwyczajnego w nich nie było, ale ciekawość jest ciekawością. Kopalny podszedł bliżej i zaczął nasłuchiwać odgłosów dobiegających z drugiej strony. A odgłosy wydawały się bardzo dziwne. Kopalny usłyszał jak ktoś mocno stęka i sapie. Na jego twarzy ukazał się grymas zdziwienia, po czym szepnął w stronę Kaczoramiksa.

- Kurde. Tam ktoś strasznie się siłuje.

- Sprawdźmy to - zadecydował druid i Kopalny ostrożnie uchylił drzwi.

Chłopaki zajrzeli do pomieszczenia i ich oczom ukazał się okazały minotaur, koleś liczył sobie bez rogów około dwa i pół metra. Człowiek - byk próbował odrzucić olbrzymi kamień, który zawalał wejście na przeciwległej ścianie. Chłopakom opadły szczeny i stanęły włosy dęba. Pan minotaur, usłyszawszy drużynę ryknął okrutnicko. Grupie, przez momencik króciutki niczym cios Janosikowej ciupagi, zamarła krew w żyłach i zaczęła biec w odwrotnym kierunku. Minotaur dobył zza pasa obosieczny topór i z okrzykiem ruszył na naszych bohaterów. Jak zwykle pierwszy opanował się troll Bed. Spotkanie dwóch kolosów odbyło się na środku komnaty, a odgłos zderzenia przypominał jazgot zderzających się głazów. Chłopaki otrząsnęli się z zaskoczenia.

- Biją naszych! - wrzasnął Wiewióriusz.

Drużyna rzuciła się jak jeden mąż na odsiecz przyjacielowi. Gdy chłopaki podążali w stronę środka sali, Bed podążał lecąc w powietrzu na ich spotkanie. Dzielne zakapiory niczym szarańcza opadli minotaura i zaczęli bez wstępnych ceregieli okładać go razami. Człowiek - byk popatrzył ze zdziwieniem na oblegający go tłumek zastanawiając się czy pieprznąć od razu, czy poczekać. Tymczasem drużyna a przede wszystkim najdzielniejszy jej członek (!), czyli Wiewióriusz Bezlitosny, zabrał się za czarowanie. Wkrótce w zamyślonego minotaura poleciał potężny czar zwany wśród czarnoksiężników "swędzącą stopą". Niestety, Wiewióriusz nie wiedział, bo i nie mógł o tym wiedzieć, że gatunek minotaurów począwszy od okresu prahistorii aż do obecnych czasów jest i był wyposażony przez naturę w pewną zdolność znaną jako odwracanie czarów.

- Hłe, hłe, hłe! - dobiegł wszystkich histeryczny śmiech czarnoksiężnika leżącego na ziemi i wierzgającego bez opamiętania nogami.

Tymczasem minotaur jednym zamachem uprzątnął środek komnaty z wyma"PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP"ących rękami wariatów i poukładał ich pod ścianą. Tymczasem

do sali wrócił rozwścieczony troll.

- Rogi mu wyhwe! - wrzasnął i skoczył na wroga w wiadomym celu. Zanim drużyna pozbierała się do kupy (wiadomo, że kupa brzydko pachnie i nikt jej nie rusza), pan minotaur i trzymający go krzepko za rogi troll Bed zdążyli wykonać skromną demolkę w pomieszczeniu objętym zaciętą walką. Kopalny podniósł z ziemi ciężki kamień i cisnął w nim potwora. Druid Kaczoramiks uniósł w górę kostur i zaczął krzyczeć zaklęcie. Alex

zataczając swoim toporem koła ruszył do desperackiego ataku. Kamień ciśnięty przez Kopalnego z chirurgiczną precyzją trafił druida w czoło pozbawiając go świadomości i resztek zapału bojowego. Minotaur próbował przerzucić przez rogi Beda, a Wiewióriusz zwijał się ze śmiechu. Gdy Alex dotarł do przeciwnika świszcząc toporem, Kopalny był już o dwa kroki od byko - człeka i wykonywał straszliwie okrutny zamach swoim mieczem. Druid leżał cichutko na ziemi i modlił się do swoich bogów. Troll Bed jedną łapą trzymał minotaura za róg, a drugą walił pomiędzy rogi ile wlezie. Alex z okrzykiem bojowym na ustach runął na minotaura, a impet jego ciosu wytrącił kolosa z równowagi. Na szczęście

pewny chwyt trolla Beda, który trzymał minotaura za róg wybronił go od upadku. Bed sięgnął wreszcie leżącą na ziemi swoją maczugę i wrzeszcząc na cały głos "Wyhwe mu róg i wyrżnę w rzyć! " trzasnął nią człeko - byka w głowę. Minotaur wstrząsnął głową, a maczuga rozsypała się po komnacie niczym rozerwana torebka cukierków. Druid podniósł się wreszcie z ziemi i nieprzytomnym głosem zapytał.

- Kto zgasił światło?

Odpowiedziały mu odgłosy walki. Jazgot, jaki robił troll do spółki z minotaurem, niósł się daleko po podziemnych korytarzach wieży Szurumbura. Gdy wydawało się już, że minotaur jest nie do pokonania, Kopalny resztkami swoich sił i bohaterstwa zdobył się jeszcze raz na

odwagę i ruszył do ostatecznego ataku. Z zawziętą miną runął naprzód niczym sam bóg wojny i zdzielił byko - człeka lewym sierpowym. Minotaurowi rozjechały się nagle nogi, a oczka z koloru czerwonego przybrały barwę mętnego piwska bez piany. Kopalny i reszta

odskoczyli przed walącym się ciałem, które wyciągnęło się jak pusty worek po ziemniakach w sortowni warzyw w Aninie pod Warszawą. Troll natychmiast dotrzymał słowa. Kiedy drużyna bardziej lub mniej stękając wydostawała się z komnaty przez otwór odwalony przez

człowieka - byka, w sali pozostało leżące nieprzytomne ciało ze sterczącym z rzyci rogiem. Po niedługim czasie dzielni wojownicy doszli do siebie i raźno (?) posuwali się do przodu, aby znaleźć drogę do znienawidzonego Szurumbura. Na czele ekipy z zabandażowaną głową szedł Kaczoramiks, tuż za nim głupawo uśmiechnięty troll, zaś pochód zamykali Kopalny z Alexem, niosąc zaśmiewającego się do rozpuku czarnoksiężnika. Czas mijał, a oni posuwali się naprzód. Wierwióriuszowi tymczasem przeszedł atak szalonego śmiechu, a druid zaczął iść w miarę prosto. Wkrótce dotarli do schodów prowadzących w górę, a uszu Kaczoramiksa dobiegł odgłos zbliżających się gdzieś z góry wielu kroków. Druid poinformował o tym drużynę i wszyscy po cichu na radzali się, co robić. Czy od razu uciekać (jak najszybciej - propozycja Kopalnego), czy poczekać w ukryciu na tych palancików, co się tu snują.




Piwem I Mieczem cz.8



Drużyna ukryła się sprawnie i szybko, gdzie tylko kto mógł. Delikwenci z pięterka nie dali na siebie długo czekać i wkrótce nasi odważni i niesamowicie waleczni (?) awanturnicy mogli dostrzec schodzące z góry postacie . Nadciągające postacie wyglądały pokracznie: masywne, przygarbione ciała o długich ramionach, przyduże głowy i szpiczaste uszy. Jeszcze ich nie było dobrze widać, ale dało się słyszeć odgłosy wydawane przez nietrocinowane zbroje i pobrzękiwanie mieczy. Nasi artyści wytrzeszczali w ciemności oczy, aby dostrzec z kim będą mieli przyjemność. Druid Kaczoramiks przygotowywał stare druidyczne zaklęcie, zwane w pewnych kręgach "Sinym Noskiem". Troll ujął w swoją potężną łapę ogromny kamień, Wiewióriusz Bezlitosny przygotowywał swoją różdżkę do czaru "Przekleństwo Lodu", a Kopalny i Alex dobywszy broni trzęśli się nerwowo. Gdy pierwsi ze schodzących orków jaskiniowych znaleźli się na poziomie podłogi, Wiewióriusz rzucił czar na podłogę sali, Kopalny wyskoczył z ukrycia i krzyknął:

- Na pohybel psubratom!

Kaczoramiks posłał "Siny Nosek" prosto we wrogów. Pierwszy z orków skoczył do przodu, wyrżnął podbródkiem w posadzkę, która, nie wiedzieć dlaczego, straciła jakiekolwiek tarcie i sypnął dokoła swoim rynsztunkiem, a gdy tylko próbował się podnieść, poczuł się niezmiernie wesoło i całkowicie pijany. W żadnym wypadku nie pomagało mu to w podnoszeniu się ze śliskiej i nie dającej żadnego wsparcia podłogi. Troll nie certoląc się zbytnio machnął ręką i posłał kamień w tłum wrogich istot. Pocisk pozbawił pierwszego z orków znacznej części przednich zębów i zmiótł trzech innych ze schodów. Rozpętała się zaciekła bitwa. Kopalny z dzikim wrzaskiem wywijając swoim mieczem i przewracając

oczami rzucił się do walki. Orkowie zataczając się i czekając co siedem i pół sekundy próbowali stawiać opór, lecz zdeterminowana postawa nacierających pozbawiła ich wszelkich złudzeń. Już po kilku minutach walka zamieniła się w pojedyncze pościgi i pojedynki. Powalony wódz orków leżał na wznak śmiejąc się baranim głosem, aż mu się trząsł pędzel zrobiony z nosa, a reszta jego kamratów rozbiegła się w różnych kierunkach, o ile pozwalał im na to stan upojenia alkoholowego. W końcu nad polem walki zapanowała głucha cisza. Drużyna rozglądała się w około w poszukiwaniu łupów. Troll zaopiekował się potężnym młotem wojennym porzuconym przez jednego z herosów orkowych, Wiewióriusz zagarnął księgę z plecaka wodza, druid poszukiwał szczególnych przedmiotów, a Alex zbierał... podatki. Zwinność w prowadzeniu tych zajęć pozwoliła im szybko ruszyć dalej przez korytarze lochów wieży Szurumbura. W miarę jak mijały kolejne godziny przebierania nogami, nasza dzielna i waleczna ekipa traciła nadzieję na wydostanie się z opresji. Najbardziej przygnębiony był Kopalny.

- Psiakrew! Po jaką cholerę kłóciłem się z tym skrzatem leśnym. Teraz do końca życia muszę być kretem.

- Nie zrzędź Kopalny, nie zrzędź kurdebalans - Wiewióriusz próbował go pocieszyć jak tylko umiał.

Kaczoramiks szedł na samym końcu ze zwieszoną głową. Troll z Alexem rozglądali się ciekawie po podziemnych korytarzach, jakby byli na wycieczce z "Orbisem", a Kopalny powłóczył nogami co rusz dodając swoje podnoszące na duchu komentarze. W taki oto sposób drużyna dotarła do miejsca gdzie z podłoża prosto w górę pięły się schody wycięte w szarym kamieniu. Pierwszy zauważył je Kopalny, gdy wyrżnął w nie spuszczoną na pierś głową. TRACH!

- Ajajaj! A to co? Chłopaki patrzcie na moją głowę... E! To znaczy spójrzcie tu, jakieś schody w górę!

Reszta drużyny podbiegła we wskazane miejsce i oniemiała z zachwytu. Oznakom radości nie było końca. Kiedy wreszcie wszyscy ochłonęli postanowili ruszyć natychmiast schodami w górę, aby jak najszybciej wydostać się z podziemi. Nawet troll Bed był za tym, chociaż bardzo lubił lochy i jaskinie. Bez zbędnych ceregieli kompania podrałowała w górę. Już po chwili dotarli do sali wykonanej z ledwo ociosanych kamieni. Jej wnętrze było prosto wyposażone w dwie ławy, stół i pęk kluczy wiszący przy drzwiach, którymi właśnie weszli. Z sali było jeszcze jedno wyjście, zamknięte żelaznymi podwojami mocno osadzonymi w ścianie. Drużyna zatrzymała się by chwilkę odsapnąć i złapać oddech. Alex z Kopalnym oglądali drzwi zamykające im drogę.
__________________
Janek jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-01-2004, 17:57   #1336
Janek
General
 
Zarejestrowany: 20 Jan 2004
Miasto: Warszawa
Wiadomości: 2674
Domyślnie

- Kiedyś widziałem takie same w naszym magazynie celnym.

Alex drapał się w zmierzwioną brodę. Kopalny drapiąc się w nieogolony podbródek zapytał nieśmiało:

- Słuchaj Alex, a może by tak taranem?

Alex popatrzył na drzwi i na Kopalnego, po czym w jego oczach zapaliły się iskierki litości.

- Idź zobacz co robi Bed, może właśnie przypadkiem wystrugał taran ze swojego Joya.

Kopalny spojrzał na Alexa ze zdziwieniem i ponownie podrapał się w nieogolony podbródek.

Po półgodzinnych zmaganiach Alexa i Kopalnego z zamkiem drzwi, dzielne chłopaki otworzyły drzwi na oścież. Z gardeł drużyny dobiegł pomruk zadowolenia. Za drzwiami stało wiele dziwnych urządzeń. Cała sala wypełniona była łańcuchami, kołami zębatymi, na środku stał pień z wbitym weń toporem, a pod jedną ze ścian znajdowało się łoże najeżone kolcami i ostrzami, łańcuchami przytwierdzonymi do kół znajdującymi się u nóg i wezgłowia oraz wiszącymi z kół ciężarami. Kopalny z Alexem i trollem wdali się w dyskusję na temat kto tu może mieszkać.

- Dla mnie to tylko jakowyś waryjat po dobroci by legł na to łoże - Alex wydał się być zafrasowany.

- Nie mnam ho to byt, ala ja mnam ho to nycz dobrego - Troll Bed omijał na wszelki wypadek łoże z dala.

- Pamiętam, kiedyś widziałem coś podobnego w telewizji, ale ten co na nim spał, to nie kładł się po dobroci ani po złości, tylko siłą go przywiązali i tyle go widzieli. O ile dobrze pamiętam to ten facet był straszliwym rozbójnikiem i nie chciał powiedzieć tamtym, gdzie

ukrył swój skarb. Wtedy jeden z nich powiedział "ja z nim wasza prześwietość zatańcuję", no i zabrali go do lochów, ale nikt z nim nie tańczył, tylko jak uruchomili to łoże, to on przecudnie jodłował. A tamci zaraz za...

- Zamknij się wreszcie! Głupi jesteś, na niczym się nie znasz i jeszcze mnie wkurzasz tymi swoimi opowieściami - Alex zacisnął pięści. Kaczoramiks z resztą rozglądał się po komnacie. W tej właśnie chwili w jednej ze ścian otworzyło się tajne przejście i do sali wszedł osiłek o bardzo niskim czole i małych świńskich oczkach. Zaskoczenie było obopólne. Pierwszy jak zwykle opanował się troll Bed, nie przykładający zbyt wielkiej uwagi do przemyślenia swoich działań. Po krótkiej akcji "komandosa" pięść wielka niczym bochen chleba wylądowała z głuchym plaśnięciem na niewysokim czole osiłka, wysyłając go w niebyt. Troll skwitował to krótko.

- I po khyku!

Mimo obaw drużyny z tajnego przejścia nikt więcej nie wychynął. Alex pochylił się nad bezwładnym ciałem.

- O kurde! Bed przestawiłeś mu siódmą klepkę na miejsce piątej!

- E tam, to nic groźnego, on i tak wyglądał na niespełna rozumu - skwitował to Wiewióriusz.

Druid położył dłoń nan czole powalonego i zmarszczył brwi.

- Wyżyje, tylko trochę go popieściło.

- To mohe jescho ras ho chlasnąty? - zapytał troll.

- Nie nie, już wystarczy. Może czegoś się od niego dowiemy.

Bed patrzył na osiłka bez aprobaty i głaskał swój młot wojenny. Tymczasem osiłek zaczął dawać pierwsze oznaki życia głośno jęcząc. Wiewióriusz pochylił się nad leżącym i spojrzał mu hipnotycznie w oczy.

- Jesteś w mojej mocy, jesteś w mojej mocy. Masz mnie słuchać i być mi posłusznym. A teraz wstań i powiedz nam jak się nazywasz - głos czarnoksiężnika nie znosił sprzeciwu.

Osiłek powstał natychmiast i sennym głosem odpowiedział:

- Ja jezdem Hrebor, Szurumbur zrobił mnie swoim katem i zarządcą lochów.

- Czy znasz drogę na górę?

- Tak.

- Dokąd ona prowadzi?

- Do sali dla jeńców Szurumbura.

- Prowadź zatem ino migiem!

Osiłek na rozkaz Wiewióriusza posłusznie ruszył w kierunku przejścia w ścianie. Drużyna zgodnie ruszyła za nim i tylko Bed patrzył z wielką podejrzliwością na Szurumburowego sługę. Po krętych schodach i korytarzach, wielokrotnie zmieniając kierunek marszu dotarli wreszcie przed drzwi okute żelaznymi sztabami. W tym miejscu osiłek zatrzymał się.

- Jesteśmy na miejscu.

- Otwieraj! - powiedział Wiewióriusz.

- Tak, ale...

- Otwieraj

Osiłek wyjął z za pazuchy pęk kluczy i jednym z nich otworzył drzwi po czym pchnął je, a one uchyliły się na oścież. Ze środka popatrzyły na drużynę ledwo widoczne spod okapów hełmów oczy strażników. Wiewióriusz oniemiał, a Kopalny nie tracąc inicjatywy zapytał, jak zwykle rezolutnie:

- Dzień dobry. Czy zastałem Jolę?

Kiedy stanowiącym straż koboldom opadły szczęki Troll rzucił się do przodu i korzystając z zaskoczenia zaatakował. Jego młot wojenny zatoczył szeroki łuk i pozbawiwszy dwóch wartowników wszystkich zębów powalił ich na ziemię. Troll z czułością pocałował swoją nową broń.

- Tehas ty jzdeś Joy.

Czarnoksiężnik rzucił nowopoznanym z księgi zrabowanej wodzowi orków czarem "Bączek". Rozległo się początkowo ciche, potem coraz głośniejsze brzęczenie, gdy koboldy zaczęły wirować, sypiąc na wszystkie strony słabiej umocowanymi częściami zbroi i bronią trzymaną w rękach. Obezwładnienie i powiązanie wściekle wirujących wokół własnej osi wartowników było kwestią chwili. Kopalny poklepał zahipnotyzowanego osiłka po plecach.

- Teraz weź tych panów do siebie na dół i wyciągnij z nich, ile to jest 234156799 do potęgi siedemnastej. Na odpowiedź mają 15 sekund. Pamiętaj, nie miej dla nich litości.

Osiłek złapał nogi dwóch najbliższych i pociągnął ich w dół po schodach. Teraz drużyna mogła spokojnie rozejrzeć się po sali. Okazało się, że były tam zakratowane drzwi, a za nimi kilka mocno obdartych postaci. Kopalny podszedł bliżej, stanął w butnej pozie i odezwał się z godną podziwu odwagą:

- E, wy tam, obdartusy cuchnące. Kim u diabła jesteście? Odpowiadajcie mi zaraz, bo skóry wygarbuję płazem!

Jedna z wynędzniałych postaci zza kraty podniosła się.

- Panie, litości! Jesteśmy więźniami Szurumbura, uwolnij nas, a będziemy służyli ci wiernie.

Kopalny popatrzył na więźnia.

- A wiesz ty jak stąd się wydostać na górę?

- Znam drogę i chętnie ją pokażę.

- A ilu was tam jest?

- Niewielu, pięciu.

Już po jakiejś godzince drużyna pięła się po schodach w towarzystwie pięciu byłych więźniów Szurumbura. Schody wyprowadziły ich do znanej już wcześniej sali z oknem, w którym szarpał się bezowocnie demon z wykręconym rogiem. Troll od niechcenia klepnął go w miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Druid odwrócił się do byłych więźniów.

- Słuchajcie, przypilnujcie tego ptaszka aż my wrócimy, a jakby się rzucał to palnijcie go kilka razy dla rozumu.

Dalej poszli już sami. W sali z parą drzwi ponownie weszli w srebrne, tym razem jednak bardzo ostrożnie i rozważnie stawiając każdy krok.

- No to tehas my mu - powiedział troll zbliżając się do przeciwległej ściany w której zauważył kolejne drzwi. Drużyna skradała się za nim niczym koty. Bed powolutku otworzył podejrzane podwoje i zajrzał do środka. Wewnątrz stało wielkie inkrustowane biurko i olbrzymi fotel ustawiony tyłem do drzwi. W fotelu ktoś siedział. Troll i reszta kompanii, stawiając kroki cichutko niczym szpiedzy z krainy deszczowców zbliżyli się ostrożnie do fotela. Bed mocniej ścisnął swój młot i popatrzył na druida. Kaczoramiks pokiwał głową i wielka pięść niczym pocisk nuklearny wylądowała na poruszającym się czerepie. Głuchy łomot padającego ciała oznajmił zwycięstwo. Druid i Wiewióriusz popatrzyli na leżącego.

- To na pewno Szurumbur?

- Na sto procent - odpowiedział Kaczoramiks wiążąc ciało sznurem i zaklęciami.

Wnet uporawszy się się z tą robotą zaczęli przetrząsać cal po calu pomieszczenie w poszukiwaniu łupów. Wiewióriusz z radością znalazł wielką księgę zaklęć Szurumbura. Druid odkrył kryształową kulę magiczną. Alex znalazł szkatułkę z kosztownościami, a Kopalny dobrał się do małego dzbanuszka, w którym odkrył piwo. Gdy wszyscy załatwili swoje sprawy, zniesiono ogłuszonego na dół gdzie oczekiwała piątka uwolnionych. Ci na widok usztywnionego gościa stwierdzili, że na pewno jest to sam mistrz Szurumbur i należy go załatwić, aby nie mógł już więcej szkodzić. Po krótkiej naradzie w komnacie pozostało pięciu dotkliwie pobitych byłych więźniów, zaś drużyna leciała na południe w kierunku lasu elfów na dywanie latającym Dżina. Pojawił się właśnie nowy problem - czy oddać od razu czarodzieja Szurumbura w ręce elfów, czy samemu go jeszcze przedtem przepytać.



Piwem I Mieczem cz.9



- Zatem postanowione: najpierw drania na tortury, a potem jak coś z niego zostanie to do elfów. - powiedział Alex i pogłaskał swoją wielgachną brodę.

Druid zaraz dorzucił:

- Dobra zatem do roboty! Dżin, ląduj na tej polance i przepytujemy pacjenta.

Dżin wedle życzenia swoich nowych przyjaciół skierował dywan w dół ku polance leśnej. Tam wylądował pośród drzew i zaparkował na samym środku. Szurumbur został bezceremonialnie ściągnięty za resztkę włosów na ziemię przez Beda. Alex pochylił się nad wielkim Czaenoksiężnikiem z upiornym uśmiechem godnym hrabiego Żlebosława Niestarzyckiego.

- No misiu kolorowy, a teraz (tu polizał ostrze swojego toporka) odpowiesz nam okruszku na kilka pytanek.

- Po ile punktów? - zapytał Szurumbur ze złośliwym uśmieszkiem.

Bed zbliżył swój nieokrzesany pysk do twarzy jeńca i wygłosił jedną z najbardziej konkretnych i ostrzegawczych kwestii, jakie udało mu się w ciągu jego życia wygłosić:

- Hę! ?! - po czym podrapał się swoim orężem po głowie. Tu złośliwy uśmieszek zniknął.

- O kurza stopa! Słuchaj troll, ja nie wiem czemu ty taki nerwowy? No przecież ja wam powiem wszystko co tylko wiem! Aj! Daj spokój! Zabieraj ode mnie te swoje brudne łapy! Aaaaaaa! Puszczaj! O wielki Aseratagorze! Ratuuuuuuuunku! Zabierzcie ode mnie tego idiotę! ! No co ty trollu, ja tak nie powiedziałem. .. to znaczy ja tak nie myślałem, że ty jesteś i... to znaczy ja. .. Aaaaaaaaaaa! O wielki Aseretagorze, ratuj mnie z łap tego zbója! Ja? Ja wcale nie powiedziałem że jesteś zbój. .. eeaaaaauuuuuajajajaj! Powiem! Powiem! Wszystko powiem jak na świętej spowiedzi! Przysięgaaaaaaaaaaa. .. !

- Dobra Bed wystarczy, bo umrze ze śmiechu. Przestań go łaskotać. - Wiewióriusz wydawał się być zakłopotany stanem zdrowia Szurumbura. Bed bez entuzjazmu puścił bosą stopę czarnoksiężnika i odrzucił zbędne już pióro. Szurumbur łapał oddech.

- No i co, świński ogonie? Po co ci to było? - Alex okazywał swoją wyższość nad wykończonym Szurumburem. Czarnoksiężnik ciężko oddychając patrzył z przerażeniem na trolla.

- No do. . dobra. Co ch. .. ch. .. chcecie. .. wie. .. dzieć? - powiedział Szurumbur łapiąc z trudem powietrze.

- Gdzie jest smok skurczybyku! - nie wytrzymał Kopalny.

- E, tego? No jak wam to powiedzieć? Właściwie to trudno powiedzieć. On właściwie to może być prawie wszędzie, ale najczęściej to on bywa na Szczycie Tajności, ale. ..

- Nie fanzol tymitumie, tam bydlaka nie ma i w Jarze Połamszkitki też go nie ma. Jak nie zaczniesz gadać, to ci Bed łeb ukręci! - Alexa poniosły nerwy. Szurumbur skulił się jeszcze bardziej.

- Ale ja właśnie chcę powiedzieć, że on teraz przeniósł się na południe na moczary i tam się zasadził! - Szurumbur prawie się rozpłakał. Bed zdjęty uczuciem litości poklepał go po plecach najdelikatniej jak umiał.

- No! Tylo mnie ty tu nie smahkaj.

Wiewióriusz pokręcił głową.

- No kurdebalans, na bagnisko? Że też chce mu się rzyć tam moczyć.

- Tamuj ludziska nie zachodzą i on tam bezpieczny się czuje - wyjaśnił Szurumbur Wiewióriuszowi.

Druid zaczął zastanawiać się nad problemem. Alex tymczasem oglądał swoje buty zastanawiając się, czy wytrzymają one w tak ekstremalnych warunkach. Bed głaszcząc swój młot wojenny uśmiechał się na samą myśl o trzęsawisku, nareszcie będzie mógł zażyć kąpieli błotnej . Kopalny zawzięcie myślał o jakimś podstępie, który mógłby opóźnić wymarsz na taki nieprzyjazny teren.

- Słuchajcie chłopaki, musimy zrobić zaopatrzenie na drogę i w związku z tym chciałem oświadczyć, że na bagnisko bez antałka piwa nie ruszam - oświadczył wszystkim nasz bohater. Drużyna popatrzyła się na niego ważać te słowa. Alex wreszcie poparł swojego przedmówcę.

- Ma chłop rację. Nie ma co bo bagniskach tyłka obijać bez odpowiedniego zaopatrzenia.

- W porządku, ale oddajmy tego drania Szurumbura leśnym elfom. Potem udamy się do Wąpierska po furaż - zaproponował Kaczoramiks.

Wszyscy zgodzili się na tę propozycję. Szybko i sprawnie załadowali się na dywan Dżina i wkrótce znaleźli się na polance z rozwalonym domkiem elfa. Natychmiast otoczył ich tłumek oburzonych i poirytowanych postaci elfów uzbrojonych w łuki.

- Patrzcie, są skurczybyki!

- Tak tak, a ten grubas pobił naszego czarodzieja.

- I domek rozwalił!

- A tak wogóle o ich na pal! !

- Łobuzy! Bandyci! Łajdaki!

Groźny tłum ruszył w kierunku naszych bohaterów potrząsając bronią.

- W morde ich i nożem! - rzucił ktoś z ciżby.

- Hej! Stójcie szanowni elfowie! Mamy dla was wieści! - Kaczoramiks próbował uspokoić rozwydrzonych elfów.

Z tłumu padła odpowiedź :

-. .. i nożem!

Kaczoramiks zaklął pod nosem, a Kopalny zezłościł się i krzyknął swoim dźwięcznym głosem.

- Kurdebalans! A żesz wasza targana w te i nazad krowim ogonem. Co wy sobie, kurza stopa, myślita, że nas bohaterów to można tak sobie w tego no i nożem! Szurumbura pokonaliśmy to i z wami sobie damy radę! No chodź tu który! Co straszysko was zemdliło! ?! - Kopalny stał na szeroko rozstawionych nogach, trzymając oburącz swój wielki miecz i groźnym spojrzeniem mierzył tłum.

Elfy zatrzymały się i zaczęły spoglądać po sobie. Dało się słyszeć dyskusje.

- Oni pokonali Szurumbura!

- E tam! Blefują.

- Gadają przecież.

-. .. i nożem.

- Posłać po mistrza!

-. .. i nożem!

Drużyna zebrała się w kupę (wiadomo, kupa brzydko pachnie i nikt jej nie ruszy) i zaczęli się naradzać.

- Zabijma ich - zaproponował troll.

- Zamknij się! Głupi jesteś! - zaoponował Alex.

- Podpalimy im ten las i w nogi. - zaproponował Wiewióriusz.

- Zamknij się! Głupi jesteś! - zaoponował Alex.

- A może ich zaczarować i posłać do diabła - zaproponował druid.

- Zamknij się! Głupi jesteś! - zaoponował Alex. - Lepiej ukręćmy łeb Szurumburowi i spadajmy stąd.

- Zamknij się! Głupi jesteś! - zaoponowała reszta drużyny.

- Sufajte, a możno pokaza Szurumbura, co? - zaproponował dżin.

Drużyna poparzyła na dżina z niemym podziwem, a Kaczoramiks zapiał z zachwytu:

- Geniuszu! Pokazać zaraz elfom Szurumbura! - Alex natychmiast złapał czarnoksiężnika za kołnierz i wypchnął przed zaskoczone elfy. Z ciżby dało się słyszeć złowrogi okrzyk:

- W morde go i nożem!

Nagle wokół Szurumbura zakotłowało się jak w ulu. Z ponad tłumu unosiły się zaciśnięte pięści i opadały z trzaskiem na głowę czarnoksiężnika. Jednocześnie ktoś z ciżby próbował zaproponować:

- W morde go i nożem!

Drużyna postanowiła wycofać się po angielsku i oddalić się z miejsca linczu. Latający dywan Dżina uniósł ich ponad drzewa, a z polany dało się słyszeć odgłos bijatyki i okrzyki. W krótkim czasie drużyna wylądowała na placu przed karczmą w Wąpiersku, pożegnała się z dżinem, który obiecał czekać na nich na granicy moczarów i od razu raźno wtargnęła do zajazdu. Od samego wejścia chór zawołał:

- Karczmarzu piwa! - a następnie wszyscy zajęli miejsca przy kontuarze rozpychając się łokciami, gdyż o tej porze było "Pod Upiorem" tłoczno. Gdy chłopaki zostali zaopatrzeni w piwo i słone paluszki, drzwi od tawern otworzyły się z trzaskiem i wszedł do środka Emiliusz Trzask Pierwszy i Ostatni w towarzystwie swoich wojów: sir Haszaka i sir Gawronka. Kasztelan Emiliusz podparł się pod boki i zawadiacko uśmiechnął:

- No i co? Rycerzu? Tyleś mi naopowiadał o swoich czynach, a teraz za smokiem już czwarty tydzień się uganiasz i dopaść go nie możesz.

Emiliusz mierzył Kopalnego wielkopańskim spojrzeniem. Kopalny wybałuszył ze zdziwienia oczy i o mało nie zakrztusił się piwem. Szybko przetarł oczy, lecz niestety kasztelan okazał się być prawdziwy i nadal stał tam gdzie stał.

- O kurdebalans! Chłopaki ale wpadka!

Emilius popatrzył po drużynie i powiedział głębokim i spokojnym głosem:

- No to skoro nie możesz dać sobie rady z tym problemem sam, to ja i moi woje pomożemy.

- No ale. .. w zasadzie. .. to my. .. jak by tu. .. no tego, właśnie go znaleźliśmy i idziemy go zlać - Kopalny zaczął się zupełnie niepotrzebnie tłumaczyć.

- To wspaniale że go znalazłeś, teraz razem załatwimy tego gada - Emiliusz nie przestawał się uśmiechać.

- Wahnąć go? - zaptał bezpośrednio Bed.

- Głupi czy jak? - zastanawiał się na głos Alex.

- Ach! To wspaniale, że będziem mieli zaszczyt polować z samym kasztelanem - wtrącił się Wiewióriusz.

- Na stado wściekłych lisów! Jeszcze trzech do podziału łupów - Kaczoramiks zdawał się być niezadowolony z obrotu sprawy.

- Widzę że wszyscy są zgodni co do tego, aby razem polować na smoka, więc napijmy się za powodzenie akcji. Karczmarz! Antał piwa, ino migiem - Emiliusz zatarł ręce.

Gdy nastał świt niewielki oddział prowadzony przez Alexa, gdyż krasnolud znał drogę na "Moczary Gulgoczących Frajerów", posuwał na południowy - zachód przedzierając się przez "Góry Zlotów i Upadków". Alex jak przystało na krasnoluda szedł miarowym krokiem nie zwalniając. Wiewióriusz klął dosadnie potykając się co chwila, druid sapał jak parowóz, a Kopalny prowadził głupawe dysputy z kasztelanem Emiliusem i jego wojami. Droga kręciła się pośród wzgórz i często zmieniała kąt nachylenia. Gdy tak szli ku celowi, Kopalny pomimo prowadzonej gadki obmyślał fortel jakim mógłby się pozbyć niewygodnego towarzystwa. Kiedy dotarli drogą do wygrzanego słońcem płaskowyżu Kopalny zauważył siedzącą na kamieniu jaszczurkę.

- O! Jest smok! ! Tam! - wrzasnął na cały głos wskazując w jej stronę palcem.

Drużynę jakby prąd popieścił. Wszyscy jak jeden mąż wykazali się niezwykłą bystrością umysłu i męstwem godnym co najmniej Jasia Fasolki. Bed wskoczył za najbliższą skałę, Wiewióriusz klnąc jeszcze dosadniej wycofał się na z góry upatrzoną pozycję za plecy trolla. Kaczoramiks wznosząc modły do swoich bogów rozglądał się całkowicie zdezorientowany w poszukiwaniu gada. Alex szarpnął się do przodu i efektem tego hełm spadł mu na oczy, krasnolud rycząc pieśń bojową wykręcał swoim toporem młyńca. Emilius Trzask Pierwszy i Ostatni dobył swojego

berdysza i popatrzył w kierunku wskazanym przez Kopalnego. Jedyną osobą w tym gronie, która nie popadła w panikę była jaszczurka, która nadal wygrzewała się w promieniach słońca. Kasztelan popatrzył ze wściekłością na Kopalnego i powiedział chowając broń na miejsce.

- Co to za smok? To zwykła jaszczurka!

- No to taki smok po dwudziestu latach komunizmu. - tłumaczył się Kopalny.

Alex gdyby miał moc zabijania wzrokiem, to zapewne połowa drużyny już by przeszła do historii.

- Głupi jesteś, czy co! ?!

Reszta drogi do wieczora przeminęła bez komplikacji, gdyż żaden doskonały fortel już Kopalnemu do głowy nie strzelił. Na nocleg zatrzymali się pod dużą skałą, która dawała im osłonę od wiatru. Gdy drużyna poszła szukać drzewa na opał, Emilius rozmawiał z trollem.

- Słuchaj Bed, czy jak ci tam, dlaczego ty taki jesteś?

- Jahy?

- No, taki brzydki?

- Hmm? Ja?

- No tak, ty.

- Bomsem uhodził pyskiem do dolu.

Alex z Kopalnym znaleźli drzewo i wracali do obozowiska.

- Słuchaj Alex, ty widziałeś kiedyś prawdziwego smoka?

- Ja? No pewnie, że widziałem.

- I co? Nie bałeś się go?

- Nie, bo widzisz on był na obrazku w księdze klanowej.

Kaczoramiks z Wiewióriuszem usiedli za kamieniem i prowadzili filozoficzne rozmowy.

- Wiesz Wiewióriuszu? Ja to za żadne skarby nie zostałbym czarnoksiężnikiem - powiedział druid kreśląc kosturem na ziemi przed sobą znaki mocy.

- A ja druidem - odpowiedział czarnoksiężnik kreśląc kosturem przed sobą na ziemi pentagram.

Gdy już wszyscy zebrali się przy płonącym ognisku, o zebranych przemówił kasztelan Emilius Trzask Pierwszy i Ostatni.

- Moi drodzy, uważam że skoro sir Kopalny zainicjował tę wyprawę, powinien być nadal przewodnikiem grupy. Nie mam zamiaru zmieniać waszych planów (przynajmniej na razie - pomyślał) i zastosuję się do waszych założeń strategicznych.

- Taktycznych, Wasza wysokość!. - poprawił delikatnie sir Haszak.

- Dobra! Niech tak będzie, bo na inną możliwość i tak byśmy się nie zgodzili - powiedział Alex.

- Ale jestem sprytny - pomyślał Emilius - W razie wpadki winę można będzie zwalić na tego cudaka, hłe hłe hłe!

Kasztelan nie zauważył rozłożystego dębu, który ostrożnym krojem oddalił się zza jego pleców. Było to doskonale zlewające się z otoczeniem przebranie króla złodziei z Lidzbarka, Borekiusza.

- Wspaniale. Ten Emilius nie wie nawet jak bardzo ułatwił mi zadanie, że pozostawił Kopalnego na stanowisku przewodnika grupy. Teraz czas ostatecznej rozgrywki się zbliża i mój misterny plan jest coraz bliżej końca. To ja a nie Emilius zostanę właścicielem smoczej skóry - pomyślał Borekiusz oddalając się ostrożnym krokiem w swoim doskonałym przebraniu.

Po wieczerzy drużyna zabrała się za ustalenie marszruty na następny dzień. Jako pierwszy zabrał głos Alex, jako że najlepiej znał te okolice.

- Na Moczary prowadzi kilka dróg, jeżeli nie kilkanaście, ale dwie spośród nich wydają się najlepsze. Jedna prowadzi przez Przeklętą Dolinę, a druga przez Las Cieni. Obie drogi są najkrótsze, ale niestety nie najbezpieczniejsze. W Przeklętej Dolinie snują się duchy, które doprowadzają wędrowców do obłędu, Las Cieni zaś jest znany z grasujących tam zmor, mamun i babek zjadarek. To niestety nie koniec atrakcji tych terenów, gdyż największą ciekawostką jest to, że w Przeklętej Dolinie spaceruje najemna banda zombi, a w Lesie Cieni pojawiają się gule, ohydne istoty żywiące się zmarłymi, lecz nie gardzące świeżym ciepłym mięsem - Alex zdjął z głowy hełm i podrapał się zamaszyście w jej czubek.

Drużyna zamyśliła się głęboko nad słowami krasnoluda. Wiewióriusz robił mądrą minę, Kaczoramiks z zainteresowaniem oglądał antałek, troll przesypywał z łapy do łapy piasek, Kopalny udawał, że go tu wcale nie ma. Sir Haszak z sir Gawronkiem patrzyli na swojego kasztelana, ten zaś popatrzył po zebranych i stwierdził:

- Ja tam strachu nie znam, możemy iść do Przeklętej Doliny jak i do Lasu Cieni, ale przemyślawszy sprawę stwierdzam, że powinniśmy się udać tam, gdzie wskaże drogę sir Kopalny.

Kopalny udawał że nie słyszy, lecz po intensywnych owacjach reszty drużyny na jego cześć, sam i po dobroci wreszcie zadecydował:

- Dobra sami tego chcieliście. Jak się bawić to po całości. Idziemy do...


Piwem I Mieczem cz.10




-... idziemy do Lasu Cieni. Ja tam żadnych babek zjadarek ani mamun się nie boję - Kopalny popatrzył na resztę władczym wzrokiem. Alex przygryzł własną brodę.

- A gule? - zapytał.

- Żadnych guli nie ma, strachy na lachy i trele morele. Powiedziałem już że nie boję się żadnych potworów.

- A smok? - znów zapytał Alex.

Kopalny poczerwieniał na twarzy i popatrzył na krasnoluda tak, jakby miał zaraz go zjeść na surowo bez dodatku pieprzu i soli.

- Zamknij się! Głupi jesteś i się czepiasz

Alexowi ze zdumienia opadła szczęka i krążące w pobliżu muchy z radością zaczęły wlatywać do krasnoludzkiej rozdziawionej gęby. Drużyna ruszyła naprzód za Kopalnym, który szedł miotając dosadne przekleństwa na temat prowadzenia się matek krasnoludzkich. Za nimi wypluwając co bezczelniejsze muchy dreptał Alex. Grupa powoli posuwała do przodu i po całodziennej wędrówce stanęła przed ścianą lasu. Kopalny popatrzył na Alexa.

- To o tym zagajniku gadałeś? - wskazał w stronę bezkresnego lasu.

Alex ze spuszczoną głową zamruczał coś pod nosem i na tym wymiana grzeczności na ten dzień została zakończona. Drużyna dzielnych (?) awanturników rozłożyła się obozem pod drzewami, które miały im zapewnić ochronę przed ewentualnym deszczem. Kompania wystawiła nocną straż, gdyż okolica stała się nieprzyjemnie nieprzyjemna. Prócz wartowników wszyscy poszli spać. Alex z Bedem stanęli na pierwszej warcie.

- Ales fwysys? Cuh zwoni - powiedział troll rozglądając się nerwowo dookoła.

- Ttto jjjja dddzdzdzdzwowoninie zęzębabami - odpowiedział zgodnie z prawdą Alex.

Obydwaj nie spodziewali się, że z krzaków pod postacią stada zajączków obserwuje obóz niejaki Borekiusz.

- Karamba. Ależ odważny ten Kopalny. On nie boi się niczego - Borekiusz nie mógł wyjść z podziwu.

Reszta nocy upłynęła w nerwowej atmosferze, gdyż okazało się, że dzwonienie zębami nie jest jedyną zdolnością Alexa. Nad ranem o samym

świcie chłopaki zebrali się w sobie i ruszyli w dalszą drogę podbudowani bliskością celu, lecz jednocześnie oklapnięci z powodu otaczającego ich zewsząd nieprzyjemnie nieprzyjemnego lasu. Kiedy już wydawało się, iż nic nie będzie niepokoić naszych bohaterów, Kopalny idący na czele pochodu zauważył jakiś bliżej nie sprecyzowany ruch w pobliskich jałowcach. Pamiętając o opowieściach Alexa o tym miejscu poczuł, że coś zimną strużką spłynęło mu po karku, a wszystkie włosy na głowie zaczęły przyjmować pozycję pionową.

- Słuchajcie chłopaki. TAM COŚ SIĘ RUSZA - wysyczał po cichutku przez zaciśnięte zęby.

Alex spojrzał we wskazanym przez Kopalnego kierunku i poważnie zbladł. Troll popadł w stan nerwowy i zaczął trząść głową, aby zlokalizować to COŚ, co miało się TAM ruszać. Reszta drużyny zgodnym, zsynchronizowanym ruchem dobyła broni, a Wiewióriusz i Kaczoramiks ścisnęli mocniej kostury. W nagle zapadłej ciszy dało się słyszeć ohydne odgłosy i spośród jałowców wynurzyły się pokraczne sylwetki guli. Cztery karykaturalne postacie okropnie mlaskając i siąkając zaczęły zbliżać się do sparaliżowanej strachem drużyny. Gdy potwory zbliżyły się na odległość kilku kroków do chłopaków dotarł smród, który zamieszał im w żołądkach niczym w skobkach. Kopalny nie wytrzymał i z okrzykiem na ustach próbował ucieczki. Zawrócił na pięcie i położył się grzecznie pod drzewem, które jeszcze długo po tym drgało od potężnego uderzenia. Wiewióriusz uniósł ramiona, aby cisnąć zaklęcie, lecz niewyobrażalny odór ułożył go w trawie, a czarnoksiężnik pożegnał się z rzeczywistością przepięknym "wielorybkiem". Blady niczym sama śmierć Kaczoramiks próbował opuścić miejsce walki na czworaka, a Alex zatkawszy nos jedną ręką drugą ścisnął mocniej swój topór i stanął na szeroko rozstawionych nogach. Emiliusz z ciężkim berdyszem w rękach słaniał się na nogach, a jego woje piszczeli prawie z zachwytu na widok guli. Gule ryknęły strasznie i rzuciły się do ataku na naszą brygadę. Troll, który nie takie już zapaszki wąchał w swoim awanturniczym życiu, również rycząc skoczył do przodu i zastawił sobą drużynę. Jego młot zatoczył półkole i trafił jednego z nich głowę. Przegniła nielekko szyja nie wytrzymała takiego impetu ciosu i głowa potoczyła się po trawie pomiędzy drzewa. Gula jakby prąd poraził, najpierw zesztywniał, a potem padł na kolana i nieskoordynowanymi ruchami zaczął przeczesywać ziemię pazurami w poszukiwaniu głowy. Bed nie przyglądał się tej scenie, gdyż właśnie w tej chwili cios jego broni wyekstrahował ramię drugiego napastnika. Ramię poleciało krótkim łukiem w kierunku drużyny. Pierwsze ciosy gulów odbiły się od grubej skóry trolla nie czyniąc mu żadnej szkody. Gdy Alex w przypływie szału bitewnego z dzikim rykiem, który przypominał odgłos nadlatującej kuli armatniej runął na najbardziej wysuniętego w prawo przeciwnika i mocnym ciosem topora pozbawił go równowagi, troll trafił czwartego gula w plecy. Gul trafiony przez Beda wysypał się z wnętrzności na trawkę, po czym zebrał wszystko jednym ruchem w łapy i rzucił się do ucieczki. Alex jeszcze zdążył zadać trzy tęgie ciosy zanim jego przeciwnik stracił oddech i oklapł niczym szmata. Drużyna otrząsnęła się z szoku i pozbierała swój rynsztunek rozrzucany na placu boju, aby ruszyć w dalszą drogę. Od tej chwili wszyscy jak jeden mąż mieli się na baczności i pilnie lustrowali teren. Kiedy dzień się kończył kompania weszła na polanę, na której zobaczyli samotny kamienny budynek. Cały gmach zbudowany został z białego wapiennego kamienia, bóg wie skąd i w jaki sposób tu ściągniętego. Na zwieńczeniu dachu widniały otwory strzelnicze, ściany od połowy w górę pokryte były płaskorzeźbami przedstawiającymi zwierzęta fantastyczne. Od białości budowli odcinały się odrzwia wyciosane z czarnego marmuru. Portal domostwa był zwieńczony dwoma gryfami obróconymi do siebie przodem i stojącymi na tylnych łapach. Przednie łapy opierały na tarczy herbowej, na której dało się zauważyć wizerunek antałka piwnego. Alex przyglądał się znalezisku sceptycznie.

- Ciekawe, ki diabeł tu bywa?

- Może i diabeł, ale znak nad drzwiami ma odjazdowy, co za tym idzie, napiłbym się piwa - oświadczył Kopalny i ruszył prosto do wejścia.

Emilius tak zadziwił się niebywałą odwagą Kopalnego, że sam na ochotnika poszedł na zwiad. Tymczasem nasz bohater doszedł do drzwi i pchnął je lekko. Tak jak się spodziewał uchyliły się bez problemu. Wszedł do środka i pierwszą rzeczą jaką mógł stwierdzić to to, że nie trafił do gospody. Pomieszczenie, w którym się znalazł, było dość obszerne. Na prawo i lewo znajdował się po dwa wyjścia zamknięte solidnymi drzwiami, a na wprost niego na środku sali stał stół z mocno poczerniałego już drewna. Sam w sobie stół nie był nadzwyczajny, ale to, że przy nim siedziały cztery szkielety ludzkie nie należało do widoków codziennych. Kopalny wycofał się powolutku i potem biegiem wrócił do reszty drużyny. Pierwszy dostrzegł go Alex.

- Patrzcie jak pędzi. Pewnie zobaczył ducha.

W tym momencie Kopalny dopadł do nich i wyjaśnił.

- Ten domeczek z pewnością nie jest tawerną, zajazdem, ani żadną inną speluną. Nikogo tam nie ma tylko jakiś czterech gości okrutnie się zasiedziało. Nic tu po nas, lepiej spieprzajmy!

I ruszył bez zbędnych ceregieli w dalszą drogę. Reszta popatrzyła na domek i wzruszywszy ramionami lub splunąwszy za siebie poszła w ślady Kopalnego. Przenocowali w krzakach nie opodal tego miejsca, które tak spiesznie opuścili. A gdy tylko wstał świt znów nogi poniosły ich na spotkanie przygody. Jak się okazało nie musiały ich nieść daleko, bo przygoda czekała nad pobliskim strumieniem płynącym w stronę moczarów. Gdy tylko drużyna dotarła do tego miejsca, napotkała dziwną sytuację. W samym środku potoku stał młody mężczyzna po kolana w wodzie i pochylony z młotkiem w prawym ręku czatował na coś wpatrzony w jej toń. Alex bardzo zainteresował się tym zjawiskiem i zawołał w kierunku moczącego nogi:

- Hej, dobry człowieku! Czego ty tam tak wypatrujesz!?!

Moczący nogi wyprostował się gwałtownie i przyłożywszy palec do ust wysyczał:

- Cicho być, bo mi wodnika spłoszycie.

- Szuwarka? - zapytał rezolutnie Kopalny.

- Pewnie, że Szuwarka! - zniecierpliwił się jegomość, wzruszył ramionami i dodał - A kogóż by innego?

- No to chcieliśmy ci powiedzieć, że on siedzi gdzie indziej - poinformował Alex.

- Tak tak. Na pewno teraz się czai w potoku i czeka na nas, palancik jeden! - Kopalny nie mógł sobie odmówić znieważenia wroga. - Alex przerobił go na szaro i teraz drań poluje na nas. Gdybyś go przypadkiem spotkał, pozdrów go od Kopalnego i jego przyjaciół.

- Dobra, nie ma sprawy - odpowiedział nieznajomy chowając młotek.

- Hej, przyjacielu wodników, a w którą stronę to na trzęsawisko? - zapytał druid.

Nieznajomy podrapał się w głowę i po chwili wskazał ręką na południowy zachód.

- Tam - oznajmił i wylazł z potoku, aby wylać wodę z butów.

- Dzięki! - podziękował Kaczoramiks i drużyna ruszyła w dalszą drogę.

Kiedy zapadł zmierzch grupa dotarła do granic lasu i przed nimi rozpostarły się moczary. Na brzegu trzęsawiska oczekiwał ich Dżin czyszcząc sobie paznokcie Tonikiem. Po gorącym powitaniu i nie kończących się opowieściach o przygodach, jakie trafiły się drużynie, przygotowano się

do noclegu. Wartę tym razem miał trzymać dżin. Rano po spokojnie przespanej nocy i po zjedzonym porannym posiłku zwanym śniadankiem, dżin poinformował drużynę o wynikach swojego zwiadu na moczarach.

- Latałem trochę na mocharah i widu i slychu smoka. On est oghomny i pekny. Ah sal ho wypathosyć. Sedzi na samym solku bahnica i est w doskonatej fohmie. Ume bylak ogem pohażyć i hata ak mohyl.

- No gadaj jak do niego dotrzeć? - zniecierpliwił się Kopalny, a reszta mu przytaknęła.

- Ohywyste na moim dyhanie mahiznym. - odparł Dżin.

- No to nie ma co marudzić, ruszajmy w drogę! - rzucił propozycję nie do odrzucenia Alex.

Kopalny, podrapał się w czubek głowy i kombinował jak oddalić ten nałożony na niego przez kasztelana obowiązek, ale nic mu do głowy nie przychodziło. Już po chwilce krótkiej niczym walnięcie morgenszternem drużyna unosiła się nad bagniskiem na magicznym dywanie. Dżin jak przystało na właściciela dywanu sterował jego lotem i po niecałej godzince dolecieli do centrum trzęsawiska. Tu, jak opowiadał dżin, miał siedzieć smok. Wszyscy z zaciekawieniem przyglądali się okolicy i wypatrywali pomiędzy drzewami, czy aby nie widać gdzieś gada, który napytał tak wiele biedy okolicznym hodowcom rogacizny i świń. Kiedy drużyna na latającym dywanie Dżina wylądowała na wyspie pośrodku bagniska. Dżin zwinął sprawnie swój pojazd, a dzielna kompania rozglądała się w tym czasie po wyspie. Co prawda nasi bohaterowie samego smoka nie znaleźli, ale śladów świadczących o jego tutejszej obecności było bez liku. Na największy ze śladów trafił, a w zasadzie trafił

w niego Wiewióriusz. Jako że poszukiwał znaków bytności smoka po niebie, przeto wdepnął w prawie półtorametrowy końcowy produkt przemiany materii. Po upewnieniu się, że smok pojawia się na wyspie pośród bagniska, drużyna rozglądnęła się za miejscem, w którym by mogła poczekać na moment powrotu smoka. Do dyspozycji załogi znalazł się rozłożysty dąb, lekko nadpalony od góry. Drugim miejscem, które ewentualnie nadawało się do tego celu były ruiny bardzo starej chaty rybackiej. Narada grupy była szybka i krótka. Czołową rolę w niej odegrał jak zwykle Kopalny.

- Ja tam nie mam żadnych problemów z wyborem miejsca, którym powinniśmy poczekać na tego gada. Tak czy inaczej musi tu przylecieć i... - wywód Kopalnego przerwał rezolutnie Wiewióriusz.

- Powinniśmy poczekać na sąsiedniej wyspie!

Kopalny poczerwieniał na twarzy i popatrzył w stronę czarnoksiężnika jak na parszywiejącego królika.

- Ty, Wiewióriusz, to się zamknij, bo jesteś głupi i na niczym się nie znasz, a w ogóle to idź się umyć, bo czuć od ciebie smokiem na kilometr. Bezdyskusyjnie poczekamy tu na smoka, a schowamy się o tam.



Piwem I Mieczem cz.11



... w stronę ruin samotnej chatki. Szybko i sprawnie, drużyna ukryła się w środku i przystąpiła z ogromnym zapałem do penetracji jej wnętrza. Podczas przetrząsania tego miejsca Wiewióriusz natknął się na dziwną kościaną różdżkę. Oczywiście jego wiedza magiczna podpowiadała mu, że jest to broń o wielkiej sile rażenia. Na wszelki wypadek schował ją za pazuchę i nic nikomu nie powiedział o swoim znalezisku. Tymczasem Alex znalazł wejście do piwnicy zdążył ją spenetrować. Ku swojemu wielkiemu zadowoleniu okazało się, że piwniczka nie jest splądrowana i całość zapasów taniego wina została nienaruszona. Alex postanowił spędzić tu kilka chwilek w celu dokładniejszej penetracji intrygujących beczek. Kaczoramiks przepatrywał okolicę budynku i nie omieszkał oczywiście wpaść w dołek wykopany w celu pozbywania się przez mieszkańców chatki nieproszonych gości. Jego krzyki o pomoc sprowadziły na miejsce wypadku trolla, który również nie omieszkał wpaść w dołek wykopany w celu pozbywania się nieproszonych gości. Kopalny po dokładnej lustracji terenu i domku, mógł jednoznacznie stwierdzić, że to nie jest domek rybacki, lecz chatka przemytników. Zbyt wiele śladów wskazywało na prowadzenie takiego właśnie procederu. Przemytnicy w celu magazynowania swoich towarów zaadaptowali w tym celu chatę Baby-Jagi i wiodło im się nieźle, gdyż Baba-Jaga wspomagała swoich nowych wspólników czarami i biznes kręcił się jak trzeba, przynosząc krociowe zyski. Niestety, przyszedł kres tego błogiego stanu. Oto pewnego dnia na wysepkę pośród bagien przybył smok i pogonił towarzystwo, gdzie pieprz rośnie. Od tego czasu rządził tu i nikt go nie mógł ruszyć, bo nawet nie znano miejsca jego pobytu. Kopalny skrzyknął swoich do chatki i wyznaczył zadania na czas najbliższy. Kiedy tylko towarzystwo się zlazło, od razu przystąpił do rzeczy.

- No to zaczynamy. Wiewióriusz i Kaczoramiks będą obserwować niebo i jak tylko pojawi się smok od razu dawajcie znać, co się święci. Wy czcigodny Kasztelanie i twoi woje wraz z trollem Bedem będziecie stanowić główną grupę uderzeniową. Ja z Alexem pójdę na zwiad po wyspie, aby ją dokładniej zbadać. Czy wszystko jasne?

Chwilę potem czarnoksiężnik i druid wgramolili się na resztki dachu i zorganizowali tam punkt obserwacyjny. Tym czasem Sir Haszak, Sir Gawronek i troll Bed ukryli się dokładnie wewnątrz domku i przysposobili do walki. Kopalny zaś z Alexem ruszyli wzdłuż brzegu, aby rozeznać teren. Dżin ukrył się w pobliżu i szykował potężne czary, które miały za zadanie pokonać smoka. Każdy członek drużyny przykładał się jak tylko mógł do wykonania swej części planu. Kopalny po przeszukaniu całej wysepki znalazł właściwe leże smoka, a w nim parę pięknych przedmiotów: kilka drogocennych mieczy, zbroję, klejnoty, a nawet ostatni numer "Top Secret". Postanowił zabrać ze sobą gazetkę, aby się nie nudzić w oczekiwaniu na smoka. Gdy już miał odchodzić, jego oczy spoczęły na dużej beczce. Kopalny natychmiast zbadał to nowe znalezisko i ku swej radości odkrył wewnątrz (nie powiem, że mało) złocisty płyn, który pachniał tak znajomo. Wiele czasu zajęła Kopalnemu droga powrotna do chatki, gdyż nogi plątały mu się okrutnie. Jednak wieczorna pora zastała go w pobliżu chatki i reszty towarzyszy. Gdy zbliżał się właśnie do ostatnich zarośli nadbrzeżnych, oddzielających go od domku, ktoś zawołał go z tyłu, a następnie poklepał po ramieniu.

- Hej. Kopalny nie poznajesz swojego ukochanego przyjaciela? To ja, Borekiusz.

Oto przed Kopalnym stanęła straszliwa zjawa obwieszona girlandami bagiennych roślinek i przyozdobiona piękną ogromną ropuchą na głowie. Całe ubranie przybysza poryte było bardzo starannie błotem i mułem. Po prostu idealne przebranie. Widok postaci, która stanęła niespodziewanie przed Kopalnym, był tak niesamowity, że od razu wyprostował wszystkie jego nietrzeźwe myśli i postawił stan umysłu na baczność.

- No nie patrz tak na mnie, jakbyś samą Śmierć widział. To naprawdę ja, tylko podczas przeprawy przez bagno przy samiuteńkiej wyspie łódka mi się wywróciła.

Tu Kopalny wreszcie ochłonął, gdyż poznał spod sterty wodorostów samego naczelnika cechu złodziejskiego w Lidzbarku, Borekiusza. Borekiusz kontynuował nie zważając na zdziwienie Kopalnego, malujące się na jego ćwierćinteligentnym obliczu:

- Pamiętasz o naszej umowie Kopalny? Pamiętasz, pamiętasz na pewno. Zaraz po bitwie ze smokiem masz ogłuszyć kasztelana, a my wtedy zdejmiemy ze smoka skórę i pryskamy - Borekiusz popatrzył na Kopalnego. - No i co ty na to?

Kopalny podrapał się w głowę i chwilę pomyślał, a potem odpowiedział "Pamiętam! ", poczym odwrócił się w stronę chatki i dziarsko pomaszerował w jej kierunku. Tymczasem Borekiusz zniknął w pobliskiej kępie krzewów, aby zmienić przebranie maskujące na bardziej suche. Pierwsze promienie słońca zaczynały pojawiać się nad linią widnokręgu, świt nadchodził wielkimi krokami i drużyna zaczynała się powoli budzić ze snu. Druid Kaczoramiks usiadł na dachu i przecierał zamaszyście oczy, jego towarzysz czarnoksiężnik Wiewióriusz ziewał potężnie, a jego wzrok dostrzegł na niebie sporych rozmiarów kształt bijący ogromniastymi skrzydłami i sunący w stronę wyspy. Wiewióriusz nie odrywając

wzroku od znaleziska klepnął druida w ramię i powiedział :

- Och rzesz ty! SMOOOOOK!

Klepnięcie i okrzyk przerażonego czarnoksiężnika poraziły druida niczym piorun i strąciły z daszku prosto na dół do końskiego koryta w pół wypełnionego wodą. Kontakt rozgrzanego, na wpół zaspanego ciała Kaczoramiksa z zimną i mokrą wodą w starym korycie wybudził natychmiast druida, który podjął okrzyk

- AAAAAA! RATUNKUUU! NIE UMIEM PŁYWAĆ!

Tymczasem z dachu dało się słyszeć nawoływanie Wiewióriusza o nadciągającym smoku. Z pobliskiego dołka wychynął Dżin niosąc na ręku gotowy czar przeciw smokom. Kasztelan Emilus Trzask Pierwszy i Ostatni oraz jego woje i wspomagający ich troll wypadli z chaty niczym brygada komandosów. Kopalny, który wyszedł za nimi, od razu zarządził jak należy:

- Wyjąć druida z koryta, niech się nie topi i zdjąć krzykacza z dachu, bo smok jak nic go usłyszy. Do roboty kurdebalans! - po czym poszedł po swój półtoraręczny miecz i łyk piwa.

Woje zdjęli czarnoksiężnika z dachu i włożyli go do koryta, z którego wcześniej wyjęli druida. Pomogło - Wiewióriusza zatkało i przestał krzyczeć. Wszyscy ukryli się w chatce i czekali w ciszy i skupieniu na rozwój wypadków. Przez okno wyglądał Alex, aby zorientować się w poczynaniach smoka, a reszta drużyny szykowała się gorączkowo do wielkiej bitwy. Czas powoli mijał i wreszcie wszyscy usłyszeli łopot wielkich skrzydeł, a Alex powiadomił resztę o tym, iż smok właśnie raczył wylądować. Teraz, gdy gad był w zasięgu ręki, nastąpiła nerwowa atmosfera. Kopalny drapał się po karku i co chwila zaglądał do kufla, w którym i tak widział tylko dno. Alex, od jakiegoś czasu chodzący nerwowo po pomieszczeniu, odwrócił się do reszty drużyny:

- Kopalny, powiedz coś! No powiedz, co teraz mamy robić?

Kopalny zachowując zimną krew popatrzył na krasnoluda:

- Czekać wieczora - odpowiedział. - Kiedy tylko bestia uśnie, wyliźniemy i ubijemy go.

- Geniuszu! - powiedział druid.

- Popatrz, popatrz! - Alex nie mógł wyjść z zachwytu.

- Ma chłop rację! - rzucił Emilus - Po co rzyć bez sensu nadstawiać i głową ryzykować.

- Ano racja. Kopalny to ma głowę! - dodał sir Haszak.

- Teraz ja i Alex pójdziemy na zwiady, a jak tylko smok uśnie, to przyjdziemy po was i damy mu popalić - rozdysponował Kopalny.

Już po chwilce krótkiej niczym strzał z pukawki Rumcajsa, Alex i Kopalny pomknęli w kierunku smoczego leżyska. Kopalny szedł z przodu i co chwilka wystawiał głowę ponad krzaki, aby zorientować się w kierunku marszu, a krasnolud ubezpieczał tyły. W ten sposób szybko dotarli na miejsce. Zwiadowcy rozsunęli ostrożnie krzaki i zerknęli na smoczy dołek. Ich oczom ukazał się wspaniały widok: w jamie prawą przednią łapą grzebał smok. Jego wielkość mogła być porównywalna do sporych rozmiarów stodoły lub małego hangaru.

- Co jest? Któś mi wychlał piwsko! - rozzłościł się smok. - Już ja mu popiję piwko! - ryknął i zaczął rozglądać się wokół.

Jego wzrok spotkał się ze wzrokiem dwójki dwunogów ukrytych w pobliskich krzaczkach. Alex i Kopalny poczuli nagle jak nogawki ich spodni robią się bardzo mokre i ciepłe. Gdy tylko smok zrobił pierwszy krok w ich stronę, dzielne kozaki zerwały się na równe nogi i z wrzaskiem zdarli podeszwy w stronę chatki rybackiej. Smok, jak na smoka przystało, rzygnął ogniem aż zajęło się od tego pobliskie drzewko. Kiedy mała brzózka płonęła niczym pochodnia, a smok rycząc okrutnie ruszył w pościg za uciekinierami, Kopalny i Alex właśnie docierali do reszty towarzyszy.

- Chłopaki! On tu lezie i chyba nas nie lubi. Jest ogromniasty i wali ogniem jak miotacz płomieni! Ratuj się kto może! - Kopalnemu zaczynało brakować tchu, lecz gdy tylko dopadł spanikowanego krasnoluda zaczął od razu dowodzić.

- Bed, kasztelan i jego woje. Brać broń i na dwór przed chatę. Dżin na dach ciskać czary. Kaczoramiks z lewej flanki będzie razić swoimi czarami, Wiewióriusz z prawej flanki będzie radzić swoimi czarami a... ja i Alex idziemy wytrząsnąć co nieco skąd poniekąd.

Drużyna szybko rozbiegła się na stanowiska, Kopalny z Alexem dołączyli do nich, gdy tylko uporali się ze zbędnym bagażem i jako tako doprowadzili się do porządku. Dokładnie w tym samym czasie, gdy wszyscy już byli gotowi, na miejsce przyszłej trzaskanki przybył smok. Ekipa zbiła się w ciasną gromadę i najeżyła ostrzami, które drżały w rytm klekotu zębów jej członków. Gad wspiął się na tylne łapy i po raz kolejny, jak to smok ryknął potężnie. Dzielne chłopaki poczuły jakby im ktoś za serce złapał żelazną obręczą i zimno wlał do trzewi. Gad ruszył do natarcia puszczając nosem kółka dymu, a uszkami kwadraciki, wyglądając jak zepsuty parowóz. Pośród naszych bohaterów na miejscu znalazł się jak zwykle Bed. Nie przeląkł się potwora i z orężem nad głową ruszył do ataku. Wiewióriusz widząc zdesperowanie trolla rzucił czarem "Ogień Lucyferny", aby wesprzeć przyjaciela w ataku. Lecz gad wciągnął zaklęcie nosem i palnął Beda łapą. Troll wielkim łukiem odleciał na kilka metrów i plasnął tuż przy brzegu w bagno. Na ten widok ruszyła się reszta kumpli.

- Biją naszych! - wrzasnął Kopalny i ruszył do ataku okrążając smoka od prawej strony, aby uniknąć ciosów jego przednich łap.

Kasztelan Emilius Trzask Pierwszy i Ostatni ruszył do frontalnego natarcia wywijając młyńce swoim ciężkim berdyszem. Krok w krok za nim

nacierał Sir Gawronek. Sir Haszak, tak jak miał to zawsze w zwyczaju, zaatakował taktycznie przy pomocy topora wojennego lewy nerw śmiechowy. Kaczoramiks przy pomocy magii wygasił kolejne ogniste ziewnięcie smoka, a następnie cisnął zaklęcie "Skunksosmrodek" bezpośrednio w pysk gada. Smok lekkim pacnięciem ogona posłał Kopalnego do wszystkich diabłów, a precyzyjnie mówiąc do trolla. Emilius zadał straszliwy cios w nisko pochyloną głowę potwora, Sir Haszak raz po raz rąbał w odsłonięte miejsce, w którym według niego powinien znajdować się nerw śmiechowy. Troll właśnie wygrzebał się z bagna, gdy nadleciał Kopalny i plasnął razem z nim na powrót do bagniska. Czar

druida dosięgnął celu, lecz ku zdumieniu nie wywołał spodziewanwgo efektu. Wiewióriusz wyczarował błyskawicę i ugodził nią smoka w głowę, ale ten nie zważając zaatakował Emilusa wraz z jego wojami. Alex dopełzł wreszcie do gadziego ogona i złapał go, a następnie rąbał swoim toporkiem po zadzie aż sypały się w około drzazgi. Na odsiecz drużynie przybyli Kopalny wraz z trollem, których smok przywitał chmurą ogrzanego powietrza. Emilius Trzask Pierwszy i Ostatni po raz kolejny zaatakował smoczą głowę, podczas gdy Sir Haszak próbował bezskutecznie razić brzuch gada. Druid chciał zaatakować czarem "Dżemika", lecz zanim zdążył go przygotować smok cisnął w niego czar

"Czkawka" co raczej uniemożliwiło Kaczoramiksowi czarowanie. Smok powalił długim zagarnięciem łapy Sir Gawronka wraz z kasztelanem, a ogonem pozbył się natrętnego krasnoluda. Kopalny idący właśnie do ataku zauważył, że na placu boju pozostał sam z chwiejącym się na nogach Wiewióriuszem, który próbował jeszcze sparaliżować smoka zaklęciem "Megatona", lecz czar spłynął po srebrzystych łuskach i ulotnił się niczym mgła. Kopalny próbował wytracić tempo natarcia i zamienić je błyskawicznie w tępo ucieczki, lecz zdradliwa wilgotna trawa.... Pierwszą rzeczą jaką zauważył, to swoje nogi zadarte wyżej głowy, a chwilę potem olbrzymią mordę smoka pochylającą się tuż nad nim. Kopalny

krzyknął po raz drugi i po raz drugi poczuł wilgotne ciepło w nogawkach i smród mogący zabić skunksa. Gdy olbrzymia paszcza zaczęła otwierać się na całą swoją szerokość dobiegł go głos straszliwej mocy:

- Ja ci dam piwko, ty leszczyku! Mleczko ci pić, a nie piwko! - ryknął smok. - Nikt nie będzie drwił z BEERFIELDA, ani nie będzie pić jego piwa!

- Nie będzie. Z pewnością nie będzie - zapiszczał Kopalny zasłaniając głowę rękami.

- Wstawaj i walcz jak mężczyzna, albo giń ty żmijo! - ryknął ponownie BEERFIELD.

- NIEEEEEEEEEE! - wrzasnał Kopalny i rzucił się do rozpaczliwej beznadziejnej ucieczki. Zerwał się na nogi i siłą rozpędu wpadł w ramiona Borekiusza powalając go na ziemię.

***



- NIEEEE! - wrzasnął prosto w twarz zaskoczonego Naczelnego, który leżał właśnie pod nim.

- Kopalny spokojnie!

- SMOOOOOOK! BEERFIELD! Pożre nas wszystkich i na dodatek małolatę i kosiarkę do trawy.

Ktoś próbował obezwładnić wierzgające w straszny sposób nogi Kopalnego, a przy okazji strącił na ziemię kserokopiarkę.

- Ratunku! - wrzeszczał Kopalny.

Od ekranu pobliskiego PC odwrócił się Sir Haszak.

- Powiedzcie mu, żeby się zamknął. Właśnie rozgryzam "Zeppelina" i jego nieartykułowane wrzaski straszliwie mi przeszkadzają.

Naczelny właśnie założył Kopalnemu potrójnego Nelsona.

- Niech ktoś zadzwoni po karetkę, chyba mu gorzej.

- NIEEEEE!

Emilius przybiegł właśnie z kubłem zimnej wody i z marszu chlusnął nią w kłębiące się ciała.

- Pomogło wariatom? - zapytał.

Naczelny popatrzył ze zgrozą na Kopalnego, który w tej chwili właśnie przebierając rękami i nogami jak przy klasycznej żabce czołgał się po redakcyjnym dywanie. Do pokoju wszedł Szokoban i widząc powyższą sytuację zapytał:

- Co się stało Kopalnemu? Wygrał w totolotka?

- Nie! Właśnie się obudził z ręką w nocniku - odpowiedział Bad Joy.

- Na szczęście nie zaczął jeździć traktorem, albo jeszcze czym gorszym - pocieszał Gawron.

Alex próbował zrobić Kopalnemu zimny okład.

- Zamknij się Gawron. Głupi jesteś i na niczym się nie znasz. Traktorem to jeździ Kaczor, a on się po prostu obudził.

- Szczęściarz! - powiedziała Dobrochna. - Duch Serchi śpi już od trzech miesięcy i jeszcze się nie obudził.

- Może tworzy jakąś nową powieść? - zamyślił się Naczelny.

by Duch Serchi

THE END
__________________
Janek jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-01-2004, 18:04   #1337
-tM][fred
Lieutenant General
 
Zarejestrowany: 11 Jun 2003
Wiadomości: 628
Wyślij wiadomość przez MSN do -tM][fred
Domyślnie

Cytat:
Napisał Task Force 121
Witam

Mam dla was bardzo fajną stronkę

http://www.wagenschenke.ch

zobaczymy jak wam pójdzie :wink:
Inne>> gry flashowe i inne tam prosze
__________________
-tM][fred jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-01-2004, 20:56   #1338
TaS-Q
Major General
 
Zarejestrowany: 17 Apr 2003
Miasto: Aleksandrów Kujawski
Wiadomości: 342
Wyślij wiadomość przez AIM do TaS-Q wyślij wiadomość poprzez Skype do
Domyślnie

W tym miejscu miałbyć link z fajną pioseneczką, ale ktoś mnie ubiegł.

Za to wklejam horoskop:

BARAN:
Ludzie spod tego znaku są zwykle bardzo oczytani. Przykładem może być pan Ireneusz z Sandomierza, który zawsze przed wypiciem piwa dokładnie czyta wszystko, co jest napisane na butelce.

BYK:
Kobiety spod znaku Byka zazwyczaj dbają o linię i często się odchudzają. Wystarczy wspomnieć tu o pani Julii z Zabrza, która ostatnio zmyła z twarzy makijaż, pozbywając się w ten sposób kilku zbędnych kilogramów.

BLIŹNIĘTA:
Zapobiegliwość i przezorność to częste cechy Bliźniąt. Posiada je między innymi pan Bartłomiej z Koszalina, który zazwyczaj przed pójściem na libację alkoholową dzwoni do izby wytrzeźwień, żeby zarezerwować sobie miejsce.

RAK:
Typowy Rak to po prostu bardzo porządny człowiek. Przykładem może posłużyć pan Seweryn z Wrocławia, który nie pije, nie pali i nie je.

LEW:
Urodzeni pod znakiem Lwa są zwykle prawdziwymi telemaniakami. Potwierdza to przypadek pana Józefa z Tarnowa, który nawet kochając się ze swoją żoną, często zastanawia się, czy przypadkiem w telewizji nie leci akurat coś ciekawego.

PANNA:
Panna jest znakiem urodzonych marzycieli. Oczywiście należy do nich pan Czesław z Kalisza, który marzy o tym, żeby kiedyś pracować na stanowisku magazyniera w hurtowni alkoholu.

WAGA:
Pod znakiem Wagi przyszło na świat wielu doskonałych policjantów. Wystarczy wspomnieć tu o panu Władysławie z Gdyni, który w swojej karierze aresztował już kilku groźnych przestępców, między innymi emeryta karmiącego gołębie w miejscu niedozwolonym oraz kioskarkę sprzedającą prezerwatywy nieletnim.

SKORPION:
Skorpiony mają zazwyczaj bardzo praktyczne podejście do życia. Przykładem może być pan Leon z Garwolina, który z okazji Dnia Kobiet zamiast kwiatka kupił swojej żonie kilogram ziemniaków, chleb, mleko oraz dwie kostki masła.

STRZELEC:
Urodzeni pod znakiem Strzelca to prawdziwi hazardziści. Niewątpliwie należy do nich pan Zygfryd z Warszawy, który nawet program w telewizorze wybiera wyłącznie na chybił trafił.

KOZIOROŻEC:
Kobieta spod znaku Koziorożca to świetny materiał na żonę. Trudno nie wspomnieć tu o pani Magdalenie z Chorzowa, która od kilku dni nawet raz nie nakrzyczała na swojego męża, gdyż ma chwilowe problemy ze strunami głosowymi.

WODNIK:
Wodnik jest znakiem romantyków. Potwierdza to przypadek pana Fryderyka z Puław, który ostatnio z okazji czterdziestej rocznicy ślubu zabrał swoją żonę do kina, oczywiście na jakiś horror.

RYBY:
Osoby spod znaku Ryb bywają ludźmi bardzo ciekawskimi. Cechę tę posiada pan Zenon z Bydgoszczy, który z ciekawości dość często zagląda do kieliszka.
__________________


TaS-Q jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-02-2004, 09:35   #1339
Rzez
Lieutenant Colonel
 
Zarejestrowany: 21 Jan 2003
Wiadomości: 329
Wyślij wiadomość przez MSN do Rzez
Domyślnie

http://fun.from.hell.pl/2003-02-19/zadnych-granic.mpeg
__________________
Rzez jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-04-2004, 08:43   #1340
=NaZcA=
General
 
Zarejestrowany: 01 May 2003
Wiadomości: 1270
Wyślij wiadomość przez MSN do =NaZcA=
Domyślnie

Dwoch pijakow postanawia pojechac sobie pociagiem nad morze ale nie mieli pieniedzy na bilet wiec jeden powiedzial drugiemu:
- słuchaj Marian mam pomysł, bedziemy udawali niewidomych, a konduktor pewnie sie zlituje i dojedziemy do tego Gdanska za darmoche.
I tak zrobili, w pewnym momencie wchodzi konduktor i pyta sie o bilety, ale oni nic tylko siedza i patrza sie w sciane. Konduktor cwany mysli sobie "pewnie mnie oszukuja i chca jechac na gape, ale juz ja ich zalatwie" Poszedl po swoja kolżanke (też konduktorke) i powiedzail jaka jest sytuacja i zeby sie rozebrala, a on ich w tedy nakryje.
Konduktorka podchodzi do nich i powoli sie rozbiera- oni nic, zdejmuje stanik -oni nic, wkoncu sie zdenerwowala i sciaga spodniczke...
Na to jeden z nich wstaje i mowi do drugiego:
- Ty Marian wali sledziem Gdańsk wysiadamy.

Pewnego razu czołgiści zakładali nowe gąsienice na czołg. Cały dzień pracowali w pocie czoła. Nagle nie wiadomo skąd przyleciała wróżka i zapytała:
- Co robicie, chłopcy?
- A, pierd**imy się z tym!
- A chcecie tak naprawdę się popierd**ić?
- No jasne!
Wróżka machnęła różdżką i od czołgu odpadła wieżyczka.

Ojciec ogląda mecz ME, a kilkuletni synek rozprasza uwagę pytaniem:
- Tatusiu, gdzie się rodzą dzieci?
- W kapuście
- Gdzie?
- W kapuście
- Gdzie? Gdzie? Gdzie?
Ojciec wkurzony:
- W piź***e
- To co mi mówisz że w kapuście...
=NaZcA= jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-05-2004, 08:52   #1341
CAM-VID
General
 
Zarejestrowany: 24 Jun 2003
Wiadomości: 1413
Wyślij wiadomość przez AIM do CAM-VID
Domyślnie

Przychodzi facet do wróżki...


PUK! PUK!


-Kto tam


-a to ja pierd... taką wróżkę
__________________
CAM-VID jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-05-2004, 11:16   #1342
TaS-Q
Major General
 
Zarejestrowany: 17 Apr 2003
Miasto: Aleksandrów Kujawski
Wiadomości: 342
Wyślij wiadomość przez AIM do TaS-Q wyślij wiadomość poprzez Skype do
Domyślnie

Postępowi rodzice podczas wakacji zabrali małego synka na plażę
nudystów. Mama leży na kocyku, tata poszedł "się przejść", junior
tapla się w grajdołku. Po chwili przybiega do mamy i woła:
- Mamo! Widziałem panie, które miały cycuszki o wiele większe od
twoich!
Mama na to:
- Im większe, tym głupsze!
Dziecko poszło się bawić dalej. Po chwili wraca i melduje:
- Mamo! Widziałem panów, którzy mieli siusiaki o wiele większe niż tata!
Mama stanowczo:
- Im większe, tym głupsi!
Dziecko wraca do wiaderka i foremek. Po paru minutach jednak
przybiega z kolejnym raportem:
- Mamo! Mamo! A tata to dopiero co rozmawiał z najgłupszą panią,
jaką w życiu widziałem... I im dłużej rozmawiał, tym bardziej głupiał!
__________________


TaS-Q jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-05-2004, 13:09   #1343
Dawid
General
 
Zarejestrowany: 17 Oct 2002
Miasto: Poznań
Wiadomości: 976
Domyślnie

Wczoraj w godzinach wieczornych na Morzu Barentsa amerykański okręt podwodny klasy Los Angeles zatonął w wyniku zderzenia z górą lodową. Załoga góry lodowej odznaczona została Orderem Lenina.
__________________

[GROM]
2002...
Dawid jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-05-2004, 17:21   #1344
Mad_Medic
General
 
Zarejestrowany: 19 Oct 2003
Wiadomości: 2181
Domyślnie

z wiadomości "Radia Erewań"

Wczoraj, siły armii chińskiej, przekroczyły podstępnie granicę ZSRR. Zaatakowały pracujący w polu samotny traktor miejscowego kołchozu. Zaatakoway traktor odpowiedział ogniem rakietowym, niszcząc 8 czołgów i zadając poważne straty piechocie - zmusił do wycofania się chińskiej armii. Po czym odłeciał do bazy.

Pytania do radia Erewań.

Czy to prawda, że w Moskwie na placu czerwonym, rozdają za darmo samochody?
Tak. to prawda. Tylko nie w Moskwie a w Leningradzie, nie na placu czerwonym, a na placu rewolucji, nie samochody, tylko rowery i nie rozdają ale kradną.

Dlaczego nie krytykujecie bezsensownych działań naszego rządu?
Bo wolimy jeść biały chleb nad morzem czarnym a nie odwrotnie.

Kto budował kanał białomorski?
Lewą stronę ci co opowiadali dowcipy polityczne, a prawą ci co ich słuchali.

Czy to prawda, ze za 10 lat każdy w ZSRR dostanie własny helikopter?
Tak, to prawda.
A po co nam helikoptery.
A jak byście towarzyszu chcieli kupić papierosy i zapałki? Wsiadacie we własny helikopter, lecicie do mokwy, kupujecie zapałki, potem lecicie do leningradu i kupujecie papierosy. Szybko i prosto.

Czy od kropli walerianowych można zajść w ciążę?
A ile lat miał ten Walerian?
__________________
Przysłowia AAOwskie:
"Trafił jak noob, granatem w team"
Mad_Medic jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-05-2004, 23:10   #1345
Catra
Moderator
General
 
Zarejestrowany: 06 Feb 2003
Miasto: Łódź
Wiadomości: 4757
Wyślij wiadomość przez ICQ do Catra Wyślij wiadomość przez AIM do Catra
Domyślnie



Forum AA / Sala Niesławy (Sic!)

lukmos1



Dołączył: 25 Cze 2004
Posty: 1

Wysłany: Wto Lip 06, 2004 12:35 am Temat postu: Co to jest FPS

--------------------------------------------------------------------------------

Co to jest FPS i wogole jaka jest skala jaka jest przecietna? :



__________________


http://lodz.myminicity.com/ klik click
Catra jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-06-2004, 21:08   #1346
TaS-Q
Major General
 
Zarejestrowany: 17 Apr 2003
Miasto: Aleksandrów Kujawski
Wiadomości: 342
Wyślij wiadomość przez AIM do TaS-Q wyślij wiadomość poprzez Skype do
Domyślnie

Bardzo genialny filmik

http://content.collegehumor.com/medi...s/skeleton.wmv

genialne
__________________


TaS-Q jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-06-2004, 21:42   #1347
Dawid
General
 
Zarejestrowany: 17 Oct 2002
Miasto: Poznań
Wiadomości: 976
Domyślnie

Rok 1937. Konkurs na pomnik Puszkina, który ma stanąć w setną rocznicę jego śmierci.
III nagroda - Puszkin czyta dzieła Stalina.
II nagroda - Stalin czyta dzieła Puszkina.
I nagroda - Stalin czyta dzieła Stalina.
__________________

[GROM]
2002...
Dawid jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-07-2004, 03:43   #1348
Czajus
General
 
Zarejestrowany: 16 Oct 2002
Wiadomości: 1869
Wyślij wiadomość przez ICQ do Czajus Wyślij wiadomość przez MSN do Czajus
Domyślnie

http://allegro.pl/show_item.php?item=27864034
__________________
Czajus jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-07-2004, 11:01   #1349
Drwal
General
 
Zarejestrowany: 19 Oct 2002
Wiadomości: 1440
Wyślij wiadomość przez MSN do Drwal Wyślij wiadomość przez Yahoo do Drwal
Domyślnie

Cytat:
Napisał Czajus
http://allegro.pl/show_item.php?item=27864034
Co to ma wspolnego z grami FPP?

I tak w ogole w temacie jest
" oryginalny . HEŁM VADERA . STAR WARS . BCM "

a potem :

"85,00 zł
Cena minimalna nie została osiągnięta."

----------

A teraz cos dla was ziomy, najnowszy numer HH (haha chyba w sensie ze smiech ^^), pierwszy hit znanego skladu IWAN - "Ta "PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP""PIIIIIIP"na polityka" z dema "Nowe Sebinowskie Brzmienie" :

http://www.icpnet.pl/~borki/pozdrowki.mp3

spiewa: emil mroczkowski, 13lat (obecnie 14lat) - syn nauczycielki od
geografi z Poniatowej...

i jeszcze jedno rownie hiciorowe:

http://members.chello.pl/alipka/DissNaNumeraZundera.mp3
__________________
o ja... kiedy ja tu bylem ostatnio?
Drwal jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Stare 07-08-2004, 04:07   #1350
Czajus
General
 
Zarejestrowany: 16 Oct 2002
Wiadomości: 1869
Wyślij wiadomość przez ICQ do Czajus Wyślij wiadomość przez MSN do Czajus
Domyślnie

Cytat:
Napisał Drwal
Cytat:
Napisał Czajus
http://allegro.pl/show_item.php?item=27864034
Co to ma wspolnego z grami FPP?
To nie ma mieć nic wspólnego z grami FPP.. bo to topic Fun-joke-etc
__________________
Czajus jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Odpowiedz

Bookmarks


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku

Zasady Pisania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Włączony
UśmieszkiWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest wyłączony

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 02:52.
who's online
Copyright ©2002 - 2010 AmericasArmy.pl